Grafika: Marta Polechońska
Byle do wiosny!

Spis treści


Co przeżywają rodzice nastolatków


Zwykle nasza rodzicielska uwaga skupiona jest na dzieciach – na ich problemach, ich potrzebach, na codziennej trosce o ich rozwój. Kiedy dzieci stają się nastolatkami i zaczynają być coraz bardziej samodzielne, my możemy uważniej przyjrzeć się sobie – naszym przeżyciom, naszym emocjom, naszemu życiu. To może być spełnienie rodzicielskich marzeń o „chwili dla siebie”, ale też możemy stanąć wobec emocji i myśli, które nie będą łatwe. Co zobaczymy? Z czym mierzymy się, kiedy nasze dzieci zaczynają dorastać?
Kiedy dzieci pojawiają się na świecie, w naturalny sposób wypełniają całe nasze życie – nasze myśli są pełne spraw związanych z dziećmi, nasze działania są skoncentrowane na dzieciach, nasze plany, decyzje, starania – przede wszystkim dla dzieci i z myślą o dzieciach. Pod dzieci układamy obowiązki domowe i zawodowe, dostosowujemy swoje zajęcia, by móc jak najlepiej zająć się dziećmi. Myślenie o sobie samym schodzi na drugi plan, a czasami niemal w ogóle znika.
A przecież poza tym, że jesteśmy mamami i ojcami, wciąż pozostajemy też kobietami, mężczyznami, wciąż pełnimy wiele innych ról społecznych. Obserwujemy z uwagą i troską rozwój dzieci, ale i my w tym samym czasie się rozwijamy. Rodzicom może być trudno „pomieścić” w przestrzeni swojej uwagi i troski wszystkie sprawy związane z dziećmi i te własne, „dorosłe”. I często sprawy dzieci wygrywają z naszymi rywalizację o naszą uwagę, szczególnie, kiedy dzieci są małe i nieustannie nas potrzebują. A potem dzieci zaczynają dorastać i sporo się zmienia…
Kiedy dzieci stają się bardziej samodzielne, wchodzą w okres dojrzewania, zaczyna się dla nas rodziców czas nowych wyzwań, ale też czas, kiedy możemy trochę bardziej skupić się na sobie. Nastolatki nie chcą nas już tak bardzo mieć przy sobie. Nasza obecność jest wciąż ważna, jednak coraz więcej spraw absorbujących nasze dorastające dzieci dzieje się bez naszego udziału. Kiedyś to my chodziliśmy z dziećmi na łyżwy, pograć w piłkę, jeździliśmy z nimi na rowerowe wycieczki, chodziliśmy do kina, zawoziliśmy je na zajęcia pozaszkolne… Teraz do kina i na łyżwy chodzą z rówieśnikami, a na zajęcia jeżdżą samodzielnie. Samodzielność dojrzewających dzieci „uwalnia” nam konkretne zasoby czasu, które teraz możemy wykorzystać dla siebie.

 


Z czym mierzą się rodzice nastolatków?
To taki moment w życiu, kiedy możemy lepiej poznać siebie, uświadomić sobie wiele na swój temat, bardziej się o siebie zatroszczyć, ale też możemy stanąć wobec myśli, które będą trudne: o własnej przyszłości, o związku z partnerem i wizji dalszego wspólnego życia (z coraz mniejszą obecnością w nim dzieci), lub o swojej samotności jeśli wychowujemy dzieci w pojedynkę. Jak sobie poradzimy gdy dzieci ruszą w świat, czym wypełnimy nasze życie. Możemy zacząć przypominać sobie porzucone niegdyś marzenia i plany – dostrzec teraz nową możliwość ich realizacji albo doznać poczucia straconych szans.
To jest też taki czas, kiedy nasz organizm coraz mocniej daje nam do zrozumienia, że nie jesteśmy już młodzieniaszkami. Myśli o starości, własnym zdrowiu i kondycji mogą być mobilizujące do większej dbałości o siebie, ale też mogą być trudne i budzące lęk. Mamy nastoletnich dzieci doświadczają pierwszych oznak przedmenopauzalnych. Wielu ojców odczuwa konsekwencje eksploatującego zdrowie trybu życia, zaczynają się problemy z sercem, cholesterolem. Uświadamiamy sobie, być może po raz pierwszy w życiu, że nie jesteśmy niezniszczalni.
Patrzymy na nasze dojrzewające dzieci i dociera do nas, że czas, jaki mieliśmy na ich wychowanie, przygotowanie do życia, już się kończy, że za chwilę będą podejmować samodzielne decyzje, samodzielnie pracować na swoje sukcesy i popełniać własne błędy. Widzimy efekty naszych starań i mamy powody do dumy, ale może też budzi się w nas lęk, że nie zdążymy dać dzieciom czegoś ważnego zanim dorosną, że jeszcze tyle powinniśmy, a czasu tak mało.
Co możemy zrobić dla siebie?
Gdy dziecko zaczyna dorastać, dobrze jest uświadomić sobie, że jest ono odrębną istotą (o ile nie zrobiliśmy tego wcześniej). Wiedzie odrębne życie od naszego, idzie swoją ścieżką, ma własne spojrzenie na świat. Unikajmy myśli „ja się tak poświęcałam dla mojego dziecka, a ono teraz woli spędzać czas z kolegami”. Spójrzmy na samodzielność naszych dzieci jak na nasz sukces. Wychowujemy dzieci właśnie do tego, by się od nas uniezależniły, by zbudowały sobie własny świat, własną grupę społeczną, by realizowały własny pomysł na życie. Dzieci nie są po to, by dotrzymywać towarzystwa rodzicom. Kiedy dorastają, my sami musimy się zatroszczyć o to, co wypełni nasze życie – przyjaciół, zainteresowania, zajęcia.
Jednak to, że nastolatek oddala się od nas, nie znaczy, że nasze życie staje się puste. To prawda, że jesteśmy przyzwyczajeni, że nasza uwaga skoncentrowana jest na dziecku i jego sprawach. Kiedy nastolatek zaczyna „odchodzić” możemy pomyśleć z lękiem „I co ja mam teraz ze sobą zrobić?”. To dobry czas, by dostrzec własne zasoby, własne umiejętności, zainteresowania, pasje, relacje z innymi ludźmi. By z życzliwością przyjrzeć się temu, co mamy oprócz dzieci.
Takie zatrzymanie i refleksja może przypominać próbę zatrzymania rozpędzonej lokomotywy. Nasze schematy postępowania i myślenia, nasze przyzwyczajenia są bardzo silne. Tym bardziej, że do koncentrowania uwagi na dzieciach przywykliśmy przez ostatnie naście lat. Ale nawet największą lokomotywę można stopniowo wyhamować. Warto próbować i dać sobie na to czas.
Warto zacząć od małych kroków – znajdź czas i wygodne miejsce, by spokojnie pomyśleć i spróbuj odpowiedzieć sobie na pytania:
jak mi teraz jest?
jak się teraz czuję?
w jakim miejscu teraz jestem?
czego teraz, w tym momencie potrzebuję?
czego potrzebuję, by sobie to zapewnić?
Odpowiedz sobie niezależnie od tego, co akurat dzieje się z twoim nastolatkiem. Czasami tak bardzo fiksujemy się na tym, że jesteśmy rodzicami nastolatka, że zapominamy o wszystkich innych okolicznościach, które wpływają na nasze samopoczucie.
Co możemy zrobić w relacjach z nastolatkiem?
Przyjrzyj się schematom, które stosujesz wobec swojego nastoletniego dziecka, a które przestają dobrze działać. Twój nastolatek zwykle wyraźnie je sygnalizuje, choć często robi to niezbyt delikatnie, taktownie i zgrabnie (tego jeszcze się nauczy). Jeśli od lat robisz dziecku kanapki do szkoły i nagle słyszysz „Nie będę tego jadł, wolę sobie sam coś kupić” – to właśnie sygnał, że czas zmienić sposób postępowania. Niekoniecznie na taki, jaki proponuje nastolatek, ale na pewno jest potrzeba zmiany i otwiera się tu pole do negocjacji i nowych ustaleń. Podobnie będzie w przypadku mnóstwa innych przyzwyczajeń i codziennych sposobów funkcjonowania – dziecka, twoich i całej rodziny. Nie traktuj tego, jak wyraz niewdzięczności, ani nawet jako bunt nastolatka (czyli dopust boży). Pomyśl o tych sygnałach jak o cennych informacjach, wskazówkach, w którą stronę zmierzać, co zmienić, żeby wasze relacje były harmonijne.
Kiedy nasze dzieci stają się samodzielne, a ich dorastanie widać gołym okiem w tym, jak zmieniają się ich ciała, możemy nieświadomie oczekiwać od nich, że się nami zaopiekują w trudnych chwilach, że teraz staną się dla nas wsparciem w naszych kłopotach. Nastolatki nie są jeszcze gotowe na takie obciążenia. Nie zapominajmy, że nawet wyższe od nas o głowę nastolatki, to nadal dzieci. Ich ciała rozwinęły się, jednak ich mózgi, ich sfera emocjonalna dopiero dojrzewają i potrzebują na to kolejnych kilku lat. W tej relacji to my jesteśmy dorośli, to my mamy zapewniać bezpieczeństwo i wsparcie. Uważajcie na to, by wasze emocje, problemy i trudności, z jakimi się zmagacie nie odwróciły tej relacji.
Co możemy zrobić z emocjami?
Czasami łatwiej nam skupić się na radzeniu sobie (lub wojowaniu) z dojrzewającym dzieckiem, niż zmierzyć się z pytaniami o samego siebie, z tym, co w nas samych się dzieje. Łatwiej jest pokłócić się z nastolatkiem, niż rozpłakać nad sobą. Gdy byliśmy dziećmi, nikt nas nie uczył radzenia sobie z emocjami, przyglądania się im, nazywania ich, koncentrowania się na nich. Ale wciąż możemy to zrobić. W pewnym sensie w tym obszarze nasze przeżycia mogą być teraz podobne do tego, co czują nasze nastoletnie dzieci – one też uczą się, jak radzić sobie z emocjami. W gruncie rzeczy, kiedy nasze dzieci dojrzewają, my również dojrzewamy, kiedy one się rozwijają, my rozwijamy się także.

 


Dziecko mnie nie szanuje. Jak zdobyć szacunek u dziecka.
Coraz częściej można się spotkać z opinią, że w dzisiejszych czasach szacunek jest już echem przeszłości. W dobie częstego i powszechnego hejtu można dojść do wniosku, że nie opłaca się szanować innych. Rozluźnienie konwenansów, powszechny już właściwie dostęp do Internetu i przekonanie, że w Internecie jest się anonimowym i bezkarnym jest całkiem silne. A zachowania z przestrzeni wirtualnej rozprzestrzeniają się na zachowania w rzeczywistości. Są na to podatne szczególnie dzieci.
Jednak szacunek nie jest bez znaczenia. Warto wpajać w dziecko szacunek i uczyć go.


CZYM JEST SZACUNEK?
Szacunek jest uważany za formę grzeczności. Jednak to coś więcej niż wyszukana grzeczność. Szacunek to grzeczność połączona z troską o drugą osobę i o jej dobro. Szacunek to uznanie czyjegoś prawa do tego, by miał własne zdanie, własne poglądy i akceptacji decyzji, które podejmuje. Szacunek to uszanowanie godności drugiej osoby i możliwość emocjonalnego zdystansowania się od poglądów drugiej osoby – nawet jeśli się z nimi nie zgadzasz i nawet jeśli wchodzisz właśnie w konflikt słowny.
Każdy człowiek ma własną godność i prawo do decydowania o sobie. To nienaruszalne, niezbywalne prawo naturalne. Poczucie godności mają już nawet bardzo małe dzieci. One cierpią, gdy czują, że ich granice są naruszane – przemoc fizyczna, psychiczna, emocjonalna czy seksualna odbija na dziecku ogromne piętno, z którego konsekwencjami będzie musiało zmagać się do końca życia.
Szacunek nie jest echem przeszłości. Jest naprawdę bardzo ważny. W końcu to właśnie szacunek względem innych osób pozwala na nawiązywanie trwałych, zdrowych relacji z innymi ludźmi. Człowiek, który szanuje innych i sam jest szanowany jest po prostu szczęśliwszy. W jego otoczeniu są bowiem ludzie, którzy dobrze mu życzą, a i on sam dobrze życzy innym. Może zatem liczyć na wsparcie w trudnych chwilach w życiu. Dla ludzi to przecież naprawdę bardzo ważne – w końcu człowiek jest stworzeniem stadnym i potrzebuje w swoim otoczeniu innych osób, na których może polegać.
Warto wiedzieć, że szacunek rozwija też umiejętność empatii. A empatia pozwala na lepsze, pełniejsze zrozumienie drugiego człowieka. To właśnie empatia pozwala współodczuwać emocje drugiej osoby. Pozwala lepiej zrozumieć jej sytuację i to, co w danej sytuacji przeżywa. Pozwala to na otworzenie się na potrzeby danej osoby i nawiązanie bliższej relacji.
Małe dziecko wie, że jest odrębną istotą i należy mu się szacunek. Jeśli jego godność jest naruszana, potrafi już to komunikować i bronić się na swój własny sposób. Jednak dziecko nie rodzi się ze świadomością, że inni też mają swoje poczucie godności. Dziecko uczy się świata poprzez obserwowanie i naśladowanie swojego otoczenia. Jeśli w najbliższym otoczeniu, rodzinie – w końcu to podstawowa jednostka społeczna – dziecko widzi, że ludzie odnoszą się do siebie źle, będzie to naśladować.
Dziecko obserwuje swoje otoczenie, rodzeństwo, rodziców, dziadków, a w późniejszym okresie też rówieśników i inne osoby ze swojego otoczenia. Na tej podstawie uczy się samo reagować. Nie zawsze dziecko ma zdrowe, dobre wzorce na każdym etapie swojego życia. Dlatego nie każde dziecko może w sposób naturalny nauczyć się szacunku.
Jednak szacunek to wartość, którą warto pielęgnować. Jeśli dziecko nie nabierze szacunku do innych w dzieciństwie, nie nauczy się tego automatycznie w dorosłości. Wtedy sytuacja może stać się jeszcze trudniejsza – w końcu bardzo trudno jest zmienić nawyki, które wypracowało się w dzieciństwie i w okresie dojrzewania. Trudno zmienić wzorce zachowania, które uważało się za prawidłowe, stosowało i obserwowało w swoim otoczeniu przez większość życia. Oczywiście, jest to możliwe. Dużo lepiej jednak zapobiegać niż leczyć – dlatego warto uczyć dziecko szacunku już od bardzo wczesnego etapu życia.
JAK PRZEJAWIA SIĘ BRAK SZACUNKU?
Brak szacunku to coś, z czym można się – niestety – spotkać na co dzień. Widać to zwłaszcza w Internecie – a tam przecież przeniosła się spora część życia ludzi. Kto choć raz nie spotkał się z niemiłym komentarzem na swój temat w mediach społecznościowych? Kto choć raz nie spotkał się z obraźliwymi stwierdzeniami i po prostu hejtem? Hejt to taki sztandarowy przykład absolutnego braku szacunku.
Hejt to coś, co nie tylko dotyczy przestrzeni wirtualnej. Z hejtem możesz spotkać się też w pracy, szkole, na uczelni – zawsze jest się na to narażonym. Niezależnie od tego kim się jest i co się robi. Brak szacunku to brak akceptacji czyichś decyzji, pomysłów czy innego sposobu myślenia. To też agresywne, gwałtowne, bardzo emocjonalne reagowanie w takich sytuacjach. Co jest przykładem braku szacunku?
Przerywanie cudzych wypowiedzi
Wulgarny język
Brak higieny
Strój nieadekwatny do okazji
Niedotrzymywanie danego słowa
Spóźnianie się
Ignorowanie rozmówcy
Czytanie cudzej korespondencji
Lekceważenie cudzych potrzeb
Nieszanowanie pracy innych, niszczenie owoców cudzej pracy
Wyzwiska
Obrażanie kogoś
Celowe przekręcanie czyjegoś imienia lub nazwiska
Nadawanie obraźliwych przezwisk
Krzywienie się, przewracanie oczami, gdy ktoś mówił
Wykonywanie obraźliwych gestów w stosunku do innych ludzi
To wszystko to tylko początek listy. Można okazywać brak szacunku na naprawdę wiele różnych sposobów. Warto uświadamiać dziecko, że nawet jeśli nie miało nic złego na myśli, tylko po prostu o czymś nie pomyślało i z czegoś nie zdawało sobie sprawy, mogło okazać komuś brak szacunku.
Brak szacunku można okazać też poprzez okazywanie braku respektu czy tolerancji w stosunku do innych kultur i ich zwyczajów. Na przykład są miejsca, w których zdejmowanie butów, gdy się przychodzi do cudzego domu są bardzo niemile widziane. Są też miejsca, w których chodzenie w butach po domu są oznaką braku szacunku do gospodarzy. Różne zasady obowiązują też przy stole, podczas witania się i w wielu innych codziennych, całkowicie zwyczajnych sytuacjach.
Kluczem jest bowiem okazywanie szacunku ludziom nie tylko podczas wielkich, szczególnych wydarzeń i okazji. Dziecko trzeba nauczyć, by szacunek okazywało zawsze, w sposób naturalny i niewymuszony. To nie jest łatwe zadanie, na szczęście jednak wszystkiego można się nauczyć, a umysły dzieci są bardzo chłonne.
KONSEKWENCJE BRAKU SZACUNKU
Brak szacunku może mieć bardzo przykre konsekwencje. Jeśli dziecko samo nie czuje się szanowane przez rodziców, rodzeństwo i najbliższe otoczenie, może cierpieć z powodu braku miłości i niezaspokojonej potrzeby bezpieczeństwa. Jego samoocena jest zagrożona. Skoro dziecko nie jest szanowane przez najbliższe otoczenie, to dlaczego ktokolwiek miałby je szanować, także spoza kręgu najbliższej rodziny?
Dziecko, które nie jest szanowane, jego decyzje są podważane i jest zawstydzane przez rodziców może też stać się dużo bardziej nieśmiałe i wycofane. Może przestać dzielić się swoimi pomysłami, przestać się zwierzać i stracić zaufanie do rodziców, a w szerszym aspekcie też do innych ludzi. Takie osoby zamykają się w swojej skorupie, z której bardzo ciężko jest się wydostać i otworzyć na innych ludzi, także w przyszłości.
Dziecko, które nie jest szanowane przez innych odczuwa też chęć do odpłacenia tym samym. Skoro nie jest szanowane, dlaczego ma szanować kogokolwiek innego? Takie dziecko staje się skupione wyłącznie na sobie i nie liczy się z potrzebami innych ludzi. Uważa bowiem, że każdy powinien dbać i troszczyć się wyłącznie o siebie, a inni ludzie nie mają znaczenia. Może to doprowadzić w rezultacie do łamania norm społecznych przy kontaktach z innymi ludźmi oraz innych zaburzeń wychowawczych u dziecka, które z wiekiem mogą się tylko pogłębiać.
JAK ZDOBYĆ SZACUNEK U DZIECKA?
Niegdyś w procesie wychowywania mylono szacunek ze strachem. Wpajano dziecku wymogi posłuszeństwa wobec starszych właśnie posługując się strachem, groźbami i karami. Teraz już wiadomo, że to złe podejście i często o tym przypominają psychologowie i inni specjaliści od zdrowia psychicznego i emocjonalnego dziecka. Strach to nie szacunek. Strach to strach. Zmusza on dziecko do określonego zachowania i z wierzchu może to wyglądać jak szanowanie narzuconych norm, jednak nie jest w stanie wykształcić prawdziwego szacunku i powoduje to szereg innych, bardzo poważnych problemów i zaburzeń psychicznych oraz emocjonalnych.
Dziecko najlepiej uczy się poprzez naśladowanie. Dlatego, by dziecko szanowało Ciebie, Ty musisz szanować je i ludzi w Twoim otoczeniu. Swoim zachowaniem dasz najlepszy przykład i utrwalisz w dziecku pozytywne schematy i wzorce myślenia i zachowań.
Jeśli chcesz, by dziecko odnosiło się do innych z szacunkiem, zawsze mówiło „dzień dobry”, było miłe, uczynne, ale też asertywne, potrafiło wyrażać swoje zdanie w zdrowy sposób, bez obrażania innych i naruszania cudzych granic – samodzielnie musisz się tak zachowywać.
Dziecko odpowie Ci szacunkiem za Twój szacunek. Warto uczyć dziecko pozytywnych wzorców, pokazywać wzory do naśladowania, dawać dobry przykład i dużo rozmawiać z dzieckiem. Warto tłumaczyć, że każdy człowiek zasługuje na szacunek, każdy ma swoją godność i naruszanie jej jest czymś bardzo niewłaściwym.
Dziecko w końcu wyrośnie na nastolatka. Rozpocznie się burza hormonów i nastoletni bunt. Jeśli na wcześniejszym etapie życia dziecko zyska mocne podstawy, będzie łatwiej przetrwać te trudne dla wszystkich chwile.
Pamiętaj – dziecko jest jak otwarta, niezapisana księga. Zostanie w nim to, co tam zapiszesz. A dziecko będzie chłonąć wszystko, co widzi w otoczeniu. Jeśli próbujesz wpajać w nim szacunek, ale mówisz co innego niż robisz, dziecko szybko zauważy ten dysonans. Wtedy Twoje słowa mogą stracić na znaczeniu. W końcu to właśnie czyny mają ogromne znaczenie. Dobry przykład sprawia, że dziecko zbiera poważny kapitał emocjonalny i społeczny. W późniejszym okresie życia radzi sobie zatem znacznie lepiej. Jednak zły przykład też wpływa na dziecko, w tym przypadku w sposób negatywny. A rozwiązywanie problemów, które powstały i narastały od czasów dzieciństwa jest już bardzo trudnym zadaniem i nierzadko wymaga wielu lat wytężonej pracy. Warto tego dziecku oszczędzić.
Czasami wymaga to też pracy nad samym sobą i rozwiązania swoich własnych problemów z innymi ludźmi. Jednak naprawdę warto się tym zająć. Jeśli czujesz, że najlepszy przykład będziesz mógł dać wtedy, gdy rozwiążesz swoje własne problemy, nie bój się poszukać pomocy. W takim wypadku może pomóc również profesjonalna psychoterapia. Nie bój się szukać wsparcia ze strony profesjonalistów. W końcu chodzi o dobro Twoje, Twojego dziecka i całej rodziny.

 

Następny artykuł: Co przeżywają rodzice nastolatków.

 

 


Problemy emocjonalne i funkcjonalne młodzieży.


Adolescencja należy do szczególnie intensywnych i burzliwych okresów życia – to czas nowych doświadczeń i intensywnych zmian. Może to być źródłem zarówno wielu wspaniałych nowych przeżyć, ale i też przeciążeń emocjonalnych i problemów funkcjonalnych.
W życiu każdego człowieka fazy graniczne – wczesne dzieciństwo, adolescencja, wiek średni czy starość niosą za sobą zwiększone ryzyko wystąpienia stanów kryzysowych. Skala ich nasilenia może być oczywiście bardzo różna – od krótkoterminowych, mało dotkliwych trudności emocjonalnych i behawioralnych aż do przytłaczających, czasami wręcz groźnych stanów kryzysowych.
Musimy więc starannie ocenić w jakich sytuacjach niezbędnym będzie podjęcie jakiejś formy pomocy terapeutycznej, jakiego rodzaju ma być nasza interwencja, na ile niezbędną jest praca z samym adolescentem a na ile wskazanym byłoby podjęcie terapii rodzinnej.
Wskazaniem do przeprowadzenia konsultacji i następnie podjęcia terapii mogą być subiektywne doświadczane i zgłaszane przez nastolatka problemy emocjonalne lub funkcjonalne o znaczącym nasileniu. Ważnym jest też ocena na ile te dolegliwości mają charakter okazjonalny, krótkoterminowy a na ile są czymś przeciągającym się, długoterminowo negatywnie wpływając na samopoczucie i funkcjonowanie młodego człowieka.
Często też konieczność przeprowadzenia konsultacji specjalistycznej dostrzegana jest przez najbliższe otoczenie nastolatka. Rodzice, rodzeństwo, przyjaciele, nauczyciele dostrzegają czasami niepokojące zmiany w przeżywaniu czy też jego zachowaniu. Mogą oni spojrzeć z dystansu i łatwiej dostrzec niepokojące aspekty jego stanu psychicznego czy narastające problemy behawioralne.
Jakie wobec tego są wskazania do przeprowadzenia wstępnej konsultacji i ewentualnego rozważenia decyzji co do podjęcia leczenia psychoterapeutycznego nastolatka ?
Niepokojące, dezorganizujące funkcjonowanie, utrzymujące się stale lub regularnie nawracające określone stany emocjonalne: przygnębienie, smutek, rozpacz, napięcie emocjonalne, niepokój, lęk, drażliwość, chwiejność afektywna. Stany takie mogą być kliniczną reprezentacją zaburzeń depresyjnych, zaburzeń lękowych oraz innych zaburzeń psychogennych.
Stany wzmożonej apatii, braku chęci do działania, trudności w mobilizacji do jakichkolwiek aktywności (nie tylko szkolnych), stale odczuwanego zmęczenia, braku energii, zdolności do przeżywania przyjemności. Współistniejące zmiany w zachowaniu nastolatka: porzucanie dotychczasowych aktywności, pasji, brak planów, ograniczenie aktywności interpersonalnej. Stany takie mogą być kliniczną reprezentacją zaburzeń depresyjnych, zaburzeń neurastenicznych oraz innych zaburzeń psychogennych.
Pojawiające się dużą intensywnością uczucia pustki, braku sensu życia, niechęci do życia (z szczególnym zwróceniem uwagi na deklaracje suicydalne). Stany takie mogą być kliniczną reprezentacją zaburzeń depresyjnych. Stany takie zawsze wymagają podjęcia konsultacji psychiatrycznej i psychologicznej oraz podjęcia skoordynowanych oddziaływań terapeutycznych.
Występowanie objawów somatycznych oraz dolegliwości bólowych, u źródła których nie stwierdzono przyczyny stricte medycznej (internistycznej). Objawy te mogą mieć charakter przewlekły lub występować w określonych sytuacjach życiowych (np. wyjście do szkoły, kontakty z rówieśnikami). Stany takie mogą być kliniczną reprezentacją zaburzeń depresyjnych, zaburzeń nerwicowych oraz innych zaburzeń psychogennych.
Występowanie zaburzeń i dysfunkcji behawioralnych związanych z wyglądem fizycznym, urodą i odżywianiem: nadmierna, obsesyjna koncentracja na wyglądzie zewnętrznym i urodzie wraz ze zniekształceniem obrazu samego siebie (aż do poziomu dysmorfofobii), obsesyjne odchudzanie się, anoreksja, bulimia, problemy z kontrolą ilości przyjmowanego jedzenia, przejadanie się, otyłość. Stany takie wymagają (po przeprowadzonej diagnostyce medycznej) przeprowadzenia konsultacji psychiatrycznej psychologicznej oraz podjęcia skoordynowanych oddziaływań terapeutycznych (psychoterapeuta, psychiatra, dietetyk).
Podejmowanie zachowań mogących być traktowane jako wysoce ryzykowne lub wręcz autodestrukcyjne (np. epizody nadużywania środków psychoaktywnych, podejmowanie ryzykownych zachowań seksualnych, szybka jazda samochodem, wdawanie się w bójki). Zachowania autoagresywne, np. dokonywanie samouszkodzeń. Deklaracje suicydalne – szukanie informacji o aktywnościach tego typu w sieci, groźby samobójcze, rozważania na temat możliwości popełnienia samobójstwa (w każdej z tych sytuacji niezbędna może okazać się konsultacja psychiatryczna).
Przeciążenie stresem o znacznym nasileniu lub przewlekłym stresem o umiarkowanym nasileniu w sytuacji nieumiejętności poradzeniem sobie z takim doświadczeniem. Wystąpienie objawów przeciążeniowych: emocjonalnych (chwiejność afektywna, płaczliwość, lęk, drażliwość, przewlekłe zmęczenia, apatia, bezsenność) i behawioralnych (zachowania unikowe, zachowania ucieczkowe, zachowania rezygnacyjne, zachowania agresywne).
Doświadczenie sytuacji kryzysowych o znacznym nasileniu. Sytuacje związane z utratą poczucia bezpieczeństwa np. poważna choroba lub śmierć bliskiej osoby, załamanie bezpieczeństwa finansowego rodziny. Doświadczanie przeciążenia związanego z istotnymi trudnościami w rodzinie nastolatka, np. przewlekłymi, intensywnymi konfliktami rodziców (w tym sytuacja rozstania, rozwodu rodziców), poważnymi problemami emocjonalnymi któregoś z rodziców (uzależnienia, choroby psychiczne).
Doświadczenie przez młodego człowieka różnego rodzaju form przemocy – fizycznej, psychicznej, seksualnej. W tym sytuacje związane z przewlekłymi doświadczeniami bycia prześladowanym przez grupę rówieśniczą (w tym poczuciem bycia odrzucanym, izolowanym, wyśmiewanym przez grupę rówieśniczą).
10. Doświadczanie istotnych trudności relacyjnych. Przewlekłe problemy w nawiązywaniu i utrzymywaniu relacji z innymi ludźmi (zwłaszcza rówieśnikami), znaczące trudności w funkcjonowaniu w grupie rówieśniczej, wycofywanie się z życia społecznego, izolowanie się od otoczenia. Dyskomfort emocjonalny związany z aktywnościami społecznymi: lęk w sytuacji ekspozycji na sytuacje społeczne (aż do poziomu fobii społecznej), poczucie znaczącej niesprawności, nieporadności w relacjach z innymi ludźmi (zwłaszcza rówieśnikami)
11. Doświadczanie znaczących trudności szkolnych. Znaczące (nagłe lub szybko postępujące) pogorszenie wyników w nauce, skargi na trudności z uczeniem się (np. problemy z koncentracją uwagi, zapamiętywaniem) brak motywacji do nauki, bojkotowanie szkoły, problemy z absencją. Trudności emocjonalne związane z edukacją nastolatka: lęk przed szkołą (aż do poziomu fobii szkolnej), poczucie bycia gorszym związane z zaniżoną samooceną nastolatka (w związku z pogorszonymi wynikami nauki), nadmierna drażliwość i wynikające z niej zachowania konfliktowe związane z aktywnościami szkolnymi (np. problemy z uznaniem obowiązujący w szkole norm i zasad, powtarzające się konflikty z nauczycielami).


Następny artykuł: Dziecko mnie nie szanuje. Jak zdobyć szacunek u dziecka.

 


Poczucie własnej wartości u nastolatka


Poczucie własnej wartości u nastolatka jest zagadnieniem zasługującym na naszą uwagę. Dojrzewanie jest etapem pełnym zmian. Jest to czas rozwoju, gdy młodzi ludzie stale szukają swojego miejsca w świecie. Czują potrzebę wypróbowania różnych ról i eksperymentowania. Dlatego wysoka samoocena jest szczególnie ważna dla nastolatków. W przeciwnym razie mogą wstąpić na niefortunną ścieżkę.
To w okresie dojrzewania odczuwają silną potrzebę głębokiej refleksji nad sobą. W tym samym czasie mózg nastolatka dojrzewa i uczy się nowych rzeczy. Wszystko to jest częścią odnalezienia swojej tożsamości. I dopiero wtedy, gdy rozwiną spójną koncepcję siebie, będą w stanie zbudować swoje poczucie własnej wartości. Poczucie własnej wartości u nastolatka jest jednak często bardzo kruche.
Poczucie własnej wartości u nastolatka opiera się na koncepcji samoświadomości.
Samoświadomość młodego człowieka jest ogólną reprezentacją ich samych. To żywi wiedzę nastolatka na swój temat. Na przykład, samoświadomość jest widziana w takich pomysłach jak: “Jestem bardzo impulsywny jeśli chodzi o podejmowanie decyzji”, “Uwielbiam spacerować z psem w parku” lub “Bardzo lubię współzawodnictwo w sporcie“.
W pierwszych latach życia samoświadomość jest bardziej elastyczna. Dlatego mały człowiek jest bardziej odpowiedzialni w tym czasie, jeśli chodzi o włączanie wartości, ocen, oczekiwań swoich wzorów do naśladowania do swojej samoświadomości. Jednak w okresie dojrzewania są one bardziej przypadkowe i prawdopodobnie ulegają ciągłej zmianie. Są również znacznie mniej spójne. Poczucie własnej wartości u nastolatka dopiero się bowiem kształtuje.
Kiedy zdadzą sobie sprawę, kim i czym są, samoocena również zdeterminuje naszą ich wartość. Właśnie dlatego pojęcie samoświadomości obejmuje poczucie własnej wartości. To zależy od oceny własnej wartości. Poczucie własnej wartości nastolatka obejmuje myśli, uczucia, doznania i doświadczenia, które mieli przez całe życie. Oni osądzają wszystkie te rzeczy. Następnie oceniają, czy widzą siebie pozytywnie, czy negatywnie.
Poczucie własnej wartości u nastolatka – kiedy się formuje?
Wykuwanie poczucia własnej wartości zaczyna się we wczesnym etapie życia, podobnie jak samoświadomość. Jest to produkt różnych czynników oddziałujących na nas. Jednym z czynników jest genetyka (temperament), a drugi to środowisko (osobiste, społeczne i kulturowe). Są one przyswajane i uwewnętrzniane, gdy dorastają. Ocena ta może się również różnić w zależności od wieku.
Jak nastolatek ocenia samego siebie?
Kiedy poprosisz nastolatka o opisanie siebie, zwykle będą mówić o zewnętrznych, fizycznych cechach (atrakcyjności, cechach charakterystycznych, sylwetce) i działaniach, które wykonują (umiejętności intelektualne i jak odnoszą się do innych). Podobnie ich perspektywa dotyczyć będzie ich koncepcji wartości i kompetencji. Jest to ściśle związane z sukcesem w szkole, kompetencjami społecznymi i równowagą emocjonalną.
Samoświadomość nastolatków różni się nieco w zależności od płci:
Nastoletnie dziewczyny mają niższą i bardziej wrażliwą samoocenę. Częściej martwią się wyglądem fizycznym, sukcesem społecznym i wynikami w nauce.
Poczucie własnej wartości u nastoletnich chłopców to bardziej zdolność do spełniania męskich stereotypów; bycie pewnym siebie, silnym i nieustraszonym.
Poczucie własnej wartości u nastolatka.
Wiele aspektów życia nastolatka będzie zależało od poziomu jego samooceny: szkoły, rodziny, związków itd. Czynniki te z kolei wpłyną na ich osobowość a później na szczęście.
Nastolatki z wysokim poczuciem własnej wartości:
Czują się kochani i akceptowani przez tych, którzy są wokół nich. Ponadto są zmotywowani do uczenia się, próbowania nowych rzeczy i poznawania nowych miejsc.
Mają optymistyczne podejście do swojej przyszłości i mogą dostrzegać problemy z różnych punktów widzenia.
Tworzą cele krótko i długoterminowe. Są w stanie wziąć odpowiedzialność za własne zachowanie i decyzje.
Znają swoje mocne i słabe strony. Podobnie jak wiedzą jak zaakceptować krytykę, mogą sami krytykować i stawiać czoła swoim problemom.
Są stabilni emocjonalnie i wykazują empatię.
Są wrażliwi na potrzeby innych. Komunikują się łatwo i posiadają zdrowe relacje z innymi.
Nastolatki z niskim poczuciem własnej wartości:
Jednakże zachowania, które wskazują na początek niskiej samooceny u nastolatków, opierają się na braku zaufania do siebie i swoich umiejętności. Młodzież z niskim poczuciem wartości:
Uważają się za gorszych od innych, lekceważonych i niedocenianych. Mogą odmówić wykonywania działań grupowych, które wymagają współpracy.
Czują się niepewnie i mają paraliżujący strach przed porażką.
Często brakuje im dyscypliny, zaangażowania i zdolności do wzięcia na siebie odpowiedzialności.
Starają się wyróżniać, a ze względu na ciągłą potrzebę uwagi, mogą kłamać i być nieuczciwym.
Obwiniają innych i mają agresywne, gwałtowne, wyzywające lub aspołeczne nastawienie.
Do czego potrzebne nam poczucie własnej wartości?
Okres dojrzewania jest poszukiwaniem tożsamości i znaczenia. Chociaż jest to okres charakteryzujący się kryzysami i chaosem hormonalnym, jest zdrowy i powoduje silniejszą tożsamość w dorosłym życiu. Znalezienie naszej tożsamości jest ważne, jeśli chodzi o myślenie o przyszłości.
Dlatego samoocena pomaga nam akceptować siebie i cenić nasze wyjątkowe cechy. Powinniśmy znać nasze słabości, ale powinniśmy również być świadomi naszych mocnych stron i pozwolić im świecić.
Nie chodzi o bycie egoistą; chodzi o bycie realistą i karmieniu własnej wartości. Poczucie własnej wartości jest oznaką szacunku dla siebie i innych. Osoba, która szanuje siebie, jest osobą, która szanuje innych. A osoba, która ceni siebie, ceni także innych.


Następny artykuł: „Problemy emocjonalne i funkcjonalne młodzieży”.



Problemy z agresją u nastolatków – co można zrobić z agresywnym nastolatkiem?


Niestabilność emocjonalna, drażliwość, niezdolność do przewidzenia konsekwencji swojego działania – to stany typowe dla wszystkich dorastających nastolatków. Jak możemy pomóc im radzić sobie z emocjami, zanim zamienią się w agresję.
Przyjmuje się, że agresja to umyślne działanie na czyjąś szkodę. Jednak agresja u nastolatków ma wiele twarzy…
Bardzo wiele. Może być jawna albo ukryta. Może polegać na wyrządzaniu krzywdy istotom żywym lub niszczeniu przedmiotów. Może być reakcją na zachowania lub sytuację, albo celowym zachowaniem, którego celem jest sprawienie komuś fizycznego bólu lub psychicznego cierpienia. Może polegać na biciu, szczypaniu, popychaniu – i wtedy mówimy o agresji fizycznej – lub obrażaniu, grożeniu, szantażowaniu, czyli agresji werbalnej. Współcześnie szczególne szkody wywołuje cyberprzemoc, czyli wysyłanie obraźliwych maili, poniżające wpisy na portalach społecznościowych, umieszczanie w Internecie ośmieszających filmików czy zdjęć lub charakterystyczna dla nastolatków agresja relacyjna, która obejmuje przede wszystkim rozpuszczanie plotek, manipulowanie przyjaźniami, społeczne odrzucenie, sarkazm, krytykowanie, obgadywanie, zdradzanie powierzonych sekretów, wyśmiewanie, wyrzucanie z mediów społecznościowych, nadmierne współzawodnictwo, poniżanie, konkurowanie we wszystkim czy zazdrość. Wykluczenia w grupie rówieśniczej przyjmują w ostatnich latach wyjątkowo wyrafinowane formy.
Wykluczanie jest rodzajem agresji, ale czy nie jest czasem też obroną przed nią?
Rzeczywiście, konsekwencją nasilonych zachowań agresywnych jest powolne wykluczanie nastolatka z tak zwanej pozytywnej grupy społecznej oraz wikłanie go w przynależność do grupy rówieśniczej promującej przemoc. Co oznacza, że na przykład agresywnego ucznia koledzy nie zaproszą na urodziny, nikt mu nie powierzy żadnej funkcji w klasie czy grupie, nikt z nim nie chce rozmawiać – jego życie staje się coraz bardziej frustrujące. Agresja z jednej strony wyklucza nastolatka, a z drugiej niejako pcha go w kierunku osób stosujących agresję na co dzień. Dlatego tak ważne jest, aby szybko reagować na wczesne jej sygnały.
Czyli z powodu agresji cierpi także sam agresor.
Oczywiście. Agresywny nastolatek z powodu swojego zachowania jest nielubiany, omijany i izolowany. Izolacja wpływa na poczucie osamotnienia i wywołuje frustrację, a jedynym znanym nastolatkowi sposobem zareagowania w tej sytuacji jest kolejny akt agresji i powstaje klasyczne błędne koło. Wspólną cechą agresywnych dzieci jest wywieranie przez nich bardzo silnego negatywnego wpływu na osoby będące z nimi w interakcji – rodziców, rówieśników, nauczycieli. Nie wolno nam jednak zapominać, że za agresją kryje się samotność i cierpienie psychiczne. Ona jest często wołaniem o pomoc, obroną przed kolejną zdradą zaufania. Bywa walką o akceptację, zaspokojenie potrzeb psychicznych czy zapewnienie bezpieczeństwa. Problem polega na tym, że ze względu na ograniczone kompetencje emocjonalno - społeczne nastolatka taka strategia jest nieskuteczna.
Wielu rodziców broni swoich dzieci, tłumacząc, że to inni je prowokują, to oni im dokuczają…To bardzo niebezpieczna postawa, bo usprawiedliwia agresję i zwalnia nastolatka od refleksji i zastanowienia się nad swoim zachowaniem. Celem wychowania jest właśnie uczyć dzieci, jak nie ulegać prowokacji, jak radzić sobie z krytyką i negatywnymi emocjami. Najważniejszym zadaniem szczególnie dla rodziców jest uświadomienie dzieciom, jak bolesne skutki pociąga za sobą agresja, zwłaszcza relacyjna. Ważne, aby zdawały sobie one sprawę z konsekwencji swoich zachowań. Żeby potrafiły postawić się na miejscu ofiary, zrozumiały, jak ich zachowanie wpływa na samopoczucie drugiej strony. Umiejętność przyjęcia innej perspektywy jest bardzo ważną kompetencją młodego, a potem dorosłego człowieka. Dlatego poruszanie takich tematów, jak przyjaźń, miłość, zaufanie, pomaganie czy cierpienie – to klucz do profilaktyki agresji. Co więcej, dzieci powinny czuć się bezpiecznie w domu i w szkole. Powinny być wysłuchane, rozumiane i traktowane z szacunkiem. Ignorowanie drobnych przejawów agresji może doprowadzić do samotnego cierpienia ofiar i poczucia bezkarności sprawców.
Małe dzieci też przechodzą fazę agresji, ale nie aż tak wyraźną jak nastolatkowie.
W rozwoju człowieka są dwa krytyczne okresy związane z agresją. Pierwszy wypada między drugim a trzecim rokiem życia i jest zwany fazą buntu lub przekory. Dziecko zaczyna wtedy odczuwać przyjemność z bycia autonomiczną jednostką. Drugim okresem rozwojowo łączonym ze wzrostem zachowań agresywnych jest wczesna dojrzałość. Agresja u nastolatków jest związana zarówno z ich dojrzewaniem biologicznym, jak i psychicznym. Może to powodować czasowy spadek umiejętności kontroli zachowań oraz problemy z samoregulacją, które znacząco utrudniają codzienne funkcjonowanie. Dodatkowo młody człowiek szuka teraz odpowiedzi na pytania: „Kim jestem?”, „Dokąd dążę?”. Prowadzi to do wątpliwości dotyczących własnej osoby, a brak pewności siebie i spadek samooceny nastolatek może kompensować sobie przyjęciem postawy agresywnej. Niedawno okazało się, że źródłem antyspołecznych zachowań i agresji u młodzieży może być też niedojrzałość części mózgu odpowiedzialnych za racjonalne zachowania, planowanie i podejmowanie decyzji. Czyli choć postępowanie młodzieży, jej nieposłuszeństwo i łamanie reguł mogą się wydawać przemyślane i świadome, to w rzeczywistości są wynikiem niedojrzałości kory przedczołowej mózgu odpowiedzialnej za planowanie działań i wczuwanie się w położenie innej osoby, czyli empatię.
Ale czy to usprawiedliwia problemy z agresją u nastolatków?
W żadnym razie, ale trzeba umieć zrozumieć jej genezę. Gdy patrzymy na agresję rozwojową nastolatków, rozumiemy, że to ciężki czas: niestabilności emocjonalnej, drażliwości. Nastolatek chce być kimś ważnym, zauważonym i często walczy o to agresją. Zwłaszcza jeśli jego historia życiowa pokazuje, że to skuteczna strategia. Historia, czyli jego temperament, więź z rodzicami, bliskość wzajemnej relacji, uważność dorosłych na jego stany emocjonalne i potrzeby psychiczne oraz dotychczasowe reakcje na jego agresję.
Jak konkretnie można reagować? Co można zrobić z agresywnym nastolatkiem, dzieckiem?
Czasami małe dziecko bije dorosłych – zwłaszcza dziadków – którzy nie reagują, a nawet się z tego życzliwie śmieją. To błąd i prosta droga do utrwalania agresji. Należy więc reagować bezpośrednio po takim zachowaniu. W okresach późniejszych najlepiej, jeśli konsekwencja jest naturalnie lub logicznie związana z przewinieniem. Musi być wówczas zapowiedziana wcześniej, czyli dziecko ma znać zasady i wiedzieć, co grozi za ich złamanie. Dobrze jest przewidywać zachowanie dziecka i przypominać mu o konsekwencjach, tak żeby miało wybór co do rodzaju swojego zachowania i tym samym pozytywnych lub negatywnych jego skutków.
Na agresywne zachowania należy reagować zawsze, od najmłodszych lat. Wyniki badań są jednoznaczne: im wcześniej dziecko wykazuje nasilone i uporczywe zachowania agresywne, tym większe prawdopodobieństwo poważnych problemów w przyszłości. Oczywiście, o ile nie dostanie właściwego wsparcia i pomocy. Trzeba więc zauważać i interweniować, wyciągać konsekwencje za łamanie zasad, jednak nie karać surowo. Nieprawidłowe karanie zachowań agresywnych nie tylko ich nie eliminuje, lecz wręcz utrwala agresję. Najlepiej, aby konsekwencje zachowań były naturalne – wynikające z wyrządzonej krzywdy, na przykład osobiste przeprosiny, zadośćuczynienie wyrządzonej krzywdzie, naprawa zniszczonej rzeczy lub zwrot pieniędzy z własnego kieszonkowego. Warto podkreślić, że skuteczniejsze jest wzmacnianie zachowań pożądanych niż surowe karanie zachowań niepożądanych. Lepiej, żeby nastolatek pozytywnym zachowaniem zapracował na możliwość korzystania z telefonu czy komputera, niż miał ten przywilej zabierany jako karę za zachowanie agresywne.
Dlaczego niektóre nastolatki są bardziej agresywne niż inne?
Agresywne zachowanie młodego dojrzewającego człowieka jest sumą jego doświadczeń życiowych i konstrukcji psychicznej, czyli podatności genetycznej (badania wskazują, że dziedziczność wyjaśnia nawet do 50 proc. przypadków), jego cech charakteru, specyficznego układu czynników rodzinnych, w tym nadmiernej, zbyt słabej lub niekonsekwentnej dyscypliny w domu, braku nadzoru nad zachowaniami dziecka, braku więzi i kontaktu, braku autorytetu u dziecka czy niewłaściwego modelowania zachowań oraz niekorzystnego kontekstu społeczno-kulturowego rozwoju nastolatka.
Jak rodzice mogą radzić sobie z agresją dzieci?
Po pierwsze, dbać o dobre relacje z dzieckiem od urodzenia. Kochać, rozumieć, przytulać, akceptować, tulić i rozmawiać. Po drugie, od początku dbać o wyraźne granice i reguły postępowania. Konsekwentnie przestrzegać tych zasad, stanowczo reagować na nieposłuszeństwo dziecka: spokojnie i bez agresji, ale zdecydowanie. Po trzecie, budować u dziecka własny autorytet, oparty na szacunku, a nie na władzy. I po czwarte, przyjrzeć się swojemu zachowaniu, zwłaszcza w sytuacjach trudnych, w obliczu bezradności czy złości.
Czy to my nakręcamy dziś agresję naszych dzieci i stąd problemy z agresją u nastolatków?
Sprawa jest bardziej złożona. Znaczenie ma wiele zachowań dorosłych: ich indywidualne radzenie sobie w stresie, przyzwolenie na przemoc i agresję w przestrzeni domowej i społecznej, nadmierne oczekiwania wobec nastolatków, presja na sukces i osiągnięcia, klimat rywalizacji i tak zwany wyścig szczurów, ale też powszechność agresji w kulturze i przekazie społecznym. Jednocześnie pojawiają się dwa równoległe nurty postrzegania i reagowania na agresję: demonizowanie i bagatelizowanie. Gdy dzieci się pokłócą, natychmiast wszczynamy śledztwo i szukamy winnych. Nie dajemy dzieciom czasu na refleksję i wypracowanie konstruktywnych sposobów zachowania w sytuacjach trudnych czy konfliktowych. Albo bagatelizujemy to, jak sami zachowujemy się w obecności dzieci, oraz to, jak dzieci traktują nas, dorosłych, i siebie nawzajem. I to jest znak, że przyzwalamy na agresję. Reagujmy więc na agresywne zachowania, na przykład uderzenie babci czy oplucie kolegi, ale gdy dzieci się pokłócą, dajmy im przestrzeń, żeby wyjaśniły to między sobą, pogodziły się.
Co można zrobić z agresywnym nastolatkiem? Można w jakiś sposób kanalizować jego agresję? Kierować jego energię na coś innego?
Z jednej strony warto wzmacniać osobowość dziecka, a potem nastolatka. A z drugiej strony – pozwolić w naturalny sposób rozładować napięcie poprzez sport, aktywność fizyczną, rozwijanie pasji i zainteresowań. Czynnikiem skutecznie zapobiegającym agresji jest uczenie zaangażowania w życie. Dotyczy to zwłaszcza dzieci, które mają słabszą pozycję w szkole i potrzebują koniecznie obszaru, żeby ujawnić swój potencjał. Spełnienie w nim zwykle zapobiega agresji.

 

Następny artykuł: „Poczucie własnej wartości u nastolatka”.

 


Jak mądrze słuchać nastolatka?
Siła akceptacji.

Akceptacja drugiej osoby to klucz do stworzenia z nią pełnej relacji. A pełna relacja to taka, z której obie strony mogą czerpać jak najwięcej. To samo dotyczy też związku rodzic-nastolatek: akceptacja ze strony rodzica pozwala się rozwinąć, samodzielnie dochodzić do wniosków i rozwiązywać problemy. Mówiąc krótko, akceptacja pozwala urzeczywistnić wszelkie możliwości dziecka.
Najistotniejsze jest, że akceptacji nie wystarczy czuć, trzeba ją również okazywać. Być może części rodziców wyda się to nieintuicyjne, ponieważ wskazanie obszarów „do poprawy”, zwłaszcza intensywnie rozwijającemu nastolatkowi, według nich ma mu ułatwić tę „poprawę”. W tym jednak wypadku warto zaufać psychologii i mocno przyjrzeć się takiemu stwierdzeniu: „mów dziecku dość często, jakie jest złe, a z pewnością takie się stanie”.

Sposoby pokazywania akceptacji

Pierwszą zasadą, która bardzo pomaga w przekazywaniu akceptacji, jest trywialne „nie wtrącaj się rodzicu!”. Mowa tu nawet o sprawach tak drobnych, jak smarowanie pieczywa masłem, czy wybór stroju na przyjęcie. Niewtrącanie się (w granicach rozsądku, nikt nie mówi o sytuacjach zagrażających życiu czy zdrowiu) wysyła do dziecka komunikat „Ufam, że sobie poradzisz”.
Kolejną metodą jest tzw. bierne słuchanie, czyli po prostu milczenie. Gdy rodzic nic nie mówi, nastolatek ma możliwość wykorzystania po swojemu tej przestrzeni w rozmowie. Być może powie coś więcej na dany temat, może podzieli się własnymi przemyśleniami, a na pewno będzie miało możliwość postąpić dokładnie tak, jak chce, bez narzucania czegokolwiek ze strony partnera rozmowy. Bierne słuchanie ma jednak oczywistą wadę – nie można stosować go zbyt długo, ponieważ rozmowa przestanie być rozmową, a stanie się niezręcznym monologiem.

Zatem - jak mądrze słuchać?

Wbrew swojej nazwie, słuchanie nie polega jedynie na słuchaniu. Wręcz przeciwnie, zakłada ono aktywny udział obu stron w konwersacji. Słuchanie aktywne polega na sygnalizowaniu rozmówcy, czyli naszemu dziecku (młodszemu lub nastoletniemu), że jest słuchany, a słuchacz jest ciekaw kolejnych słów. W utrzymaniu rozmowy pomagają też wtrącenia typu „mhm”, „aha”, „mów dalej”, „to rzeczywiście ciekawe”, „opowiedz mi o tym” itp.
Celem aktywnego słuchania jest „rozszyfrowanie”, co kryje się za słowami osoby mówiącej. Słuchający daje, a mówiący otrzymuje informację zwrotną. Najlepiej działa metoda parafrazy, polegająca w skrócie na powtórzeniu innymi słowami tego, co zostało powiedziane. Przykładowa rozmowa mogłaby brzmieć:
- Gdzie wychodzisz?
- Z kolegami, więc nie wydzwaniajcie znowu do mnie bez przerwy.
- Prosisz, żebym nie dzwoniła. Martwisz się, co koledzy o tobie pomyślą.
Zastosowanie aktywnego słuchania nie dopuszcza do eskalacji potencjalnego konfliktu, jak mogłoby to się stać w przypadku odpowiedzi np. „Póki mieszkasz pod naszym dachem stosujesz się do naszych reguł, więc będziemy dzwonić tak często jak chcemy!”. Jeśli komunikat zostanie dobrze rozszyfrowany, mówiący czuje się słuchany, wysłuchany, rozumiany i przede wszystkim akceptowany, co otwiera drogę wszystkim opisanym wcześniej korzyściom.
Oprócz tego, zastosowanie tych niedyrektywnych technik (czyli takich, w których rodzic nie narzuca dziecku swoich rozwiązań), pozwala nastolatkowi oswoić się z emocjami. Nastolatek już nie musi ich tłamsić ani ukrywać, bo są akceptowane. A rodzic aktywnie słuchając, czyli oddając pole mówiącemu, wspiera jednocześnie u nastolatka samodzielność i odpowiedzialność za samego siebie, również w kwestii rozwiązywania własnych problemów.
Klucz do mądrego słuchania

Tego typu rozmowy mogą wydawać się z początku nienaturalne czy wyreżyserowane, jednak wymagają one po prostu odrobiny praktyki. Po kilku próbach rodzic potrafi już „wyczuć”, którą z metod może zastosować w danym momencie, żeby uzyskać jak najlepszy skutek. Kluczowe jest tutaj zaufanie rodziców, że ich dziecko samo upora się ze swoimi problemami – gdy ma odpowiednie wsparcie rodziców, a nie nadzorowanie.
Dlatego też okazuje się, że właściwie to najważniejsze nie są wcale same techniki rozmowy czy słuchania. Najistotniejszy jest sposób myślenia rodziców – czy naprawdę chcę wysłuchać tego, co moja córka lub syn ma do powiedzenia, czy chcę pomóc w konkretnym problemie i czy jestem gotowy/gotowa zaakceptować swojego nastolatka jako odrębną osobę, zdolną do refleksji i wypracowywania własnych rozwiązań? Ten etap może naturalnie zająć trochę czasu, ale jeśli tylko pozwoli się nastolatkowi spróbować, z pewnością okaże się on gotowy. Rodzicom pozostawiamy pytanie – czy oni też będą gotowi na tę samodzielność i odrębność nastolatka?


Następny artykuł: „Problemy z agresją u nastolatków – co można zrobić z agresywnym nastolatkiem?”

 


Wyznaczanie granic - wyrażanie oczekiwań i ograniczeń w taki sposób, aby były one przez dziecko respektowane, a więc konsekwentnie i z szacunkiem dla dziecka.

Wyobraźmy sobie ogród bez ogrodzenia, z którego każdy może skorzystać tak jak chce i kiedy chce. Niełatwo być takim ogrodem, gdyż nie każdy kto odwiedzi ten ogród może okazać się miłośnikiem przyrody. Chronimy nasze ogrody. Ogrodzenia i żywopłoty wyznaczają obszar, który jest nasz, ten, za który odpowiadamy, przestrzeń naszych decyzji, wpływów, wolności i niezależności. Informują one gości, że tu obowiązują nasze zasady, a korzystanie z tej przestrzeni jako wspólnej, wymaga uzgodnienia z nami, na jakich odbędzie się to zasadach.
Granice nie są wartością samą w sobie. Mają sens w odniesieniu do zasobów, które ochraniają. Zasoby emocjonalne naszej rodziny opierają się na wzajemnej miłości. Głównym zadaniem rodziców jest zaspokojenie dziecięcych potrzeb bliskości, miłości, dbanie o bezpieczeństwo, zdrowie, odżywianie, rozwój, sen.
Można tu zadać pytanie: jaka jest różnica między zachcianką a potrzebą? Dzieci na początku nie widzą różnicy między tym, na co w danej chwili mają ochotę a tym, czego naprawdę potrzebują. Dlatego rodzice muszą być świadomi tej różnicy. Dzieciom na początku wydaje się, że udany dzień to taki, w którym można robić to, co na co ma się ochotę. Dorośli z doświadczenia wiedzą, że szczęśliwe życie wiąże się z umiejętnością stawiania sobie celów i ich realizacją. Niesie to za sobą konieczność robienia czegoś, na co nie zawsze mamy ochotę, lub czegoś, co bywa trudne lub frustrujące. Dzieci potrzebują rodziców, od których stopniowo nauczą się różnicy między chwilową zachcianką, a rzeczywistą potrzebą, rodziców, którzy wskażą, której z nich w danej sytuacji należy dać pierwszeństwo. Jeżeli rodzice zawsze faworyzują dziecięce życzenia, wówczas przenoszą na dzieci odpowiedzialność za dobro rodziny, a to zbyt wielki ciężar na ramiona dziecka. Jeśli trwa to zbyt długo, dzieci nie rozwiną w sobie empatii i zdolności współżycia z innymi. Odbije się to negatywnie na relacjach z rodzicami i rodzeństwem, a w dorosłym życiu na umiejętności tworzenia bliskich, satysfakcjonujących związków. Jednocześnie możemy być spokojni, że nie rozpieścimy naszych dzieci dając im w nadmiarze to, czego naprawdę potrzebują: bezwarunkowej miłości i poczucia bezpieczeństwa. Rozpieszczone dzieci to te, które nie akceptują słowa „nie”, domagają się tego, aby ich życzenia były natychmiast spełniane (zachowują się roszczeniowo). Tak rozwijają się dzieci, które dostają za dużo tego, co niepotrzebne. Oczywiście mamy prawo sprawiać naszym dzieciom przyjemność. Nie będzie miało złych konsekwencji dawanie im tego, na co mają ochotę, jeśli rodzice nie próbują w ten sposób unikać konfliktów (nie ustępują wyłącznie dla „świętego spokoju”) lub, aby zasłużyć na przychylność dziecka, a przede wszystkim nie zaspokajają życzeń dzieci kosztem własnych potrzeb i granic. Dzieci potrzebują granic, aby czuć się bezpiecznie. Granice pozwalają im doświadczyć porządku świata, który wypływa z różnych wartości. Rodzic ceniący prawdę postawi granicę kłamstwu. Ktoś, dla kogo priorytetem jest miłość i szacunek w rodzinie nie zgodzi się na przemoc. Obserwując wybory dorosłych uczą się wartości, a doświadczając granic przyswajają porządek świata, uczą się hierarchii celów i zyskują poczucie bezpieczeństwa. Oto przykład ochroniarza w dużym budynku. Człowiek ten zerka na monitory i o pełnych godzinach obchodzi budynek naciskając klamkę każdego pomieszczenia. Próbuje otworzyć kolejne drzwi po to, by z ulgą stwierdzić, że są zamknięte. Zamknięte czyli, że budynek jest bezpieczny, że wszystko jest pod kontrolą i nie ma nikogo niepowołanego. To jak ten ochroniarz dzieci chcą się upewnić, że ich świat pozostał na swoim miejscu, że nie muszą decydować o sprawach dorosłych Burzą się domagając, żeby wszystko im było wolno, aby z ulgą stwierdzić, że kluczowe decyzje podejmują rodzice, a zakres odpowiedzialności i decyzyjności dzieci jest dostosowany do ich wieku dojrzałości emocjonalnej i kompetencji społecznych. Sprawdzanie granic jest rozwojowe. Młody człowiek eksperymentuje na co ma wpływ, a co go przerasta lub mu nie służy, co spotyka się z dezaprobatą bliższego lub dalszego otoczenia, a co przyniesie mu akceptację ze strony innych. Już dziecko od osiemnastego miesiąca życia targane przez własne dążenia i potrzeby próbuje odkryć świat wartości. Najbliżej ma świat wartości swoich rodziców. Szuka odpowiedzi na pytania: co pochwalają, a co potępiają rodzice?, w co się angażują, a z czego rezygnują?, co deklarują, a czym naprawdę żyją? I potrzebuje czasu, aby się w tym świecie rozeznać. Wówczas przydaje mu się informacja zwrotna, która będzie odnosiła się do indywidualnych granic i wartości dorosłych. Ważne jest, aby niezmiennie i wciąż na nowo mówić „nie” w odniesieniu do tych samych sytuacji. Tak samo istotne jest konsekwentne mówienie „tak” – zielone światło dla wartości, które cenimy. Często wielokrotnie trzeba będzie powtórzyć np. „chcę najpierw dokończyć rozmowę z mamą, a potem porozmawiam z tobą”. Te wypowiedzi wnoszą nasze TAK na dokończenie rozmowy z mamą i TAK na porozmawianie z tobą oraz NIE dotyczące czasu – nie teraz tyko potem, jak skończę z mamą. TAK dla moich wartości, TAK dla mojej relacji, bliskości z dzieckiem i NIE, które wyznacza granicę (np. czas, sposób realizacji itp.). W skrócie nasz przekaz komunikuje „kocham i nie zgadzam się” oraz „szanuję twoje potrzeby i stawiam stop w miejscu, gdzie dążąc do ich zaspokojenia naruszasz moje granice”, STOP, tu kończy się zakres twoich wpływów, bo za to odpowiadam ja”. Im bardziej osobisty, prosto sformułowany i zdecydowany jest ten przekaz, tym bardziej będzie przekonujący. Kiedy dzieci mają 10 – 14 lat, rodzice powinni trochę inaczej spostrzegać swoją odpowiedzialność w temacie granic. Od tej pory będą potrzebni dzieciom bardziej jako „sparingpartnerzy”. Chodzi o to, aby nie ulegać pomimo, że nastolatek szturmuje nasze granice, aby sprawdzić czy głoszone przez rodzica zasady przetrwają taką konfrontację. Pozostanie przy swoich wartościach i jednoczesna akceptacja nieuchronności konfliktów z nastolatkiem, to trudne wyzwanie. Dzięki tym sytuacjom dziecko dotyka tak mało namacalnej rzeczy jaką są wartości. Doświadczając konsekwencji dziecko uczy się odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Zdarza nam się mylić stawianie granic ze stawianiem na swoim. Mylimy też wprowadzenie granic z walczeniem o władzę w rodzinie – „przepychanki” słowne, robienie sobie nawzajem na złość, podnoszenie głosu, szantażowanie, manipulowanie, aby inni zrobili to, na czym mi zależy. W takich zachowaniach nie ma poszanowania dla granic innych osób ani przekazywania pozytywnych wartości – chyba, że zasadą jest brak zasad – liczy się to, aby zaspokoić własne zachcianki, nie ważne jakim kosztem. Nie zbudujemy w ten sposób dobrej relacji. W rodzinie nie chodzi tylko o to, co robimy, ale też jak to robimy. Umiejętność troszczenia się o własne potrzeby bez lekceważenia potrzeb dziecka to sposób na dobre przywództwo w rodzinie. Dopiero ono daje dzieciom poczucie bezpieczeństwa i buduje więź która ma szansę trwać aż do śmierci. W takim związku obie strony mają taką samą godność, choć mają różne obowiązki i prawa. Jak bycie wiarygodnym rodzicem pogodzić z byciem zwykłym rodzicem, takim, który rozwija się, zmienia zdanie? Czy nasze „nie” może podlegać negocjacjom? W relacji dziecko – rodzic nie będziemy negocjować wartości fundamentalnych dla rodzica. W tym obszarze zasady mają być wyrażone jasno, a dziecko musi być pewne, że istnieją wyraźne granice, ale pomimo tego zawsze warto rozmawiać. Wymiana różnych punktów widzenia to dobry sposób na praktykowanie zasady: równa godność wszystkich członków rodziny. Rodzic, który po takiej rozmowie zostaje przy swoim stanowisku oraz ten, który zmodyfikuje swoje zdania będzie cieszył się większym szacunkiem dziecka, niż ten, który za punkt honoru postawi sobie, że nie da się przekonać. Warto negocjować, zwłaszcza gdy konflikt dotyczy potrzeb. Nie musimy być nieomylni. Przyznanie się do błędu i przeproszenie to też ważne umiejętności, w których nasze dzieci nas naśladują. Bądźmy autentyczni. Tu z pomocą przychodzą nam nasze emocje. Te emocje są informatorem, sygnałem, że przekroczono nasze granice, że ktoś narusz nasze wartości. Zamiast prawić kazanie zastąpmy słowa „musisz”, „jak mogłeś”, zastąpmy krytykę i ocenianie informacją: co czułem, kiedy ty zachowałeś się w określony sposób: „złości mnie, kiedy uderzasz psa”, „martwię się, kiedy się spóźniasz”, „przykro mi, że nie dam rady pójść z tobą do kina”. Mówiąc o swoich uczuciach i potrzebach robimy większe wrażenie, a inni mogą reagować zdumieniem, smutkiem, refleksją czy rozczarowaniem. Mogą być poruszeni, ale nie obrażeni, bo nie naruszamy ich osobistych granic. Komunikując nasze uczucia w kontekście konkretnego działania dziecka stawiamy granice, jednocześnie dając znać, że szanujemy rozmówcę, szanujemy siebie, nasze potrzeby i ograniczenia. Kiedy naszym bliskim trudno jest zmierzyć się z granicami, bądźmy wielkoduszni. W żaden sposób nie możemy krytykować, czy wyśmiewać reakcji emocjonalnej dziecka, która z jego punktu widzenia jest ważna. Okazanie zrozumienia nie oznacza słabości. Empatyczny komunikat „wyobrażam sobie, jak jest ci trudno…/ ile cię to kosztuje”, „jak bardzo cię złości, smuci, irytuje …”i zmierzenie się z granicami buduje relację. Jednocześnie, gdy traktujemy z miłością i szacunkiem granice naszych dzieci one zaczynają robić to, o co poproszą rodzice – może nie zawsze i bez entuzjazmu, ale zwykle to robią. Tak więc stawiamy dzieciom granice, bo dają one poczucie bezpieczeństwa, budują relacje rodzinne, regulują wzajemną bliskość, wspierają kształtowanie się adekwatnego obrazu siebie (własnej wartości, poczucia sprawstwa, własnych ograniczeń), pomagają doświadczać czym jest odpowiedzialność, realizować cele i spełniać marzenia.

„Najlepszym prezentem, jaki rodzice mogą dać swojemu dziecku jest świadomość, że myślą to, co mówią i mówią to, co myślą”. „Tylko wtedy możemy mówić szczerze TAK do innych i do siebie, kiedy jesteśmy w stanie także szczerze powiedzieć NIE”
Jesper Juul

Dbajmy o nasze granice, budujmy dobre relacje i szanujmy granice naszych bliskich.


Wychowywać to kochać i wymagać.

Rodzina to pierwsza szkoła kształcenia miłości.

„Dziecko o tyle jest zdolnym do kochania o ile było kochanym.”

Każdy, dorosły człowiek pełni w swoim życiu rozmaite role. Do pełnienia roli zawodowej przygotowuje się poprzez zdobywanie wiedzy, odpowiednich kwalifikacji, doświadczenie. Jedną z najtrudniejszych i najodpowiedzialniejszych ról pełnionych w życiu dorosłego człowieka to rola rodzica, rodzica świadomego, kochającego, odpowiedzialnego za prawidłowy rozwój dziecka. Wychowanie zawsze było, jest i będzie sztuką trudną. Wzorce wychowawcze wyniesione z domu rodzinnego wpływają znacząco na to jakim jesteśmy rodzicem. Wychowanie wymaga dużo mądrej miłości, ukierunkowanej na prawdziwe dobro dziecka. Dziecko nie rodzi się ani dobre, ani złe, ani grzeczne, posłuszne, pilne, ani też uparte, leniwe, samolubne itp. Staje się z biegiem lat takie jakie stwarzane ma przez rodziców warunki życia i wychowania.

Prawidłowy proces rozwoju dziecka zależy od postaw rodziców wobec dziecka.
Od pierwszych miesięcy życia dziecka rodzice powinni pamiętać o tym, że jest ono małym człowiekiem i że od samego początku należy wyrabiać w nim takie cechy charakteru i takie przyzwyczajenia, jakie chcielibyśmy widzieć u niego, gdy dorośnie.

Dziecko postrzega siebie takim jakie widzi je rodzic.
Należy pamiętać także o bardzo ważnym czynniku, który decyduje o efektach wychowania, jest nim więź rodziców z dzieckiem. Miłość, która jest fundamentem wszelkich relacji rodzic- dziecko zapewnia, że normy, wartości, postawy i zachowania przyjmowane są w sposób naturalny, z dużą ufnością i otwartością. Jakość i siła uczuć mają z całą pewnością wpływ na skuteczność oddziaływań wychowawczych. Dlatego najskuteczniejsza definicja wychowania brzmi – wychowywać to kochać i wymagać!

Ważne zadania rodziców w relacji dzieckiem:

1. Wyznaczanie granic - wyrażanie oczekiwań i ograniczeń w taki sposób, aby były one przez dziecko respektowane, a więc konsekwentnie i z szacunkiem dla dziecka;
2. Rozpoznawanie, wyrażanie i akceptowanie uczuć, w tym tzw. trudnych, w duchu poszanowania godności osobistej człowieka;
3. Aktywne, wspierające słuchanie;
4. Motywowanie dziecka do współdziałania, wdrażania do obowiązków szkolnych i domowych;
5. Modyfikowanie niepożądanych lub nieodpowiednich zachowań dziecka bez stosowania jakichkolwiek form przemocy;
6. Uwalnianie dzieci od grania narzuconych ról w domu i w szkole;
7. Wspieranie procesu usamodzielniania się dziecka;
8. Budowanie realnego poczucia własnej wartości poprzez dostrzeganie zarówno mocnych stron i wysiłków dziecka, jak i jego trudności i ograniczeń;
9. Konstruktywne rozwiązywanie konfliktów;
10. Konstruktywna pochwała i zachęta.

Następny artykuł:

Wyznaczanie granic - wyrażanie oczekiwań i ograniczeń w taki sposób, aby były one przez dziecko respektowane, a więc konsekwentnie i z szacunkiem dla dziecka.

 


Jak przetrwać z nastolatkiem i nie zwariować?

Okres dorastania to trudny czas zarówno dla nastolatka, jak i jego rodziców. Jak go przetrwać?

Łatwo nie będzie, bo to swoista rewolucja. Na szczęście można się do tego dobrze przygotować. Przede wszystkim należy zgłębić temat dojrzewania, ponieważ im więcej będziemy wiedzieć, tym lepiej zrozumiemy nasze dziecko. Wiele jego zachowań wynika z biologii i niedojrzałego układu nerwowego. Jako społeczeństwo potrafimy być wyrozumiali dla kobiet w ciąży i usprawiedliwiamy wiele kwestii „hormonami”. Ciężarnym dajemy przyzwolenie na huśtawkę nastrojów. A przecież u nastolatka także szaleją hormony! Liczne zmiany zachodzą zarówno w jego ciele, jak i w psychice. Następuje gwałtowne dojrzewanie biologiczne, zmieniają się narządy płciowe, pojawia się potrzeba seksualna. Pierwsza miłość jest intensywna, gwałtowna, burzliwa. Wszystkie bodźce, doznania i emocje są o wiele silniejsze niż przed rozpoczęciem się procesu dojrzewania.

Kiedy to się zaczyna?

Za granicę dorastania przyjmuje się wiek od 11 do 18 lat. Początek wyznaczają zmiany anatomiczno-fizjologiczne, jakie zachodzą w organizmie, a koniec dojrzewania, to moment osiągnięcia biologicznej dojrzałości. Można śmiało powiedzieć, że w tym czasie młody człowiek siedzi „okrakiem na barykadzie”. Jedną nogą w dzieciństwie, drugą w dorosłości. To wyjątkowo niewygodna pozycja, bo niesie ze sobą wiele konfliktów, sprzecznych dążeń. Taki życiowy przykład: nastoletni syn upiera się, że jest już na tyle „dorosły”, że może pojechać sam pociągiem do innego miasta. Walczy o to bardzo długo. W końcu ulegamy, dajemy mu wolną rękę. Będzie czuł dumę, ale i lęk, że wyrusza sam w nieznane, bez naszej opieki. Młodzi ludzie w okresie dojrzewania przeżywają wiele konfliktów: konflikt między potrzebą samodzielności a ograniczeniami narzucanymi przez rodziców, konflikt między potrzebą samodzielności a lękiem przed odpowiedzialnością, konflikt między dążeniem do niezależności a potrzebą oparcia – silną jeszcze z uwagi na brak wielu kompetencji i doświadczeń. To także konflikt między przywiązaniem do rodziców a rozbudzonym krytycyzmem w myśleniu oraz konflikt między idealnymi wizjami a realnym obrazem świata, ludzi i siebie samego.

Konflikt między przywiązaniem do rodziców a rozbudzonym krytycyzmem wobec nich. Każde dziecko musi przez to przejść?

Niezależnie od tego, jak bardzo będziemy się starać, niezależnie od tego, jak cudownymi rodzicami jesteśmy, nastolatek i tak nas zaneguje, bo szuka własnej drogi, własnej tożsamości. To naturalne na pewnym etapie rozwoju. Obalenie autorytetu rodzica jest wręcz konieczne. To pozwala dziecku przejść na kolejny etap. Gdyby nie krytyka, negacja rodziców czy autorytetów młody człowiek nigdy by nie dojrzał, nie odszedłby z domu. Negacja daje mu wewnętrzną siłę. Dzieci, które nie zanegują rodzica na etapie dojrzewania, mogą mieć problemy w przyszłości. Na przykład nie będą sobie radzić w relacjach z wymagającym szefem w pracy. Nie obrażajmy się więc na swoje pociechy, gdy nas krytykują. Zwyczajnie bądźmy bardziej czujni i wyrozumiali. Nie zapominajmy, że w tym szczególnym okresie nasza pociecha staje się mniej odporna psychicznie, bardziej wrażliwa na bodźce emocjonalne, labilna emocjonalnie, drażliwa, i intensywnie wszystko przeżywa.

Gdy rodzic widzi, że nastolatek coś przeżywa i próbuje z nim pogadać często słyszy: „Nic mi nie jest!”, „Idź stąd!”, „Nie twoja sprawa!”. A przez ścianę słychać, że szlocha. Co wtedy?

Nigdy się nie narzucajmy, ale bądźmy na posterunku. Proponujmy pomoc, ale nie na siłę. Nawet jeśli się z dzieckiem pokłócimy, nie obrażajmy się. Najlepiej powiedzieć wprost: „Jestem tu dla ciebie. Zawsze. Jeśli zechcesz pogadać, przyjdź”. Zazwyczaj nastolatki przychodzą, bo potrzebują naszego wsparcia. Młodzi ludzie, którzy gorzej radzą sobie z okresem dojrzewania, powtarzają, że: mama i tata nie mają dla nich czasu. I tu nie chodzi o sztucznie wykreowany czas „na poważne rozmowy”, ale o ten moment, gdy syn czy córka chce pogadać, chce się zwierzyć, chce pobyć z rodzicem. Młody człowiek często nie przyjdzie do nas i nie powie: „Jestem gotowy na rozmowę”. Raczej będzie nam wysyłał wiele sygnałów świadczących o gotowości. Naprawdę trudno je przeoczyć. Nauczmy się ogarniać własne emocje, a wówczas będzie nam łatwiej w relacjach z dzieckiem. Im lepiej sobie rodzice radzą z własnymi emocjami, tym bardziej cierpliwi są w relacjach z dzieckiem i o wiele łatwiej im znieść wybuchy ze strony młodego człowieka. Są na to proste patenty: czasem wystarczy wyrzucić z siebie te emocje rozmawiając choćby z koleżanką z pracy. Takie rozmowy są szczególnie pomocne, gdy mamy dzieci w podobnym wieku. Przecież rodzic z tym dojrzewaniem też nie jest sam i może szukać wsparcia na zewnątrz. Fajnie, jeśli rodzice potrafią się wzajemnie wesprzeć, a idealnie jeśli jest obok jeszcze dodatkowa osoba, którą dziecko szanuje i z którą możemy porozmawiać np. trener. Taka współpraca między dorosłymi przynosi pozytywne skutki.

Jakie jeszcze błędy, poza brakiem czasu, popełniają rodzice nastolatków?

Kompletnie nie dopuszczają do siebie myśli, że ich dziecko dorasta, że wkracza w dorosłe życie z różnymi pomysłami i ich konsekwencjami. Jan, który spróbował już narkotyków dla rodziców wciąż jest malutkim Jasiem, którego ten problem nie dotyczy. A tymczasem trzeba zmienić ten obraz w swojej głowie. Często okazuje się, że Jan o wiele więcej wie, widział i próbował niż sądzą rodzice. Jeżeli do rodzica dotrze, że jego 11 czy 12 – letnie dziecko może sięgnąć po alkohol, będzie bardziej czujny. Uświadomienie sobie tego wszystkiego, gdy syn skończył osiemnaście lat i podchodzi do matury, to o kilka lat za późno. Faktem jest, jak bardzo obniża się wiek inicjacji alkoholowej czy seksualnej w Polsce. Wyobraźmy sobie klasę swojego dziecka, realne osoby, porównajmy statystyki. Wtedy unaocznimy sobie problem i dotrze do nas, jak duży procent dzieci poznało już smak używek. I wtedy, zamiast zaprzeczać, zadajmy sobie pytanie, czy jest wśród nich nasze dziecko? Nie róbmy śledztwa, lecz podczas luźnej rozmowy zapytajmy dziecko o jego stosunek do alkoholu czy narkotyków. Wtedy poznamy jego system wartości. I to nie może być jednorazowa rozmowa. System wartości dziecka jest dynamiczny, zmienia się cały czas. Do tematu trzeba wracać co jakiś czas. I dajmy nastolatkowi sygnał, że nie ma dla nas tematów tabu. Młodzi naprawdę są bardzo otwarci na takie rozmowy. I jest duża szansa, że jeśli w życiu nastolatka coś się zadzieje, przyjdzie do nas i o tym opowie.

Dom, w którym mieszka nastolatek to istne pole bitwy. Czasami rodzicom puszczają nerwy i zdarzy się im wybuchnąć. Nakrzyczymy, obrazimy dziecko. Co wtedy?

Nie wstydźmy się przeprosić za swoje zachowanie. Nie bójmy przyznać się do własnej słabości i błędu. Pokażmy, że każdy problem można rozwiązać, mimo emocjonalnego wstępu i wybuchu złości. To dobra lekcja dla dziecka.

Niektóre dzieci lepiej sobie radzą z dojrzewaniem, inne gorzej znoszą to napięcie i wówczas pojawiają się poważniejsze problemy niż krzyki czy obrażanie się na rodzica. Jakich trudności możemy się spodziewać?

To długa lista problemów od niechęci do nauki począwszy, poprzez wagary na zachowaniach agresywnych i autoagresywnych kończąc. Może pojawić się eksperymentowanie z papierosami, alkoholem, narkotykami, ucieczka do wirtualnego świata, zaburzenia odżywiania np. anoreksja, bulimia, objawy somatyczne, jak bóle różnego rodzaju czy zaburzenia snu, zaburzenia lękowe lub zaburzenia depresyjne.

To czas, by szukać pomocy z zewnątrz?

Zdecydowanie tak. Oczywiście zachęcenie młodego człowieka do spotkania ze specjalistą nie jest łatwe, ale w głębi duszy dzieciaki pragną uwolnić się od nieznośnego napięcia i przerwać ciąg kłopotów, w jakich się znaleźli. Pomoc znajdziemy u pedagoga czy psychologa szkolnego, w poradniach psychologiczno – pedagogicznych oraz w prywatnych gabinetach psychologicznych lub psychiatrycznych. Wesprze nas także terapeuta uzależnień. Takich specjalistów szukajmy m.in. w punktach Monaru.

Jeśli podejrzewamy, że dziecko coś zażywa mamy prawo naruszać jego intymność?

Na pewno nie mamy prawa, w ramach profilaktyki, czytać jego pamiętnika czy przeszukiwać pokój. Dziecko, które nas na tym złapie, straci do nas zaufanie. Nadmierna kontrola to podstawowy błąd. Jeśli jednak mamy uzasadnione podejrzenie, że zagrożone jest życie lub zdrowie dziecka – interweniujmy, nawet jeśli musimy naruszyć jego prywatność. To sytuacja wyjątkowa! Dobrze, jeśli utrzymujemy bliskie relacje z przyjaciółmi dziecka. Bywa, że sygnały, iż z naszym synem lub córką coś złego się dzieje i potrzebna jest pomoc, wychodzą właśnie od jego przyjaciół.

Co zrobić, gdy dziecko ma przyjaciół, których nie akceptujemy?

Nie krytykujmy ich otwarcie. Tu strategia musi być przemyślana. Jeśli powiemy, że kolega czy koleżanka są beznadziejni, to nastolatek odbierze to jak personalny zamach na niego samego i natychmiast stanie w opozycji do nas. Będziemy skreśleni. Raczej pytajmy dziecko: „Czy uważasz, że to, co robi twój przyjaciel, jest w porządku?

Czy dzisiejsze nastolatki są podobne do swoich rodziców, kiedy byli w ich wieku?

Procesy zachodzą w nich takie same, ale dojrzewają w innych czasach, w innym świecie. Na przykład, kiedyś nie było takiego kultu piękna. Media nie kreowały za pomocą programów graficznych idealnych kobiet. Dziś dojrzewająca nastolatka mierzy się z takim ideałem i już na starcie przegrywa. Presja jest naprawdę duża. Do tego doszła technologa i zagrożenia z nią związane jak cyberprzemoc: hejt czy seksting, czyli wysyłanie erotycznych treści i zdjęć. Aby zrozumieć ich świat najpierw sami musimy się dokształcić.


Kilka uwag o wychowaniu


Czytając poniższe uwagi trzeba pamiętać że nie są to "prawdy absolutne". Czy stosowanie się do nich gwarantuje sukces wychowawczy? Nie. Czy nie stosowanie się zawsze doprowadzi do porażki? Nie. Warto jednak je przemyśleć i skonfrontować z własną strategią wychowawczą, szczególnie gdy nie przynosi ona oczekiwanych efektów. Pamiętajmy też, w kontekście ewentualnych porażek wychowawczych o słowach wybitego psychologa Abrahama Maslowa: Jest możliwe być kochanym i szanowanym, a pomimo to ulegać cynizmowi i nihilizmowi oraz nie widzieć nic, dla czego warto pracować.
Co robić?
W rozmowie z dzieckiem:
uważnie wsłuchujmy się w wypowiedzi dziecka (wyłączmy telewizor, odłóżmy gazetę);
nie wyśmiewajmy i nie ironizujmy (obniża to poczucie wartości dziecka);
nie użalajmy się nad dzieckiem (bardziej go to "dołuje");
przeprowadzajmy rozmowy bez uczucia gniewu i złości (blokują one przyswajanie i samorefleksję);
unikajmy frazesów i prawienia kazań;
unikajmy skrajnie negatywnych określeń (np. głupi, leniwa, idiota);
raczej chwalmy i nagradzajmy, nawet za drobiazgi (dodaje to wiary i wzmacnia poczucie bezpieczeństwa);
rozładowujmy napięcia poczuciem humoru;
nie przypominajmy zdarzeń z przeszłości;
zachęcajmy do budowania poczucia własnej wartości dziecka i rozwijajmy jego samokrytycyzm (zwiększa to optymizm, pomaga przezwyciężać niepowodzenia);
nie izolujmy od rówieśników, nie trzymajmy w domu w obawie, że spotka je coś złego (bez doświadczeń zło uderzy o wiele mocniej);
kontrolujmy poczynania dziecka w sposób taktowny i dyskretny (bez śledzenia, z uszanowaniem sfery intymności);
pokazujmy konsekwencje złego postępowania (wyeliminuje to powtórkę błędu);
wykazujmy zrozumienie dla uczuć i zmiennych gwałtownych emocji dziecka;
w stosowaniu kar bądźmy konsekwentni, uświadamiajmy dziecku, iż wynikają one z troski o jego los;
nie dyskredytujmy z powodu niepowodzeń, pokazujmy, jak można je naprawić;
wypełniajmy wolny czas dziecka przez np. sport, wycieczki.

Postawy młodzieży w okresie dojrzewania
Negacja autorytetów (domu, szkoły, kościoła) bunt.
Akcentowanie własnego zdania, brak kompromisów, budowanie tożsamości na agresywności.
Ciekawość poznawcza granicząca z brawurą.
Ucieczka w system kłamstw i fantazjowania.
Domaganie się przywilejów, poszerzenie skali żądań.
Rozluźnienie rodzinnych więzi uczuciowych, oddalanie się od domu.
Skrajność postaw (np. nieśmiałość lub tupet), widzenie świata biało – czarnego.
Mały stopień samokrytycyzmu.
Oczekiwania rodziców w stosunku do dzieci w tym okresie
Budowanie świata na osobowościach, uległość, posłuszeństwo, podporządkowanie się.
Szukanie optymalnych rozwiązań, tolerancyjność, wyrozumiałość.
Odpowiedzialność, rozumienie potrzeby uczenia się, ukierunkowanie zainteresowań, przewidywalność skutków poczynań.
Prawdomówność, rzeczowość informacji.
Odpowiedzialność, ograniczenie pomocy od rodziców na rzecz zwiększenia obowiązków dziecka.
Dojrzałość uczuć rodzinnych, wyważone, opiekuńcze relacje z rodzeństwem.
Odejście od krańcowości zachowań, widzenie półcienia.
Refleksyjność, dojrzałość sądów, autokrytycyzm.
Rodzice
Nieumiejętność okazywania miłości, uczuć.
Nadmierne oczekiwania w stosunku do możliwości dziecka, wygórowane ambicje wobec niego, brak akceptacji.
Lekceważenie problemów dzieci, minimalizowanie czasu im poświęconego, unikanie trudnych rozmów.
Brak konsekwencji w działaniu.


Nadmierne zaufanie do dzieci.
Nadopiekuńczość.
Nadmierna rygorystyczność, stosowanie kar i przemocy fizycznej, minimalizowanie nagród i pochwał.
Reagowanie na problemy dzieci pod wpływem silnych emocji.
Brak poszanowania intymności (wścibstwo).
Dzieci
Szukanie ciepła i miłości wśród rówieśników, w sektach, przedwczesna inicjacja seksualna.
Niska samoocena, niechęć do najbliższych, brak akceptacji siebie, szukanie jej wśród rówieśników za pomocą ryzykownych zachowań (agresja, sięganie po alkohol, narkotyki)m, stany depresyjne, próby samobójcze.
Zamykanie się w sobie, szukanie rozwiązań problemów wśród kolegów, ucieczka w świat mediów.
Lekceważenie rodziców, nie realizowanie poleceń, działania pozoranckie, utrata autorytetu.
Próby niebezpiecznego eksperymentowania, swoboda, stworzenie nierealnej rzeczywistości, wybieranie płytkich medialnych wzorców i utożsamianie się z nimi.
Brak samodzielności, zagubienie, bezradność, lęk przed podejmowaniem decyzji, nieumiejętność radzenia sobie ze stresem.
Osłabnięcie więzi rodzinnych, ucieczki z domu, zdobywanie autorytetu wśród rówieśników agresją, odreagowanie się w przemocy.
Ucieczka w milczenie, izolowanie się, agresywne replikowanie, kłótliwość.
Skrytość, brak zaufania, utrata autorytetu.

 

 


Konflikty rodziców z dziećmi w okresie dojrzewania są nie do uniknięcia, jak choroba wieku dziecięcego, którą trzeba po prostu przejść. Choroba może mieć przebieg łagodny albo ostry. Niestety, choruje nie tylko dziecko – rodzic też. Najczęściej z bezradności. Bo jak reagować na zarzut nastolatka: „Ty mnie w ogóle nie rozumiesz”.

To nie jest mój świat
Będąc małymi dziećmi przyjmujemy punkt widzenia dorosłych – innego nie znamy. Dorastając mamy do dyspozycji coraz szersze spojrzenie, dostęp do wielu racji, systemów filozoficznych, religijnych, konfrontujemy z systemami naszych kolegów, przyjaciół. Z czasem rówieśnicy pełnią ważniejszą rolę niż rodzice, bo żyją w tym samym rytmie, w tym samym świecie, znajdujemy u nich zrozumienie, a u rodziców już nie. Młody człowiek weryfikuje normy i zasady wpojone przez rodziców. Niektóre normy uznaje za swoje („tak mnie rodzice wychowali, ja uważam, że to dobre i tak zamierzam żyć”), a inne odrzucają („oni mnie tak wychowali, ale ja się z tym nie zgadzam, tą zasadą nie zamierzam się kierować”). Nastolatki, konfrontując to, co wynieśli z domu z postawami, które prezentują rówieśnicy, zadają sobie pytania, czy wybór drogi życiowej rodziców jest jedynym słusznym? Nabierają wątpliwości, niektóre wartości podważają, inne wręcz odrzucają. Czasami w grupie rówieśniczej rodzą się silniejsze więzy niż w rodzinie, więc to, co mówią rówieśnicy, staje się ważniejsze.
„Bo ty mnie nie rozumiesz, mamo!” – słyszymy często od dorastających dzieci. I często tak właśnie się czują – wyobcowane, niezrozumiane, traktowane wciąż jak dziecko.
- Myślę, że rodzice mnie nie rozumieją – pisze dziewczyna na blogu SmutniNastoletni.blox.pl. - A ja jestem w takiej dziwnej sytuacji... Wszędzie w mediach trąbi się teraz w kółko „rozmawiaj z dzieckiem, rozmawiaj i rozmawiaj...”, a moim problemem jest właśnie to, że moi rodzice... chcą ze mną rozmawiać. Wiem, to na pewno dużo mniejszy problem niż gdyby mieli mnie ignorować, ale sytuacja potrafi zdenerwować. Przykład? „Co w szkole?” - kogo z nas to pytanie nie dręczy dzień w dzień? Nie wiem - mnie dręczy na pewno. Zawsze odpowiadam „a dobrze”. I koniec rozmowy. Naprawdę, ja po prostu nie wiem jak dalej ciągnąć dialog. O czym mam opowiadać? O lekcjach? O złych ocenach, żeby rodzice zaczęli prychać i fukać? O dobrych ocenach, żeby dali mi buzi w czółko? Równie dobrze mogłabym wymyślić sama resztę rozmowy, bo to co powiedzą, jest w 100% przewidywalne. Cóż, jestem z tych ludzi, którzy nie lubią dzielić się swoją prywatnością i problemami z kimś starszym; o tym wolę rozmawiać z rówieśnikami.

Czy tylko hormony?
Zanim dziecko osiągnie dojrzałość emocjonalną, tożsamą z umiejętnością panowania nad emocjami i świadomym kierowaniem swoim zachowaniem, osiąga dojrzałość płciową, odbieraną często przez nie już jako dorosłość. Dzieci czują się jak dorośli, a dorośli wciąż widzą w nich dzieci. Konflikt gotowy.
Trudno poważnie traktować kogoś, kto ma wciąż zmienne nastroje, pyskuje, jest pobudliwy, niecierpliwy, albo uparcie milczy lub wręcz się odgraża. Nie może być przecież oznaką dojrzałości niedojrzałe zachowanie.
Młody człowiek może też czuć się dojrzały intelektualnie – jest sprawny w argumentowaniu, myśleniu, kojarzeniu faktów, budowaniu skomplikowanych struktur gramatycznych i matematycznych, a jednak trudno mu zrozumieć i zaakceptować podległość ekonomiczną i emocjonalną wobec swoich rodziców. Dojrzewa, kształtuje się jego system wartości, kodeks moralny, którym będzie się w życiu dorosłym kierować. Ten system niekiedy jest tożsamy z tym, co mu przekazali rodzice, nierzadko jednak powstaje w opozycji wobec nich. Ważne, by dziecko wiedziało, że dorosłość przejawia się również w odpowiedzialności za podjęte decyzje. A te dyktuje nam właśnie system wartości, dojrzałość moralna. Niekiedy dzieci oczekują od dorosłych sprzecznych rzeczy. Z jednej strony chciałyby mieć przywileje dorosłości, a z drugiej poczucie bezpieczeństwa wynikające z tego, że odpowiedzialność za ich decyzje ponoszą rodzice. Opiekunowie zapewniają bezpieczeństwo materialne, a jednocześnie mają nie mieć żadnych wymagań, władzy rodzicielskiej i najlepiej, żeby się nie wtrącali. Nie da się jednak pogodzić przywilejów dorosłości z przywilejami bycia dzieckiem jednocześnie.

Ale jak zrozumieć nastolatka?
Okres dojrzewania jest pewnym etapem w rozwoju. I tak go należy traktować, jak coś, co minie, co musi się zdarzyć. Wszystkie związane z nim niepokojące objawy są naturalnym efektem zmian, jakie się toczą w ciele i psychice dziecka.
Ono samo niekiedy nie rozumie tych zmian i dojrzewanie jest dla niego czasem fizycznej i psychicznej udręki. Hormony czynią ciało niezręcznym, wrażliwym na dotyk, na bodźce, czynią nastolatków drażliwymi, buntowniczymi lub chorobliwie nieśmiałymi.
Łatwiej udać się po zrozumienie do równolatka niż swoje wątpliwości rozwiewać z rodzicami, którzy „i tak nic nie rozumieją”. Pytają tylko o szkołę, bądź w ogóle z dzieckiem nie rozmawiają:
- Zawsze to żałosne pytanie –„jak w szkole?” – skarży się nastolatek. - Odpowiedź jest prosta „było spoko" i tyle...

Siła tkwi w grupie
Akceptację nastolatek odnajdzie w grupie rówieśniczej, w subkulturach, tam gdzie może się identyfikować z prezentowanymi przez innych wartościami. Tu znajdzie zrozumienie i wsparcie, przyjaciel go wysłucha i co ważne, nie skarci. Rola rodzica jest inna niż rola przyjaciela. Przyjacielowi możemy powiedzieć różne rzeczy, on to przyjmie bez oceniania, nie ma też ryzyka, że ukarze nas, lub zażąda zmiany postępowania. Może się z nami zgadzać lub nie, ale na ogół będzie tolerować, natomiast ze strony rodzica raczej nie można na to liczyć. Bo rodzic zaraz się do tego odniesie, oceni - co jest dobre, a co złe, powie, jakie ma oczekiwania w związku z tym, wskaże, czym należy się kierować. Na tym m.in. polega wychowanie. Rodzic będzie próbował wpłynąć na decyzje dziecka, gdyż jest za dziecko odpowiedzialny. Przyjacielowi natomiast łatwiej zrezygnować z prób wpływania na decyzje. Raczej przyjmie je do wiadomości, gdyż nie ponosi za nie żadnej odpowiedzialności. Z tych powodów łatwiej zwierzyć się przyjacielowi niż rodzicom.
Grupa wyznacza kryteria, system wartości, pomaga zaakceptować siebie. „Lubią mnie, chcą być ze mną – to znaczy, że jestem wartościowy, że jestem ok.” W domu nastolatek może usłyszeć, że jest do niczego, że nic nie umie, że jest pasożytem i gębą do wykarmienia. Że muzyka, której słucha jest nie do przyjęcia, a poza tym ma się uczyć, bo to jedyne, co rodzice od niego oczekują. Jeśli za tymi komunikatami nie idzie rozmowa, akceptacja i zrozumienie, coraz trudniej będzie o kontakt i bliskość z dorastającym dzieckiem.

Nie rodzimy się rodzicami
Niewiele trzeba, by zostać rodzicem – nikt nas w tym kierunku nie kształci, nikt nie wymaga uprawnień, dyplomów. Tych ról, jak każdych innych, uczymy się w ciągu życia. Potrzebna jest cierpliwość i dobra wola. Dobrze, jeśli w grupach rówieśniczych, u których niezrozumiane w domu dziecko szuka akceptacji, nie ćpa, nie pije, nie awanturuje i nie szuka innych „eksperymentów” ale przecież i tego typu doświadczenia nieobce są rodzicom nastolatków.
Palenie papierosów czy picie alkoholu to często synonim „dorosłego życia” – nastolatki po te atrybuty sięgają w coraz młodszym wieku i coraz częściej. Obniża się także granica wiekowa, kiedy eksperymentują z seksem. Uważają, że współżycie w ich wieku jest naturalne, a rodzice są zacofani i nie rozumieją prostych kwestii: - Seks to temat dla starszych dosyć delikatny – mówi Kasia. - Żyjemy w innych czasach niż nasi rodzice, no niestety, są jeszcze takie stereotypy, że nie rozumieją tego. To nasze życie i my decydujemy. Rodzice chyba już zapomnieli jak sami byli młodzi, pewnie robili gorsze rzeczy, niż my. Ale starzy się przecież do tego nie przyznają.
Niestety, rola rodzica nie jest łatwa, my dorośli tez czasem zachowujemy się niedojrzale. Wypowiadamy w gniewie wiele słów, nie liczymy się ze zdaniem naszych dzieci, bagatelizujemy ich problemy i nie dostrzegamy ich wrażliwości.

Wychowanie w dobrym stylu
Zachowanie dziecka uzależnione jest od stosowanych przez opiekunów stylów wychowawczych. Można wyróżnić cztery: styl autorytarny (kontrolowanie zachowań i postaw dziecka, surowe zasady, wychowanie kontrolujące, wymagające), styl permisywny (stawianie dziecku niewielkich wymagań, akceptacja bez kontroli), styl zaniedbujący (niewymagający, niekontrolujący, niewrażliwy) i – najbardziej pożądany - styl autorytatywny (ustalanie wraz z dzieckiem reguł i standardów, dialog, wychowywanie akceptujące, skoncentrowane na dziecku, konsekwentne, kontrolujące). Pierwsze trzy style mogą budzić u dziecka nieufność, zmienne nastroje, bunt i agresję, niedojrzałość emocjonalną i społeczną. Styl autorytatywny natomiast, oparty na partnerstwie ale też i na autorytecie, budzi u dziecka niezależność, asertywność, zadowolenie, odpowiedzialność, chęć współpracy z dorosłymi, wiarę we własne możliwości, samokontrolę. Traktowany tak syn czy córka chętniej otworzy się przed rodzicami, będzie szukać u nich akceptacji, zrozumienia i wsparcia, bo wie, że zostanie wysłuchane bez oceniania, moralizowania i pouczania.

Był sobie bunt
Bunt w wieku nastoletnim nie jest żadną patologią, choć może przybrać taką formę. Najczęściej jednak jest stanem naturalnym, dobrze poznanym i opisanym w literaturze, można wyróżnić kilka jego poziomów:
I poziom buntu – we wczesnym okresie dojrzewania młody człowiek zaczyna postrzegać się jak osobę dorosłą, znamionami dorosłości dla niego są zmiany zewnętrzne – zarost, zmiany w fizjologii, pobudzona seksualność, mutacja u chłopców. Nastolatek uważa się wtedy za równego z dorosłymi członkami rodziny i otoczenia, domaga się więc tych samych praw – wolności, równości, decydowania o sobie pomimo że wciąż jest zależny ekonomicznie i prawnie od swoich rodziców. Sprzeciw rodziców i stawianie przez nich granic wywołuje u niego poczucie niezrozumienia i ograniczenia.
Bunt na II poziomie wiąże się już z procesami tożsamościowymi. Jest reakcją na zagrożone poczucie własnej tożsamości. Często związane jest to z naciskami ze strony rodziców, szkoły, grup i podgrup społecznych. Nakazy i zakazy są ze sobą sprzeczne (inne od rodziców, a inne np. od grupy rówieśniczej) z czym młody człowiek z trudem sobie radzi, bo jeszcze sam nie sprecyzował własnego światopoglądu. Reakcją może tu być bunt radykalny, totalna negacja ludzi i zjawisk, dzięki której może zostać odkryta własna tożsamość nastolatka (Nie jestem taki jak wy! Nie chce być jednym z was!).
Kolejny, III poziom buntu, wiąże się z odroczeniem odpowiedzialności za podejmowane w życiu decyzje. Jest to czas na eksperymentowanie z różnymi postawami i poglądami, szukaniem własnej ścieżki. To postawa egocentryczna, która zasadza się na dwóch zjawiskach – pragnieniu odróżniania się oraz przypisywaniu swoim marzeniom nieograniczonych możliwości. Ten idealistyczny, wytworzony przez młodego człowieka świat, często nijak się ma do rzeczywistości, bo w świecie realnym toczą się wojny, rozwodzą ludzie, istnieje ubóstwo i cierpienie. W nastolatku rodzi się bunt przeciwko takiej rzeczywistości – najczęściej będzie się wyrażał w ubiorze, identyfikowaniu się z poglądami outsiderów, protestujących ekologów czy obrońców praw mniejszości. To bunt konstruktywny.
IV poziom buntu dotyczy tylko tych osób, które przyjęły tożsamość negatywną, często utożsamiając się z grupami czy środowiskami destrukcyjnymi. Jeśli zabrakło autentycznych uznanych przez młodzież autorytetów, zabrakło akceptacji i wsparcia, dorastający człowiek może przyjąć postawę odwetową (nawet przestępczą) lub uznać swoją niższość i podległość (grupy mniejszościowe, grupy dyskryminowane).
Bunt młodzieńczy to komunikat – „Halo! Jestem tu! Wyrosłem między wami, ale jestem odrębną, samodzielnie myśląca jednostką. Nie mówcie mi co mam robić, nie mówcie mi, co jest dla mnie lepsze. Pozwólcie mi uczyć się na moich błędach”. To właśnie taka treść kryje się często za komunikatem: „Moi rodzice mnie nie rozumieją”.

 


Akceptacja w rodzinie = dobre funkcjonowanie dziecka


Rodzina jest pierwszym naturalnym środowiskiem wychowawczym dziecka, w którym uczy się ono życia. Rodzice mogą wpływać na swoje pociechy jedynie poprzez codzienne bycie z nimi, poprzez przytulanie, czytanie bajek, rozmowę. Ukazując własne postawy, sposób patrzenia na świat i innych mogą kształtować w młodym człowieku poszanowanie do otaczającej rzeczywistości i samego siebie (do swojego ciała, osobowości) i jednocześnie strzec przed wpływem czynników zewnętrznych (otoczenia).
Wsparcie rodziców jest nieodzowne do prawidłowego rozwoju młodego człowieka, jedynie w ten sposób można dziecko ustrzec przed szeroko rozumianymi zaburzeniami (samookaleczenie, anoreksja, zachowania opozycyjno-buntownicze), uzależnieniami i złym wpływem środowiska. Mimo, iż dzieci będące w okresie dorastania pozornie nie chcą tego kontaktu, to w rzeczywistości potrzebują go bardziej niż kiedykolwiek.
Często podczas rozmów z uczniami w szkolnym gabinecie można usłyszeć: - "tata obiecał mi kupienie nowego laptopa, gdy poprawię oceny, tylko mi na tym laptopie nie zależy..." Uczniowie zapytani o to, co byłoby dla nich ważniejsze, bardziej atrakcyjne, niemalże zgodnie podają, że kontakt z rodzicem (wspólne kino, rozmowy o obejrzanym filmie, wspólne naprawienie, jakiegoś domowego sprzętu). Proszeni o podanie przykładów, co mogą ich zdaniem zrobić w celu zmienienia, poprawienia relacji z rodzicami wykazują dużą kreatywność. Jest jednak spora część uczniów, która czuje się bezradna, gdyż dokonali licznych prób, które pozostały bez odzewu ze strony bliskich lub przyniosły krótkotrwałe rezultaty. Niestety, nadal istnieje spora część dorosłych, która ulega schematom myślowym:
• skoro nie ma najlepszych stopni, to jest do niczego,
• dziecko samo przyjdzie, gdy będzie chciało i poprosi o przytulenie,
• jak mu będzie źle to powie,
• dziecka nie można rozpieszczać, bo wyrośnie na mazgaja,
• nie ma o czym rozmawiać z takim małolatem, niech dorośnie, itp.
Takie myślenie w znaczący sposób utrudnia budowanie prawidłowej relacji z dzieckiem. Rodzic stawia się w pozycji hierarchicznej wyżej a dziecko jest usytuowane niżej, jako jednostka, która ma zabiegać o uwagę rodziny. Bezwarunkowa miłość i akceptacja są niezbędnym warunkiem do prawidłowego rozwoju dziecka, jego poczucia własnej wartości i poczucia bezpieczeństwa. Dzieci, które czują się niekochane i nieakceptowane przez rodziców i innych członków rodziny niewątpliwie nie są szczęśliwe. Młody człowiek, który czuje się niekochany już od najmłodszych lat wzrasta z niskim poczuciem własnej wartości, która wpływa na zaniżoną samoocenę i poczucie, że nie zasługuje na miłość "skoro jestem tak beznadziejny". Osoby takie czują się znacznie mniej wartościowe od innych, a ich prawidłowy rozwój psychiczny jest utrudniony. Osoby o niskim poczuciu własnej wartości nawet mając wysokie możliwości intelektualne, będąc jednostkami kreatywnymi i posiadającymi szerokie horyzonty myślowe nie wykorzystują w pełni swoich potencjalnych możliwości, gdyż lęk przed poniesieniem porażki i kolejnym odrzuceniem ze strony rodziców (bądź też brakiem udzielenia wsparcia) jest zbyt duży i paraliżuje przed działaniem. Dlatego tak istotne jest zapewnienie przez rodziców prawidłowego rozwoju emocjonalnego swoim dzieciom. Brak prawidłowych więzi rodzinnych, akceptacji i poczucia wsparcia powoduje, iż zachowanie dziecka zaczyna odbiegać od przysłowiowej normy. Dzieje się tak, gdyż dziecko tak bardzo pragnie miłości rodziców, iż zaczyna w tylko dla siebie zrozumiały sposób wołać o ich uwagę. Możemy wtedy wśród młodych zaobserwować między innymi tendencję do samookaleczeń, zachowań opozycyjno - buntowniczych (bierny bądź czynny opór, wzrost agresywności), anoreksji.
Badania z ostatnich lat dowodzą, iż postać niebezpiecznej choroby niemalże już społecznej przybierają zaburzenia odżywiania. Warto zwrócić uwagę przede wszystkim na anoreksję, gdyż jest to choroba, która przede wszystkim wynika z nieprawidłowych relacji rodzinnych, a którą można coraz częściej obserwować wśród młodych dziewcząt. Według klasyfikacji Światowej Organizacji Zdrowia Anorexia nervosa (występująca także pod nazwami: anoreksja psychiczna, jadłowstręt psychiczny, brak łaknienia) definiowana jest jako zaburzenie jedzenia, które charakteryzuje celowa utrata masy ciała wywołana świadomie i podtrzymywana przez pacjenta. Występuje najczęściej u dziewcząt w okresie pokwitania i u młodych kobiet. Zdarza się także u chłopców przed osiągnięciem dojrzałości i młodych mężczyzn oraz u dzieci przed okresem pokwitania i dojrzałych kobiet aż do okresu menopauzy. Zazwyczaj stwierdza się niedożywienie różnego stopnia z wtórnymi zmianami hormonalnymi i metabolicznymi oraz zaburzenia funkcjonowania organizmu. Do objawów anoreksji należą ponadto: ograniczenia w diecie, wyczerpujące ćwiczenia fizyczne, prowokowanie wymiotów, systematyczne przyjmowanie leków o właściwościach przeczyszczających i tłumiących łaknienie oraz środków moczopędnych. Niezależnie od tego, jak brzmi naukowa definicja anoreksji istotne jest to, że jest to choroba, w której ciało staje się symbolem zwycięstwa, zapracowania i zasłużenia na podziw i miłość, których przed wystąpieniem symptomów choroby osoby nie doświadczały w domu rodzinnym. Poniżej przytoczone zostały wypowiedzi anorektyczek, które same w sposób otwarty mówią o powodach rozwoju ich choroby:
Julka: "(...) Wpadłam w anoreksję....Ona dała mi bardzo dużo. Ojciec się zaczął znów o mnie troszczyć, jak o małą dziewczynkę. Byłam ważna, najważniejsza. Odwiedzali mnie w szpitalach, dzwonili, mówili wreszcie, że mnie kochają. Nadal trudno mi zaakceptować swój normalny wygląd. Boję się życia, ludzi. Boję się, że zawsze już będę musiała walczyć o miłość. Potrzebuję tego, żeby ktoś mnie kochał i boję się. Tak naprawdę tylko babcia mnie kochała i tata, jak byłam mała - tęsknię do tego bezpieczeństwa i ciepła, ale babcia nie żyje, a ja niestety nie jestem już małą dziewczynką (...)."
Ania: "(...) Mama jest dobrą kobietą, ale nie umie kochać - no może poza wyjątkiem siebie. Może po prostu kocha tylko to, co idealne, a sama się za taką uważa. Mi nigdy nie powiedziała, że mnie kocha i chce. Ja nie jestem idealnym dzieckiem, które sobie wymarzyła. Taty też nie kocha, bo nie jest idealny.
- Czego Ci brakowało w dzieciństwie?
- Czułości, bliskości i pochwał. Miałam mnóstwo zabawek, potem pomocy szkolnych, ale odczuwałam, że tylko po to, żeby dorównać dzieciom ich znajomych.
- Nawet, gdy byłaś małym dzieckiem rodzice nie tulili Cię, nie brali na kolana? - Nie, to znaczy tata czasami, jak mama nie widziała. U psychologa tłumaczyli, że to dlatego, żebym wyrosła na pewną siebie, samodzielną dziewczynę (...)."
Edyta: "(...) To był taki chłodny wychów, bez spoufalania się i zabaw - tylko gry i zabawy edukacyjne (...) Pewnie mnie po prostu nie kochali. Jak to zrozumiałam, to tak mi się porobiło w środku jakoś jakby we mnie wszystko zamarzło (...)."
Powyższe wypowiedzi dziewcząt w sposób wymowny ukazują, jak ważna jest prawidłowa relacja w domu zarówno między dzieckiem a rodzicami, jak również między samymi
małżonkami. Można także stwierdzić, iż nie tylko osoba cierpiąca na anoreksję potrzebuje pomocy, ale również cały system rodzinny.
Psychologowie podkreślają znaczenie bezwarunkowej akceptacji w procesie wychowania w rodzinie, czyli przyjęcia dziecka i kochanie takim, jakim jest, z pewnymi wadami i ograniczeniami. Ponad to podkreślają, jak ważne jest okazywanie miłości. Warto pamiętać obcując z dziećmi, że czują one intuicyjnie miłość rodzicielską, ale mimo to potrzebują potwierdzenia tej miłości. Dziecko będzie czuło miłość rodzicielską podczas bliskiego kontaktu z rodzicami i dzięki możliwości bezpośredniego doświadczania miłości poprzez wspólne pieszczoty, zabawę i udział w życiu rodzinnym. Ponadto rodzice mogą wyrażać swoją akceptację dla dziecka poprzez szanowanie oryginalnych cech osobowościowych dziecka i pozwalając mu na działania, zdobywanie osobistych doświadczeń i korzystania z dostosowanej do jego wieku rozwojowego swobody. Umożliwia to wykształcenie się niezbędnego do prawidłowego funkcjonowania poczucia autonomii. Umiejętne prowadzenie dziecka i pomaganie mu w kształtowaniu własnej tożsamości jest niezbędne, pozwala również na prawidłowy rozwój samokontroli i socjalizacji przyszłego dorosłego.
Warto pamiętać, że żadne zaburzenia (anoreksja, agresja itp.) nie rozwijają się nagle w okresie adolescencji, ich źródło tkwi już w okresie wczesnego dzieciństwa.

 


Zbuntowane nastolatki


Szczera rozmowa, ciągłe zaangażowanie, wypracowanie kompromisów oraz bezgraniczna miłość są kluczem do utrzymania dobrych relacji ze zbuntowanymi nastolatkami. Kiedy dzieci dorastają, w jednej chwili mogą przeistoczyć się z miłych i uczynnych pociech w nieprzyjemne, zbuntowane nastolatki.
Większość osób w tym wieku przechodzi okres buntu, co jest całkowicie naturalne. Warto jednak dowiedzieć się, co zrobić, aby sytuacja nie wymknęła się spod kontroli i aby rodzice pozostali autorytetem i wsparciem dla swoich dorastających dzieci.


Załagodzenie konfliktu


Pierwsza zasada to niedoprowadzenie relacji pomiędzy zbuntowanymi nastolatkami a rodzicami do otwartego konfliktu. Często zdarza się, że dzieci w różnych sytuacjach chcą walczyć o swoją autonomię. Kiedy rodzic nie pozwala na późny powrót z imprezy czy odważny ubiór, nastolatek zaczyna podkreślać, że jego zdanie jest ważne i inni mają się do niego dostosować. Ważne jest to, w jaki sposób tego dokonuje - rozmową, krzykiem czy milczeniem i robieniem wszystkiego wbrew zakazom.


Najważniejszy jest kompromis


Szereg zakazów i obowiązków nie jest dobrą drogą. Aby móc dogadać się z dzieckiem, należy zawrzeć wiele kompromisów, które pomogą w utrzymaniu dobrych relacji. Kiedy zbuntowane nastolatki chcą wyjść na imprezę i wrócić później niż zwykle, należy dać im szansę, ale zaznaczyć, że rodzic odbierze je z miejsca prywatki w nienagannym stanie. Jeśli dziecko wykorzysta tę szansę i nie zawiedzie oczekiwań rodziców, należy małymi krokami zwiększać pole wolności - o ile nastolatki będą wywiązywać się z danego słowa. Jeśli ubiór zbuntowanych nastolatek nie odpowiada rodzicom, należy pozwolić im wyrażać siebie, ale pod warunkiem, iż do szkoły będą ubierać się mniej ekstrawagancko.
Kolejny krok – zaufanie Najlepszą formą ujarzmienia niesfornego nastolatka jest rozmowa. Często rodzice nie wiedzą jak się do tego zabrać, więc jeśli dziecko samo nie wykazuje inicjatywy, nie powinno się go zmuszać do tego. Warto jednak okazywać zainteresowanie codziennymi sprawami i reagować jeśli zauważa się, że dzieje się coś złego (na przykład dziecko nagle zamyka się w sobie, jest niedostępne). Rutynowe pytanie „Co tam w szkole?” nie jest rozmową. Należy znaleźć odpowiedni moment, na przykład podczas wyjścia matki z córką na zakupy. Wspólne spędzanie czasu zbliża, a dziecko prawdopodobnie nie będzie się odgradzało od życia rodzinnego, jeśli rodzice będą rozumieli sprawy i problemy dorastającego nastolatka. Każdy problem należy traktować poważnie - przecież każdy miał kiedyś swoje problemy, które z perspektywy czasu może i stają się błahe, ale dla zbuntowanych nastolatek są całym światem.


Popularny problem i jego rozwiązanie


Zbuntowane nastolatki często zarzucają rodzicom, że ci „czepiają się” o wszystko. Nie należy wybierać za dzieci znajomych, form spędzania wolnego czasu, sposobu ubierania się. Pozostawienie wyboru dziecku jest niezwykle istotne, albowiem nastolatek ma poczucie, iż nikt nim „nie rządzi”, jest wolny. Oczywiście każdy musi mieć swoje obowiązki, ale za ich dobre wypełnianie dziecko powinno być doceniane. Zawsze należy być konsekwentnym i sprawiedliwym, a każdą odmowę należy sensownie uzasadnić. Nigdy nie należy argumentować swoich decyzji skwitowaniem „nie, bo nie”. To pokazuje, iż rodzice nie potrafią wytłumaczyć zbuntowanym nastolatkom, dlaczego się na daną rzecz nie zgadzają. W wychowaniu i utrzymaniu dobrych relacji ze zbuntowanymi nastolatkami najważniejsza jest jednak miłość i wsparcie, które pozwolą przetrwać trudy okres zarówno rodzicom jak i dzieciom.

 


Dlaczego tak trudno być rodzicami nastolatka?


Okres adolescencji to jeden z kryzysów rozwojowych w życiu człowieka. Powstaje w związku z gwałtownymi i intensywnymi przemianami, jakie zachodzą w młodych ludziach na płaszczyźnie biologicznej, psychicznej, społecznej. Przemiany te mają na celu samookreślenie, odnalezienie i ukształtowanie tożsamości, a tym samym przygotowanie do dorosłego życia.
Nastolatkowie przestają być dziećmi i przeobrażają się w dorosłych. Trudność polega na tym, że nie są już dziećmi, ale też nie są jeszcze dorosłymi. Sami nie wiedzą kim są, a my dorośli nie zawsze wiemy jak ich traktować. Jest to moment przejściowy, w którym znane dotychczas, sprawdzone sposoby zaspokajania potrzeb i radzenia sobie w kontaktach z innymi już nie działają, a nowe nie zostały jeszcze wypracowane lub jest ich niewiele. Stąd m.in. niespójności w zachowaniu, myśleniu, reakcjach, ich gwałtowność, nieadekwatność. Zmiany hormonalne zachodzące w organizmie powodują chwiejność nastrojów, nerwowość, niepokój, czasem zniechęcenie lub agresję. Do tego dołącza się rosnące pragnienie podkreślenia własnej niezależności, swobody i samodzielności.
Młodzi ludzie sami zmieniają się wewnętrznie i zewnętrznie, ale zmieniają się też oczekiwania otoczenia wobec nich. To czas odczuwania przez nich dużej presji i swego rodzaju nadwrażliwości. Dlatego bardzo istotna jest znajomość mechanizmów rozwojowych, specyfiki konfliktów i problemów towarzyszących okresowi dojrzewania oraz rozumienie przyczyn zachowań nastolatków. Pozwala to uniknąć przyjęcia postawy lekceważenia przeżywanych przez nich trudności, a tym samym sprzyja nawiązaniu kontaktu i wypracowaniu postawy rozumiejącego i wspierającego towarzyszenia im w przechodzeniu tego trudnego czasu.
Dorastanie jest okresem pogłębionego poznawania siebie, poszukiwania sensu życia, pytania „kim jestem?”, „jaki jestem?”, „po co żyję?”. Poszukiwaniu własnej tożsamości towarzyszy niepokój i zagubienie, które młody człowiek maskuje pozorną pewnością siebie i aroganckim zachowaniem. W procesie kształtowania się własnej niezależności pojawia się przekora, bunt, mierzenie się z rodzicami i wychowawcami, sprawdzanie na ile mogę sobie pozwolić.
W wchodząc we wczesny etap okresu dojrzewania, zaczynają pełniej dostrzegać i rozumieć rzeczywistość, pozbywać się iluzji „doskonałych” dorosłych, kwestionować i poddawać w wątpliwość ich sądy i zachowania. Chętnie zatem prowokują sytuacje, w których owa „doskonałość” zostaje poddana próbie – sprawdzają wiedzę rodziców i nauczycieli, testują ich wytrzymałość emocjonalną na prowokacje, weryfikują informacje uzyskane podczas dotychczasowego wychowania. Dzieje się tak dlatego, że właśnie weszli w okres przygotowania do dorosłości, towarzyszą im silne, skrajne emocje, zmieniają się ich potrzeby i oczekiwania, doświadczają wewnętrznych konfliktów, starają się na nowo określić swoją tożsamość, mają silną potrzebę przeciwstawienia się dorosłym, a nagromadzone napięcia często znajdują ujście w infantylnych zachowaniach.
Dlatego skuteczne wcześniej sposoby wywierania wpływu na dzieci zaczynają zawodzić. Na tym etapie nastolatkowie potrzebują od dorosłych przede wszystkim akceptacji i poczucia bezpieczeństwa. Potrzeby te można zaspokoić przez rozmowę, słuchanie i prawdziwe słyszenie tego, co mówią, podchodzenie do ich problemów z powagą, unikanie działań restrykcyjnych, bycie autentycznym w kontakcie, zdecydowane i konsekwentne przeciwstawianie się niedopuszczalnym zachowaniom, jasne stawianie granic, określanie reguł i wymagań, reagowanie na ich poczucie krzywdy, niesprawiedliwości, prawdziwe uznawanie ich autonomii i indywidualności.
W wieku 14-15 lat następuje kulminacja wczesnej fazy dojrzewania. To czas, w którym adolescenci zdecydowanie zwracają się ku grupie rówieśniczej, koncentrują się na zdobywaniu akceptacji i sympatii grupy, umiejętności nawiązywania relacji, współdziałania z innymi. Żeby uzyskać aprobatę rówieśników, mogą zachowywać się arogancko, ryzykownie, prowokująco. Autorytet dorosłych sprawdza się głównie w kontakcie indywidualnym. Wiek ten to także czas wyraźnego i demonstracyjnego skupienia na sobie, zaspokajania własnych potrzeb, nieliczenia się z innymi. Rozwojowy egocentryzm wieku dojrzewania konfrontowany jest z pierwszymi bolesnymi rozczarowaniami związanymi z dostrzeganiem własnej niedoskonałości. Odzwierciedlenie tych procesów widoczne jest w demonstrowaniu nieufności wobec dorosłych, podważaniu ich autorytetu, okazywaniu niezadowolenia, niechęci, manifestowaniu obojętności, krótkotrwałym zaciekawieniu czymś nowym, byciu złośliwym, prześmiewczym, przesadnie krytycznym, negatywizmie, obawie przed kompromitacją, wyraźnym zaciekawieniu erotyzmem.
Nastolatkowie potrzebują wówczas od dorosłych zrozumienia i wyrozumiałości dla przeżywanych trudności, poszanowania ich autonomii i granic, gotowości do rozmowy, wsparcia, nienachalnego towarzyszenia im w rozwiązywaniu konfliktów i problemów, pokazywania sposobów radzenia sobie w różnych sytuacjach, taktownego i szczerego przekazywania informacji zwrotnych, dostrzegania zalet, rezygnacji z zachowań autorytarnych, rozszerzania obszaru autonomii i samostanowienia, stwarzania sytuacji do zdobywania własnych doświadczeń i brania odpowiedzialności za swoje czyny, okazywania zainteresowania ich sprawami.
Podsumowując, powiedzieć można, że to, co w zachowaniu dorosłych sprzyja adaptacyjnemu rozwiązaniu konfliktów okresu dojrzewania przez młodzież to:
• wiedza (na temat poszczególnych okresów rozwojowych dziecka i procesów, jakie w nim zachodzą);
• rozumienie i świadomość (nieustanne pamiętanie o tym, co się dzieje z dzieckiem na danym etapie i skąd wynikają jego potrzeby, zachowania, reakcje), co sprzyja nieosobistemu traktowaniu zachowań i wypowiedzi uczniów/wychowanków (nie są wymierzone we mnie, wynikają z momentu i sytuacji, w których dziecko się znajduje);
• otwarta, jasna, szczera komunikacja (umiejętność wysłuchania, bycie z dzieckiem w autentycznym kontakcie, traktowanie go jako równoprawnego uczestnika komunikacji, rozmawiania z nim z poszanowaniem reguł dobrej i skutecznej komunikacji);
• wsparcie emocjonalne (wysłuchanie, okazanie zrozumienia, akceptacja, adekwatna reakcja z troską o dobry i satysfakcjonujący obie strony przebieg komunikacji);
• dostarczenie wiedzy (tak, by adolescenci sami lepiej rozumieli, co się z nimi dzieje);
• uczenie umiejętności społecznych (by lepiej funkcjonowali wśród innych ludzi i rozumieli zarówno swoje, jak i czyjeś zachowania i motywacje);
• stwarzanie okazji do refleksji (nad sobą, systemem wartości, światem);
• zauważanie i wzmacnianie pozytywnych zachowań (dodaje wiary w siebie i jest zachętą do dalszych starań).
Młodzież, mimo że prezentuje bunt i opór, potrzebuje akceptacji i wsparcia ze strony dorosłych, rodziców, wychowawców, nauczycieli. Młody człowiek przeżywa ambiwalentne uczucia od miłości, euforii, potrzeby akceptacji po nienawiść, złość i negację wszystkiego, co wychodzi od dorosłych. Od naszych umiejętności rozmawiania z nim, cierpliwości, prób zrozumienia i ukierunkowania zależy jak sobie poradzi z trudnymi emocjami, jak ukształtuje się jego osobowość i kim będzie jako dorosły.


 

Jak rozmawiać z nastolatkiem będącym wciąż na „nie”?


Dlaczego nastolatkowie nie współpracują?
Wielu rodziców uważa, że ich dzieci nie byłyby zdolne do współpracy. Jeżeli wdałeś się już w walkę woli ze swoim dzieckiem, prawdopodobnie nie będzie chciało nawet rozmawiać o problemie. Jednak część dorosłych za „współpracę” uważa sytuację, gdy dziecko robi to, czego chcą rodzice, a nie do końca o to chodzi.
Sposobem na wprowadzenie autentycznej współpracy jest stworzenie warunków, w których nastolatek jest prawdziwie zaangażowany w tworzenie planów i propozycji rozwiązań problemów. W takiej sytuacji nie będzie próbował chronić swego poczucia sprawstwa przez bunt przeciw rodzicielskiej kontroli. Nastolatki zwyczajnie potrzebują, by rozwiązania były „ich”, a nie „rodziców”.
Jak to zrobić?
Kevin Steede autor książki „10 błędów popełnianych przez dobrych rodziców” promuje strategię: „Co jeszcze?” Polega ona na tym, że krótko opisujemy nastolatkowi problem używając faktów (np.”zostawiasz bałagan w pokoju” albo „zbyt dużo czasu spędzasz przy komuterze i smartfonie”) następnie proponujemy, by razem wymyślić, co z tym można zrobić i pytamy o jego pomysły. Zwykle pierwszy pomysł brzmi mniej więcej tak: „Przestańcie mnie o to męczyć”. Zamykamy tę sprawę sformułowaniem typu: „Jest to pewien sposób, dobrze, co jeszcze?” i wydobywamy kilka racjonalnych rozwiązań. Dopiero wtedy możemy podzielić się swoim pomysłem. Najczęściej wypracowane rozwiązanie będzie kompromisem. Dlatego ważne jest, aby umówić się na kolejną rozmowę i sprawdzić, jak ten pomysł sprawdza sie w życiu codziennym i w razie potrzeby wspólnie go zmodyfikować. Owszem, proces jest czasochłonny, wymaga dużego spokoju ze strony rodziców i odporności na możliwe prowokacje, jednak daje lepsze rezultaty niż działanie z pozycji siły: „Rób jak każę”.
O czym jeszcze należy pamiętać?
Jak już na pewno zdążyliście się zorientować – powyższy sposób dyskusji stosujemy do rozwiązania problemów istotnych. W sprawach drobnych zwyczajnie mówimy: „Po obiedzie zbierz tależe i włóż je do zmywarki” (warto dodać „proszę”). Angażowanie nastolatka w proces podejmowania decyzji uczy go umiejętności rozwiązywania problemów – rzeczy bardzo przydatnej później w pracy zawodowej. Rodzice, którzy potrafią powiedzieć: „Kocham Cię i dlatego odpowiedź brzmi nie” uzyskują lepsze wyniki niż rodzice mówiący: „Zabraniam Ci i bez dyskusji”. Przesłanie niby jest podobne, a jednak skrajnie odmiennie przyjmowane. Nastolatek to nie dorosły. Mimo, iż intelektualnie może Ciebie nawet przerastać jego system wartości i emocjonalność są jeszcze niedojrzałe. Wiele nastolatków nie potrafi w pełni pojąć długofalowych konsekwencji swoich decyzji typu: „zrobię sobie tatuaż na twarzy” itp. Nadal to rodzic jest odpowiedzialny za myślenie strategiczne, dlatego powinien prowadzić z nastoletnim dzieckiem rozmowy na ten temat.

Okres buntu z perspektywy nastolatka


To relacja – opowieść napisana przez nastolatków o tym jak sami widzą swój czas dorastania w konfrontacji z dorosłymi.
To tekst bez cenzury i dlatego przede wszystkim bardzo wartościowy. Tekst szczególnie dla tych dorosłych, którzy mają zgodę na usłyszenie czasem trudnych, być może niezrozumiałych i kategorycznych stwierdzeń wypowiadanych przez nastolatków.
Rodzice uważają, że dzieci buntują się, że ich nie słuchają, że robią im na złość. Jednak kiedy rozłożymy ,,bunt” na czynniki pierwsze może się to okazać nie takie łatwe. Kiedy dzieci wchodzą w okres nastoletni zaczynają w sobie kształtować swój własny światopogląd i system moralny, który często się nie pokrywa z systemem dorosłego.
Różnice jakie ty dostrzegasz jako rodzic, ja dostrzegam tak samo jako nastolatek. I tak na logikę – jeśli rodzic czuje się atakowany przez dziecko innością jego światopoglądu, to dziecko czuje się tak samo, z tą różnicą, że światopogląd rodzica jest stały i stabilny. Był przez wiele lat popierany przez dziecko, które wcześniej nie miało na tyle doświadczenia, by się z nim nie zgadzać poprzez posiadanie własnego. A światopogląd dziecka jest nowy, jeszcze nie był popierany a od początku może być traktowany przez rodzica jako coś złego.
Zatem są teraz dwa wyjścia albo nastolatek się załamie dlatego, że pogodzi się z tym, że posiadanie własnego zdania jest odbierane za agresywne i stanie się uległą, strachliwą beczką smutku, albo zacznie próbować udowodnić, że jego szkielet moralny wcale nie jest taki głupi, i że zdanie dziecka jest inne niż zdanie rodzica.
Kiedy dziecko chce udowodnić swoje racje, rodzic odbiera to jako skok na niego, co za tym idzie jako bunt. Teraz rodzice mogą zacząć się bulwersować, że skąd nastolatek może wiedzieć jak co odbierają dorośli, ale jeśli dorośli mogą pisać książki o psychologii nastolatków, to ja jako dziecko chyba mogę się wypowiedzieć o psychologii dorosłych.
Zmiany w naszej psychice z perspektywy rodzica są raptowne i szybkie. Ale z naszej perspektywy te zmiany są długie i zawiłe. Mimo, że z zewnątrz minął tylko tydzień, to w naszej głowie przewinęły się przez ten czas miliardy myśli, koncepcji, rozważeń. Przez to, że mamy własne, nowe zdanie, dostajemy po prostu pałera, chcemy przetestować co nam odpowiada.
I tak faktycznie, przyznaję się – robimy wam czasem na złość, ale spróbujcie zagłębić się dlaczego. Wy podważacie wprost nasze decyzje swoim autorytetem, który posiadacie względem nas, ale my tego nie mamy. Wobec czego idzie nam trudniej podważyć wasze opinie. Jeżeli wy nie nauczycie się szanować naszych decyzji, to my nie zechcemy szanować waszych.
Możecie na nas nakrzyczeć, dać nam karę, czy walnąć kazanie, jeżeli nie podoba wam się cokolwiek co robimy. Nastolatki nie mogą walnąć kazania np. ojcu czy dać mu kary. Przecież nawet próba niezgody jest odbierana jako brak szacunku, na który my jak widać może nie zasługujemy. Nasze słowa są niesłyszalne a jeżeli słowa nie działają to trzeba przejść do czynów. I to wie każdy kto kiedyś uczestniczył w strajku.
My, w ramach eskalacji naszego niezadowolenia, staramy się postawić was w naszej sytuacji i liczymy, że obudzi się w was choć odrobina empatii.
Teraz druga ważna rzecz, podejście do tematu z drugiej strony. Otóż zadziwię was – NIE ZAWSZE ROBIMY WAM NA ZŁOŚĆ. To o czym mówiłem wcześniej to odzew na poczucie bezsilności, której nie chcemy odczuwać, ale robimy to niezmiernie rzadko, dlatego, że naszą misją nie jest upodlenie was, a osiągnięcie czegoś… Na przykład wolności słowa, której nie mamy, (śmieszne jest to, że wszyscy mamy ją zagwarantowaną w konstytucji, ale nie pozwalają nam jej używać). Nie myślcie za każdym razem, że kiedy zrobimy coś po swojemu, to po to, żeby wam było niemiło. Naprawdę, rodzice, nie jesteście pępkiem świata, nie wszystko kręci się wokół was.
Decyzje. To nieodłączna część życia każdego człowieka. Młodzież też ludzie, też potrzebuje się wypowiedzieć i mieć nad czymś kontrolę. Niestety nie zawsze możemy, ponieważ blokuje nas bardzo często pryzmat niedojrzałości narzucany nam przez wiek. ,,No przecież co taki nastolatek o życiu wie, przecież on to nic nie rozumie, on jest za młody, za głupi”. Tylko, gdy pomyśleć logicznie to my właściwie rozumiemy więcej od dorosłych. Ponieważ dorośli są strasznie pochłonięci pracą, sobą i tym systemem, który ma im pozwolić żyć dalej. My rozumiejąc ten system nie należymy do niego w stu procentach (serio, rozumiemy ten system, wiemy, że pieniądze na drzewach nie rosną i zaczynamy planować kim będziemy i jak będzie wyglądać nasze życie w przyszłości). Oprócz świata monotonnych rozważań o tym, jak przeżyć następny dzień, należymy również do świata emocjonalnego, enigmatycznego zgiełku, którego wy tak bardzo nie rozumiecie.
Dlatego w sumie gadanie ,,bo on to nic nie rozumie” jest naprawdę nie na miejscu, biorąc pod uwagę, że my rozumiemy wasz świat a wy nie rozumiecie naszego.
Skoro doszliśmy do tego, że nastolatki jednak coś w głowach mają to może powrócimy do głównego tematu tego akapitu. Pozwólcie nam podejmować decyzje, i dobre, i złe. Bo jeśli nie przejdziemy teraz tego złego, kiedy jesteśmy jeszcze plastyczni emocjonalnie, to sobie nie poradzimy później. Musimy podejmować decyzje a potem brać za nie odpowiedzialność. A wy, zamiast się wściekać, kiedy coś sknocimy, powinniście nam pomóc sobie z tym poradzić. Szczególnie po to, żebyśmy po upadku wstali z nowym doświadczeniem i silniejsi dzięki wiedzy jak sobie radzić w życiu. Na tym polega nauka, ewolucja a my w tym wieku naprawdę mocno ewoluujemy. Nie blokujcie tego procesu, pozwólcie nam rozwijać się. Proszę.
Istnieją oczywiście, decyzje, które mogą pozostawić za sobą ślad na całe życie, tak jak na przykład to czy chcemy mieć tatuaż, czy rozpocząć życie seksualne. I oczywiście macie prawo nas uświadomić o konsekwencjach, jakie mogą z tego płynąć, a nawet macie taki obowiązek.
Ale skoro ważne decyzje nie powinny być podejmowane pochopnie to czy nie uważacie, że uświadamianie o konsekwencjach również nie powinno być długoterminowe? Nie powinniście na nas krzyczeć, zabraniać, ale uświadomić i pozostawić decyzje nam. Bo po prostu to, że mamy wolną wolę jest ważne. Wiemy wtedy, że nam ufacie, że my też mamy głos. A to naprawdę odstresowuje. Miejsce w głowie, które mogło być wypełnione złością o nieszanowanie naszych decyzji, zostaje wypełnione rozważeniami waszych słów, przestróg. Pojawia się lampka „czy ja naprawdę chcę to zrobić” a potem podejmujemy decyzje, naszą. Taką jaką wy chcieliście, albo inną i powinniście się z tym pogodzić. To nasze życie i my powinniśmy w nim mieć ostateczny głos. Bo jeśli nie będziemy umieli być niezależni to od razu po wyprowadzce będziemy rozpaczliwie szukać kogoś, kto by nad nami panował. A to skończy się źle np. pracą, gdzie ci wchodzą na głowę i w dodatku nie płacą za nadgodziny. Albo bardzo toksycznym związkiem…
A tego to chyba swoim dzieciom nie życzycie, co nie?
,Nikt mnie nie rozumie” – dorośli odbierają to jako jęczącą, monotonną odzywkę, ale tak naprawdę Rodzice – czy wy rozumiecie swoje dzieci? Czasem nie możemy na was liczyć tak jak nam jest potrzebne, uważacie nasze problemy za błahe, o ile je w ogóle zauważycie.
A potem kiedy nagle coś was ruszy (zwykle wtedy, kiedy się na was wkurzymy i chcecie wiedzieć co się dzieje) to nagle leci ten słynny tekst ,, Rozmawiaj ze mną, ty mi nic nie mówisz”. Jak my się u licha mamy w tej sytuacji czuć? Nie widzicie nas przez większość czasu, kiedy czujemy się źle, a potem nagle żądacie spowiedzi. Jak my mamy się w takiej sytuacji czuć komfortowo. Po raz kolejny to wy dyktujecie warunki. Wasze zadanie to być dla nas najważniejsi, nie ma w tym kompromisu.
Pomyślcie wy dorośli o nas nastolatkach jako młodych ludziach, którzy myślą, czują, mają potrzeby…

 


Jak pomóc dzieciom i sobie odnaleźć się w trudnym okresie dorastania?


Pięć podstawowych obszarów, na które warto zwrócić uwagę:
1. Zrozumienie i empatia
Dla nastolatków czas zmian, jakie zachodzą w ich wyglądzie zewnętrznym oraz w psychoemocjonalnym rozwoju, jest niezwykle trudny. Ich mózg znajduje się w fazie głębokich przemian, na które zasadniczo nie mają wpływu – one po prostu muszą nastąpić. Jedno dziecko odczuwa zmiany zachodzące w swoim ciele i umyśle bardziej, inne mniej. Pewne elementy i formy zachowań pozostają jednak dla wszystkich jednakowe. Młodzi ludzie potrzebują zrozumienia ze strony swoich bliskich oraz poczucia, że to, co się z nimi dzieje i jakie przyjmują postawy, jest czymś zupełnie naturalnym i spotyka się ze szczerym zrozumieniem. “Tak” dla dziecięcych uczuć i emocji oraz akceptowanie ich takimi, jakie są, okazuje się być najbardziej pomocne.
Sformułowania typu: “Co się z tobą dzieje?”, “Zachowujesz się jak dziecko” albo “Przestań już. Uspokój się” pokazują dziecku, że coś jest z nim nie tak, wprowadzają je w poczucie winy, zakłopotanie, powodują jeszcze większą złość i ogólną frustrację. W takich warunkach efektywna komunikacja prowadząca do obustronnego porozumienia po prostu nie może się odbyć.
Warto również pamiętać o tym, aby w okresie dorastania dziecka nie uciekać od kontaktu z nim, choć oczywiście niejednokrotnie by się tego chciało. Gdy mieszka się pod jednym dachem z niezadowolonym i konfliktowym nastolatkiem, niesprawnie snującym się po domu, czasem ma się ochotę zwyczajnie się od niego odciąć. Takie rozwiązanie w dłużej perspektywie może jednak tylko zaszkodzić. Wbrew pozorom ci młodzi ludzie potrzebują ciepła, bliskości i zrozumienia ze strony dorosłych, tylko nie zawsze to okazują. Spędzając coraz mniej czasu z nastolatkiem, możemy doprowadzić do tego, że będzie on czuł się jeszcze bardziej wyobcowany i rozregulowany emocjonalnie. Wówczas rzeczywiste dotarcie do niego – jego problemów czy trudności – będzie jeszcze trudniejsze albo nawet awykonalne.
2. Zdrowy dystans
Nabranie dystansu wobec tego, co i w jaki sposób robi oraz mówi do nas młody człowiek, to kolejny krok w stronę budowania dobrej relacji.
To bywa bardzo trudne, bo o ile łatwiej nam znieść słowa w stylu: “Nie kocham cię”, “Jesteś głupi” wyrażone w złości przez trzylatka, o tyle “Nienawidzę cię”, “Nie chcę cię znać, odejdź na zawsze”, płynące z ust “dużego i dojrzałego” młodzieńca, nabierają innego znaczenia.
Warto jednak pamiętać, że nastolatek doświadcza wielkiego “remontu” w swoim mózgu, a struktury odpowiedzialne za świadome wyrażanie opinii czy emocji są u niego równie niedojrzałe, jak te u kilkulatka. Na osiągnięcie takiej dojrzałości potrzeba po prostu czasu i cierpliwości. Okres krytyczny ma miejsce jednak właśnie teraz. Warto to przyjąć i zaakceptować. Na nic zda się bowiem walka z naturą.
3. Brak oczekiwań
Przeświadczenie rodziców o tym, że dziecko jest już “dorosłe” i już coś powinno, jest – jak potwierdzają badacze – absolutnie niesłuszne.
Naukowcy dowodzą, że nastolatkowie:
• Nie są często w stanie podejmować racjonalnych i odpowiedzialnych decyzji, ponieważ ich wybory mają podłoże emocjonalne (kora mózgowa wciąż dojrzewa).
• Nie będą nieustannie otwarci na propozycje i pomysły dorosłych, ponieważ ich mózgi są w stanie ciągłego rozwoju i poszukiwania nowych rozwiązań; tylko to, co jest subiektywnie ważne dla dzieci, ma dla nich prawdziwą wartość (to odnosi się w zasadzie do każdego człowieka).
• Nie są w stanie umiejętnie komunikować i odczytywać emocji, ponieważ kora przedczołowa jest u nich jeszcze niedojrzała i nie funkcjonuje tak jak u osoby dorosłej;
• Potrzebują autonomii i możliwości decydowania np. o tym, w co się ubiorą, co zjedzą, czym będą się zajmować w czasie wolnym, jaką formę edukacji wybiorą itd. O wyborach nastolatków warto rozmawiać, ale nie należy ich krytykować. Nie warto też wywierać presji na dziecko, aby dokonało zmiany swoich decyzji. Mózg nastolatków (i nie tylko) nie jest organem, którym można sterować, a nieustanny nacisk z zewnątrz powoduje zatrzymanie produkcji dopaminy oraz endogennych opioidów, odpowiadających za chęć do działania, spokój, dobre samopoczucie fizyczne i dobry nastrój (Spitzer M., Jak uczy się mózg”).
• Nie zawsze będą podejmować racjonalne decyzje i przewidywać następstwa swoich działań. Ważne, aby otoczyć ich bezwarunkową miłością, akceptacją i dać im poczucie bezpieczeństwa, żeby mimo swoich “szalonych” niekiedy pomysłów i nie zawsze przyjemnych następstw własnych działań nigdy nie bali się rozmawiać o tym, co czują i czego doświadczają. Podstawą jest łagodna i pełna empatii komunikacja.
4. Umiejętna komunikacja
Czyli taka, która pozbawiona jest ciągłego upominania (“Tyle razy prosiłem, abyś…”), krytyki (“Jesteś leniem”, “Jesteś beznadziejny”, “Jak można…”), porównywania (“Ja w twoim wieku nigdy się tak nie zachowywałem”), wyśmiewania (“Zobacz, jak ty wyglądasz! Jak klaun!), naciskania na coś (“Natychmiast siadaj do odrabiania lekcji), negowania (“Tak się tego nie robi”, “Źle to zrobiłeś”), karania (“Nie posprzątałeś pokoju, nie dostaniesz więc kieszonkowego”), wiecznych pretensji i krzyku.
Kiedy nastolatek, bombardowany niezliczoną ilością wewnętrznych bodźców i biologicznych zmian, otrzymuje kolejne negatywne komunikaty z zewnątrz, w istocie może znaleźć się na skraju wytrzymałości psychoemocjonalnej. Wybuchy złości stają się jeszcze silniejsze, a poczucie bezradności i braku zrozumienia wzmagają się. Jeśli zależy nam na budowaniu dobrej relacji z dzieckiem w tym wieku, warto, abyśmy zaprzestali podobnych praktyk. To, co jest wszystkim w tym okresie potrzebne, to spokój i równowaga. I tylko umiejętna komunikacja może do nich doprowadzić. Zamiast stosowania upomnień, długich monologów czy osądów warto spróbować mówić prostym językiem (mózg szybciej go teraz zrozumie), wyrażającym swoje potrzeby i emocje. “Chcę/Nie chcę, abyś…”, “Rozumiem cię w pełni. Potrzebuję tylko wiedzieć, że…”, “Boję się o ciebie, kiedy…”, “Nie chcę, żebyś…”, “Nie lubię, kiedy…”, “Czuję wtedy…”, Wolałbym, abyś/abyśmy…”.
Jeśli chodzi o kary, pamiętajmy też, że “w mózgu poza systemem nagrody istnieją ośrodki związane z unikaniem doświadczeń nieprzyjemnych. Chociaż oba układy działają antagonistycznie, to na poziomie neuronalnym nie mają ze sobą nic wspólnego. Dopamina układu nagrody wspiera proces uczenia się, wzmacniając motywację i dążenie do poszukiwania podobnych doświadczeń w przyszłości. Kara nie wywołuje motywacji, a unikanie jest reakcją ściśle związaną z obecnością bodźca. Nie powoduje to pojawienia się zachowań pożądanych. […] Jeśli ukarzemy dziecko za uszkodzenie zabawki, nie wyrobimy w nim przecież kompetencji naprawiania uszkodzonych zabawek. Możemy natomiast wywołać niechęć do zabawy. Kara za nieczytanie książek nie wywoła chęci ich czytania (Kaczmarzyk M., Szkoła neuronów. O nastolatkach, kompromisach i wychowaniu”).
5. Autorytet osobisty
Bycie entuzjastycznym, silnym, szanującym siebie i innych rodzicem doskonale oddziałuje na dzieci – ich zachowania i reakcje – oraz na efektywną komunikację z nimi.
Badania sugerują, że nastolatkowie najchętniej współdziałają z dorosłymi, którzy darzą ich szacunkiem i zaufaniem. Budowanie z nimi głębokiej więzi, opartej na tych wartościach, jest podstawą dotarcia do każdego z nich i wsparcia ich rozwoju.
Jeśli pragniemy, aby dzieci rzeczywiście chciały za nami podążać, pamiętajmy, że nigdy nie naśladują one wszystkich osób, lecz tylko te, które podziwiają, które są dla nich szczególnie ważne, z którymi czują się emocjonalnie związane. One właśnie stanowią ich wzorce, “Wszyscy inni mogą się wysilać, ile chcą, aby nauczyć czegoś dziecko, nastolatka czy dorosłego. Strumień entuzjazmu rusza tylko wówczas, gdy w mózgu zostaną aktywowane centra emocjonalne” (Hüther, G., Kim jesteśmy – a kim moglibyśmy być”).
Jedną z ważniejszych przyczyn trudności w kontaktach z nastolatkami jest niezrozumienie ich zachowań oraz poczucie braku akceptacji dla zmian, jakie zachodzą w ich wyglądzie i zachowaniu. Niewiedza w zakresie rozwoju ośrodkowego układu nerwowego również nie przyczynia się do zaakceptowania niełatwej dla wszystkich sytuacji w domu. Mózg potrzebuje doświadczać tego, do czego został stworzony. Etap “burzy i naporu” jest mu bardzo potrzebny po to, by mógł dojrzeć i stać się silny na przyszłość. Tylko od nas zależy, czy stworzymy młodym ludziom bezpieczną ku temu przestrzeń.
Jako dorośli często pragniemy uchronić dzieci przed tym, czego sami doświadczyliśmy w okresie swojego dorastania. Doskonale wiemy i zauważamy, że pewne pomysły nie najlepiej się sprawdzają, a określone problemy można rozwiązać inaczej. Zdrowy nastolatek nie przyjmie jednak za pewne zdania dorosłego, nawet jeśli może mu to zaoszczędzić nieudanych prób, niebezpiecznych błędów czy trudnych emocji. Aby mógł on optymalnie (dla siebie) się rozwinąć, potrzebuje działać, sam zdobywać różne doświadczenia, wyciągać wnioski i weryfikować swoje przekonania. To, czego młody człowiek właśnie doznaje, pozwala mu uczyć się nowych rzeczy i nabywać umiejętności oraz cech, które z powodzeniem będzie mógł wykorzystywać przez całe swoje życie. Do tego niezbędne są czasem ryzykowne zachowania, ciągły ruch i aktywność (najlepiej taka poza nadmierną kontrolą rodziców czy opiekunów). Rolą dorosłych jest nie tyle odbieranie nastolatkowi możliwości wyrażania siebie, eksperymentowania i działania, ile stworzenie warunków, które pozwolą mu “przeżyć i stać się źródłem rozwiązań w przyszłości”.

 

 


Jak wspierać dziecko w budowaniu autonomii? Od ścisłej bliskości do wolności

Prawidłowy rozwój człowieka przebiega od ścisłej bliskości z mamą na początku życia do uzyskania pełnej niezależności w dorosłości. Droga ku temu jest długa, bywa trudna, ale także satysfakcjonująca. Jak rodzice mogą wspierać swoją pociechę w pokonywaniu tej drogi? Jakie zachowania czy postawy będą mądrze wzmacniały separację ich dziecka, a jakie mogą ten proces zakłócać?

Jak budować świadomość własnych odczuć wraz z dorastaniem dziecka?

Pierwsze chwile życia to dla dziecka czas intensywnej bliskości najpierw z mamą. Wrazz upływem czasu dziecko staje się coraz bardziej samodzielne i potrzebuje coraz większej autonomii.

Zaczyna raczkować i oddala się od mamy, potem zaczyna chodzić, w którymś momencie następuje odstawienie od piersi, pójście do żłobka/ przedszkola, następnie szkoły, pierwsze wyjazdy na obozy/ kolonie… Aż w końcu wyprowadza się z domu, by zacząć żyć na własny rachunek – w dosłownym i symbolicznym znaczeniu tego słowa. Można powiedzieć, że z jednej strony wszystkie wymienione momenty w życiu dziecka są zupełnie naturalne i rozwojowo jak najbardziej korzystne, z drugiej – często, gdy się pojawiają, rodzice przeżywają w związku z nimi mieszane uczucia. Obok dumy, radości i satysfakcji, mogą towarzyszyć im także żal czy smutek, że ich dziecko już tak bardzo ich nie potrzebuje.

Te uczucia są jak najbardziej normalne! Większość rodziców doświadczyło przysłowiowej „łezki w oku”, gdy ich pociecha szła pierwszy raz do przedszkola/ szkoły, wyjeżdżała na pierwszy obóz czy pakowała się na studia. To, co jest w tej sytuacji niezwykle ważne to zdawanie sobie sprawy z tych odczuć i ich akceptowanie. W dalszej kolejności – świadomość tego, że proces separowania się dziecka od rodzica jest zdrowy i rozwojowy, co nie oznacza, że łatwy. Czyli ważne jest, żeby z jednej strony rodzic rozumiał, że coraz większa autonomia jego dziecka jest potrzebna i jej nie blokował, a z drugiej – uznawał, że czasami może w związku z tym przeżywać smutek czy żal.

Separacja bez poczucia winy

Dla dziecka szkodliwa będzie dopiero taka sytuacja, w której tego smutku i żalu rodzic będzie przeżywał tak dużo, że będzie go mniej lub bardziej świadomie „przelewał” na dziecko. Może to przybierać postać komunikatów typu: „ważniejsi są dla ciebie koledzy i rozrywki niż czas spędzony z rodziną” (gdy dziecko jedzie na wycieczkę szkolną) lub „znowu w domu zagości cisza i smutek” (gdy kończy się weekend i dorosłe już dziecko wraca do akademika). Te komunikaty mogą nie być wyrażane tak zupełnie wprost.

To może być także taka postawa rodzica, w której zabiera on dziecko z przedszkola, ponieważ dziecko płacze przy rozstaniu. Rodzic może zbyt pochopnie i bardziej z powodu własnych lęków zinterpretować to jako brak gotowości dziecka do pójścia do przedszkola; mimo komunikatów ze strony kadry placówki, że dziecko potrzebuje czasu lub, że coraz lepiej radzi sobie w grupie. To może być także sytuacja, w której na wyjazd dziecka na studia jego matka reaguje chorobą somatyczną, np. migreną.

Jeśli trudnych uczuć związanych z separacją dziecka jest dużo, warto skorzystać z profesjonalnej pomocy i porozmawiać o tym z psychologiem. Jeśli nie są one zbyt silne i przytłaczające, wystarczy rozmowa z partnerem czy przyjacielem lub samodzielne ich opracowanie (wytłumaczenie sobie tej sytuacji i uznanie jej za zdrową i potrzebną). Ważne, żeby dziecko nie było obarczane trudnymi uczuciami rodzica. Ono ma prawo do samodzielności i autonomii – bez wyrzutów sumienia i poczucia winy w tle.

Jak zatem mógłby brzmieć wspierający dla dziecka komunikat, np. w sytuacji, gdy jedzie ono na swój pierwszy obóz wakacyjny? Dziecko mogłoby usłyszeć od swojej mamy coś takiego: „jedź synku i baw się dobrze. Mam nadzieję, że poznasz kogoś fajnego i miło spędzisz czas. My tu z tatą co prawda będziemy za tobą tęsknili, ale mamy też zaplanowane różne fajne aktywności i nie mamy zamiaru się nudzić”. Takie dziecko dostaje komunikat, że jest ważne dla rodziców, a brak jego obecności nie jest dla nich zupełnie obojętny; jednocześnie słyszy, że rodzice szczerze popierają jego wyjazd i cieszą się wizją spędzenia czasu tylko w parze. Może w związku z tym opuścić dom rodziców bez poczucia winy i z „wolną głową” zmierzyć się z wyzwaniem, jakim jest pierwszy, samodzielny wyjazd na obóz.

Jak budować równowagę w życiu rodzinnym?

Tym, co może ułatwiać usamodzielnianie się dziecka jest dbanie rodzica/ ów o własny rozwój i szukanie równowagi pomiędzy troską o dzieci, a uwagą poświęcaną sobie i związkowi. Początek rodzicielstwa bywa wymagającym czasem. Większość energii lokowana jest w zaspokajanie potrzeb dziecka. Jest to zupełnie naturalne, o ile nie przedłuża się nadmiernie. Gdy dziecko rośnie, nie potrzebuje już tyle uwagi i opieki ze strony rodziców. Zaczyna być coraz bardziej otwarte na świat zewnętrzny i coraz bardziej samodzielne.

Pytania, które warto sobie zadać, to:

Czy w natłoku obowiązków rodzicielsko – rodzinnych gdzieś z oczu nie znika para, a także partnerzy jako indywidualne jednostki?
Czy jest czas na pielęgnowanie relacji w parze i na własne zainteresowania?

Rodzic, który wpada w pułapkę zupełnej koncentracji na dziecku i jego potrzebach, gubi siebie – jako osobę i jako partnera/kę. Niestety, takiemu rodzicowi trudniej jest wspierać separację dziecka, ponieważ dziecko jest w centrum jego świata. Gdy dziecko zaczyna się oddalać, rodzic może odczuwać w związku z tym pustkę i lęk, a przez to blokować autonomię swojej pociechy. Bywają też rodzice, którzy całą swoją energię poświęcają dzieciom.

Istnieją wspólnie jako rodzice, ale nie jako partnerzy. W takich rodzinach szczególnie trudny bywa moment „wyfruwania dziecka z gniazda”. Rodzice mogą obawiać się, że po latach zaniedbań ich intymnej relacji, nie przetrwają jako para w momencie wyprowadzki dziecka z domu. Czasami więc blokują ten moment, co niekorzystnie odbija się na rozwoju ich syna czy córki. W takiej sytuacji pomocna może okazać się terapia rodzinna lub małżeńska. Niemniej, żeby nie dopuścić do takiego rozwoju wydarzeń, warto działać odpowiednio wcześnie.

Nawet, jeśli w domu jest małe dziecko dobrze jest nie tracić z oczu i pola uwagi pary rodzicielskiej, której uczucia wymagają pielęgnacji. Ponadto, każdy z rodziców powinien mieć także „swój własny świat” (np. swoich znajomych, hobby, pracę), który daje satysfakcję i jest odskocznią od życia rodzinnego. To wszystko zmniejsza ryzyko kurczowego trzymania dziecka w domu rodzinnym i blokowania go w rozwoju niezależności. Można sobie łatwo wyobrazić, jak zupełnie inną sytuację ma nastolatek u progu wyjścia z domu, w którym jest stabilna, oparta na bliskiej relacji para rodziców i gdzie każdy z rodziców ma także swoje własne, satysfakcjonujące życie, w porównaniu z rówieśnikiem wychowywanym w domu, gdzie rodzice są skonfliktowani, a jedynymi momentami, kiedy się do siebie zbliżają są sytuacje związane z wychowaniem dziecka, któremu od lat się „poświęcają”.

Jak nie traktować dziecka? To nie jest drugi dorosły.

Czasami zdarza się, że w danej rodzinie dziecko przyjmuje rolę nad wyraz dojrzałą i odpowiedzialną. Może być obsadzone w roli powiernika swojej matki, która uskarża się na zapracowanego i nieobecnego ojca. Może oczekuje się od niego, że powinno zajmować się chorą babcią/ młodszym rodzeństwem? Może rodzina ma problemy finansowe, a dziecko zamiast spędzać czas ze znajomymi, siedzi i myśli nad możliwymi rozwiązaniami tej sytuacji? Jeśli dziecko przejmuje role i zadania, które powinien pełnić dorosły, a w dodatku jest to sytuacja przedłużająca się, to może mieć niekorzystne konsekwencje dla jego rozwoju.

Takiemu dziecku trudno jest zająć się sobą i bezpiecznie odseparować od swojej rodziny, pochodzenia.

Jak zostawić nieszczęśliwą matkę?
Jak się wyprowadzić, skoro w domu jest chora babcia/ młodsze rodzeństwo i nikt poza mną nie podoła opiece nad nimi?
Jak zostawić rodziców z ich problemami finansowymi?

Tego typu dylematy mają nastolatkowie, którzy w swoich domach rodzinnych są obsadzani w roli tych „odpowiedzialnych”. Są obarczani problemami dorosłych, których nie są w stanie rozwiązać. Niesie to ze sobą ogromny bagaż odpowiedzialności i poczucia winy, z którym zostawieni są sami sobie. Tym, co będzie wspierało dziecko w procesie separacji, jest taka sytuacja w domu rodzinnym, w którym jest jasny zakres odpowiedzialności i gdzie dorośli dbają o dorosłe sprawy (takie jak np. finanse, relacja w parze, opieka nad dziećmi). Pamiętaj, żeby nie opowiadać dziecku o kłótni z partnerem czy problemach w pracy. To są obszary, w które ono nie powinno być włączane.
Każdy człowiek ma w sobie wewnętrzną potrzebę budowania autonomii, niezależności, odróżnienia siebie od innych i separowania się. Dziecka nie trzeba specjalnie namawiać do tego, by zaczęło chodzić, by na etapie tzw. „buntu dwulatka” wyrażało swoje zdanie, by było zainteresowane przedszkolem/ szkołą, zawieraniem znajomości, by się buntowało w okresie nastoletnim. Potrzeba separowania się jest naturalna i zupełnie rozwojowa. Nie trzeba jej więc jakoś specjalnie wzmacniać. Czasami jednak pewne zachowania dorosłych z otoczenia dziecka mogą tę potrzebę blokować. Warto zatem z refleksją przyjrzeć się własnych uczuciom, myślom i zachowaniom związanym z momentami, kiedy dziecko zaznacza swoją potrzebę autonomii i separacji.

Czy przypadkiem jako rodzic nie przelewam wtedy swoich trudnych uczuć na dziecko?
Czy dbam o siebie, o relacje w parze i dzięki temu moje dziecko nie otrzymuje przekazu, że mu się „poświęcam”?
Czy w naszej rodzinie dziecko lub dzieci mogą nimi być i nie muszą pełnić nad wyraz „dojrzałych” ról?

Szczera odpowiedź na te i podobne pytania wymaga odwagi i jest wyrazem prawdziwej dojrzałości oraz troski o dziecko. Jeśli te odpowiedzi nie są satysfakcjonujące, warto bliżej przyjrzeć się sytuacji w rodzinie i być może skorzystać z profesjonalnej pomocy.

 

Okres buntu z perspektywy nastolatka


To relacja – opowieść napisana przez nastolatków o tym jak sami widzą swój czas dorastania w konfrontacji z dorosłymi.
To tekst bez cenzury i dlatego przede wszystkim bardzo wartościowy. Tekst szczególnie dla tych dorosłych, którzy mają zgodę na usłyszenie czasem trudnych, być może niezrozumiałych i kategorycznych stwierdzeń wypowiadanych przez nastolatków.
Rodzice uważają, że dzieci buntują się, że ich nie słuchają, że robią im na złość. Jednak kiedy rozłożymy ,,bunt” na czynniki pierwsze może się to okazać nie takie łatwe. Kiedy dzieci wchodzą w okres nastoletni zaczynają w sobie kształtować swój własny światopogląd i system moralny, który często się nie pokrywa z systemem dorosłego.
Różnice jakie ty dostrzegasz jako rodzic, ja dostrzegam tak samo jako nastolatek. I tak na logikę – jeśli rodzic czuje się atakowany przez dziecko innością jego światopoglądu, to dziecko czuje się tak samo, z tą różnicą, że światopogląd rodzica jest stały i stabilny. Był przez wiele lat popierany przez dziecko, które wcześniej nie miało na tyle doświadczenia, by się z nim nie zgadzać poprzez posiadanie własnego. A światopogląd dziecka jest nowy, jeszcze nie był popierany a od początku może być traktowany przez rodzica jako coś złego.
Zatem są teraz dwa wyjścia albo nastolatek się załamie dlatego, że pogodzi się z tym, że posiadanie własnego zdania jest odbierane za agresywne i stanie się uległą, strachliwą beczką smutku, albo zacznie próbować udowodnić, że jego szkielet moralny wcale nie jest taki głupi, i że zdanie dziecka jest inne niż zdanie rodzica.
Kiedy dziecko chce udowodnić swoje racje, rodzic odbiera to jako skok na niego, co za tym idzie jako bunt. Teraz rodzice mogą zacząć się bulwersować, że skąd nastolatek może wiedzieć jak co odbierają dorośli, ale jeśli dorośli mogą pisać książki o psychologii nastolatków, to ja jako dziecko chyba mogę się wypowiedzieć o psychologii dorosłych.
Zmiany w naszej psychice z perspektywy rodzica są raptowne i szybkie. Ale z naszej perspektywy te zmiany są długie i zawiłe. Mimo, że z zewnątrz minął tylko tydzień, to w naszej głowie przewinęły się przez ten czas miliardy myśli, koncepcji, rozważeń. Przez to, że mamy własne, nowe zdanie, dostajemy po prostu pałera, chcemy przetestować co nam odpowiada.
I tak faktycznie, przyznaję się – robimy wam czasem na złość, ale spróbujcie zagłębić się dlaczego. Wy podważacie wprost nasze decyzje swoim autorytetem, który posiadacie względem nas, ale my tego nie mamy. Wobec czego idzie nam trudniej podważyć wasze opinie. Jeżeli wy nie nauczycie się szanować naszych decyzji, to my nie zechcemy szanować waszych.
Możecie na nas nakrzyczeć, dać nam karę, czy walnąć kazanie, jeżeli nie podoba wam się cokolwiek co robimy. Nastolatki nie mogą walnąć kazania np. ojcu czy dać mu kary. Przecież nawet próba niezgody jest odbierana jako brak szacunku, na który my jak widać może nie zasługujemy. Nasze słowa są niesłyszalne a jeżeli słowa nie działają to trzeba przejść do czynów. I to wie każdy kto kiedyś uczestniczył w strajku.
My, w ramach eskalacji naszego niezadowolenia, staramy się postawić was w naszej sytuacji i liczymy, że obudzi się w was choć odrobina empatii.
Teraz druga ważna rzecz, podejście do tematu z drugiej strony. Otóż zadziwię was – NIE ZAWSZE ROBIMY WAM NA ZŁOŚĆ. To o czym mówiłem wcześniej to odzew na poczucie bezsilności, której nie chcemy odczuwać, ale robimy to niezmiernie rzadko, dlatego, że naszą misją nie jest upodlenie was, a osiągnięcie czegoś… Na przykład wolności słowa, której nie mamy, (śmieszne jest to, że wszyscy mamy ją zagwarantowaną w konstytucji, ale nie pozwalają nam jej używać). Nie myślcie za każdym razem, że kiedy zrobimy coś po swojemu, to po to, żeby wam było niemiło. Naprawdę, rodzice, nie jesteście pępkiem świata, nie wszystko kręci się wokół was.
Decyzje. To nieodłączna część życia każdego człowieka. Młodzież też ludzie, też potrzebuje się wypowiedzieć i mieć nad czymś kontrolę. Niestety nie zawsze możemy, ponieważ blokuje nas bardzo często pryzmat niedojrzałości narzucany nam przez wiek. ,,No przecież co taki nastolatek o życiu wie, przecież on to nic nie rozumie, on jest za młody, za głupi”. Tylko, gdy pomyśleć logicznie to my właściwie rozumiemy więcej od dorosłych. Ponieważ dorośli są strasznie pochłonięci pracą, sobą i tym systemem, który ma im pozwolić żyć dalej. My rozumiejąc ten system nie należymy do niego w stu procentach (serio, rozumiemy ten system, wiemy, że pieniądze na drzewach nie rosną i zaczynamy planować kim będziemy i jak będzie wyglądać nasze życie w przyszłości). Oprócz świata monotonnych rozważań o tym, jak przeżyć następny dzień, należymy również do świata emocjonalnego, enigmatycznego zgiełku, którego wy tak bardzo nie rozumiecie.
Dlatego w sumie gadanie ,,bo on to nic nie rozumie” jest naprawdę nie na miejscu, biorąc pod uwagę, że my rozumiemy wasz świat a wy nie rozumiecie naszego.
Skoro doszliśmy do tego, że nastolatki jednak coś w głowach mają to może powrócimy do głównego tematu tego akapitu. Pozwólcie nam podejmować decyzje, i dobre, i złe. Bo jeśli nie przejdziemy teraz tego złego, kiedy jesteśmy jeszcze plastyczni emocjonalnie, to sobie nie poradzimy później. Musimy podejmować decyzje a potem brać za nie odpowiedzialność. A wy, zamiast się wściekać, kiedy coś sknocimy, powinniście nam pomóc sobie z tym poradzić. Szczególnie po to, żebyśmy po upadku wstali z nowym doświadczeniem i silniejsi dzięki wiedzy jak sobie radzić w życiu. Na tym polega nauka, ewolucja a my w tym wieku naprawdę mocno ewoluujemy. Nie blokujcie tego procesu, pozwólcie nam rozwijać się. Proszę.
Istnieją oczywiście, decyzje, które mogą pozostawić za sobą ślad na całe życie, tak jak na przykład to czy chcemy mieć tatuaż, czy rozpocząć życie seksualne. I oczywiście macie prawo nas uświadomić o konsekwencjach, jakie mogą z tego płynąć, a nawet macie taki obowiązek.
Ale skoro ważne decyzje nie powinny być podejmowane pochopnie to czy nie uważacie, że uświadamianie o konsekwencjach również nie powinno być długoterminowe? Nie powinniście na nas krzyczeć, zabraniać, ale uświadomić i pozostawić decyzje nam. Bo po prostu to, że mamy wolną wolę jest ważne. Wiemy wtedy, że nam ufacie, że my też mamy głos. A to naprawdę odstresowuje. Miejsce w głowie, które mogło być wypełnione złością o nieszanowanie naszych decyzji, zostaje wypełnione rozważeniami waszych słów, przestróg. Pojawia się lampka „czy ja naprawdę chcę to zrobić” a potem podejmujemy decyzje, naszą. Taką jaką wy chcieliście, albo inną i powinniście się z tym pogodzić. To nasze życie i my powinniśmy w nim mieć ostateczny głos. Bo jeśli nie będziemy umieli być niezależni to od razu po wyprowadzce będziemy rozpaczliwie szukać kogoś, kto by nad nami panował. A to skończy się źle np. pracą, gdzie ci wchodzą na głowę i w dodatku nie płacą za nadgodziny. Albo bardzo toksycznym związkiem…
A tego to chyba swoim dzieciom nie życzycie, co nie?
,Nikt mnie nie rozumie” – dorośli odbierają to jako jęczącą, monotonną odzywkę, ale tak naprawdę Rodzice – czy wy rozumiecie swoje dzieci? Czasem nie możemy na was liczyć tak jak nam jest potrzebne, uważacie nasze problemy za błahe, o ile je w ogóle zauważycie.
A potem kiedy nagle coś was ruszy (zwykle wtedy, kiedy się na was wkurzymy i chcecie wiedzieć co się dzieje) to nagle leci ten słynny tekst ,, Rozmawiaj ze mną, ty mi nic nie mówisz”. Jak my się u licha mamy w tej sytuacji czuć? Nie widzicie nas przez większość czasu, kiedy czujemy się źle, a potem nagle żądacie spowiedzi. Jak my mamy się w takiej sytuacji czuć komfortowo. Po raz kolejny to wy dyktujecie warunki. Wasze zadanie to być dla nas najważniejsi, nie ma w tym kompromisu.
Pomyślcie wy dorośli o nas nastolatkach jako młodych ludziach, którzy myślą, czują, mają potrzeby…

 

Cyfrowy detoks


Nałogowe korzystanie z nowych technologii jest tak samo niebezpieczne jak inne uzależnienia behawioralne jak pracoholizm, zakupoholizm, hazard. Uzależnienia sprawiają, że tracimy kontrolę nad sobą, niszczymy siebie, swoje życie, ale też życie najbliższych. Chociaż uzależnienia dotyczą wszystkich grup społecznych to jednak młodzi ludzie są najbardziej narażeni na ich destrukcyjne działanie.
Dlaczego młode osoby są najbardziej narażone na uzależnienia?
Mózg nastolatka bardzo intensywnie się przebudowuje. Można powiedzieć, że tworzy się na nowo. Z tego powodu nastolatek ma wydajność emocjonalną czy empatyczną na poziomie 1/3 mózgu dorosłego człowieka, co może powodować różne kłopoty związane np. z komunikacją. To, co dzieje się w mózgu powoduje, że nastolatek domaga się bodźców, potrzebuje eksplorować świat i niekoniecznie przyjmuje wiedzę dorosłych. Będzie do niej podchodził z nieufnością. W tym czasie mózg obejmuje swoją percepcją tylko to, co jest niezbędne, by funkconować i żyć. To jest czas, kiedy nastolatki myślą, że są nieśmiertelne. Nie rozumieją, że są narażone na ryzyko. Nie odczuwają, że może im się coś złego przydarzyć. Jednocześnie należy pamiętać o istocie tego czasu – jest on im niezbędny do rozwoju. Dzięki temu będą mogli „popychać świat do przodu”. Nie zgadzając się na prawdy oczywiste, doświadczając zmian, które się w nich dzieją, znajdą nowe rozwiązania starych problemów.
Jak to się przekłada na kwestię uzależnień?
Ze względu na przemiany w mózgu, nastolatek ma ograniczoną perspektywę. Uważa, że umie wszystko najlepiej np. wsiada do samochodu i jedzie 150 km/godz., chociaż ma dopiero 17 lat, a prawo jazdy posiada od miesiąca. W swoich oczach jest dobrym kierowcą. Wydaje mu się, że wszystko ma pod kontrolą. Wiadomo jednak, że tak nie jest. Ograniczona perspektywa sprawia, że dużo prościej, łatwiej i chętniej podejmują działania ryzykowne. Potrzebują motywacji, sprawdzenia się, nagrody, bodźców i ciągłej stymulacji. Wchodzi więc w uzależnienia od środków psychoaktywnych czy uzależnienia behawioralne, które bazują na zbliżonych do siebie mechanizmach. Następuje przebodźcowanie i potrzeba coraz większych bodźców, żeby w ogóle funkcjonować, realizować swoje potrzeby, coś przeżyć, mieć znajomych, poruszać się w świecie.
W związku z podejmowaniem ryzyka, motywacją, stymulacją i uzyskaniem nagrody nasz mózg wydziela tzw. hormon szczęścia – dopaminę. O ile płynie ona z naturalnych źródeł, w zdrowych ilościach, służy naszemu przetrwaniu. Natomiast w przypadku uzależnień, następuje fizyczne zalanie dopaminą. Nasz mózg się wtedy broni.
Bodźcowanie w świecie wirtualnym ...
... jest bardzo łatwo dostępne dla młodych ludzi. Nie muszę nic robić. Wystarczy, że odpalę nową grę, ściągnę aplikację, obejrzę filmik na youtube, posłucham utworu muzycznego, założę kolejne konto czegoś tam...

Znajdują się dosłownie w zasięgu ręki, bez wysiłku ...
... najłatwiej po niego sięgnąć. Posługują się nimi także rodzice, którzy w ten sposób przebodźcowują swoje dzieci. Tymczasem bodźce powinny płynąć z różnych obszarów życia – świata realnego i wirtualnego. Wtedy ułatwiają dziecku harmonijny rozwój i adaptację w rzeczywistości. Niestety wielu rodziców przechodzi od skrajności w skrajność. Albo jest smartfon i gra od 3 roku życia, co się kończy tym, że pewnego dnia budzą się z nastolatkiem, który nie jest taki, jak im się wydawał. Albo próbują go tak przebodźcować, że on nie jest w stanie tego znieść: nauka kilku języków, gra na skrzypcach, sporty wodne, korepetycje etc. Zajmują młodemu człowiekowi czas od początku do końca.
A przecież potrzebują jeszcze odpocząć, zresetować się w zdrowy sposób po całym dniu.
Jeśli mamy do czynienia z małym dzieckiem, ono będzie nas słuchało. Ale jeśli jest to nastolatek, może się zbuntować. I należy pamiętać – bardzo dobrze, że się nam buntuje. Bunt, nawet mały jest potrzebny nastolatkowi do rozwoju i eksplorowania świata, kiedy może się sparzyć, doświadczyć, że coś wygląda inaczej, niż mu się wydawało. Rolą rodziców jest, żeby mu ten bunt umożliwić w poczuciu bezpieczeństwa, którego z resztą młody człowiek oczekuje. Rodzice są potrzebni nastolatkowi, żeby go akceptowali, rozumieli i empatycznie podchodzili do różnych jego nowych, oryginalnych pomysłów. Dlatego tak ważne jest rozumienie mechanizmów rozwoju dziecka, związanych choćby z przemianami w mózgu. Rodzice muszą mieć świadomość, że kiedy wieczorem kładzie się spać znany im nastolatek, rano może się obudzić inny nastolatek. Zrozumienie i empatia dla tych zmian jest ze strony rodziców niezmiernie ważna. Wracając do nowych technologii, musimy pamiętać, że nie powstanie już świat, w którym będziemy bez nich żyć. Chodzi więc o to, by wyrobić samemu sobie i pomóc dziecku w nabyciu właściwych wzorców funkcjonowania w wirtualnym świecie. Żeby nie przeniosło się tam życie nastolatka.
W trudnym czasie edukacji zdalnej jest to szczególnym wyzwaniem. Młodzi ludzie spędzają w internecie od 2 do 8 (i więcej godzin) dziennie. Po wtłoczeniu na siłę w zdalną edukację przez internet, spędzają w nim jeszcze więcej godzin.
Drodzy rodzice, bądźcie świadomi kształtowania od samego początku dobrych nawyków u dziecka. Jeżeli wprowadzamy zdrowe założenia dotyczące np. korzystania z nowych technologii i konsekwentnie się ich trzymamy, dziecko doceni wartość konsekwencji. Będzie się czuło bezpiecznie w swoim otoczeniu. Pozna także na czym polega dobra relacja między rodzicem a dzieckiem.
Jakie są sygnały, że incydentalne, zdrowe zachowania przechodzą w uzależnienie?
Jeśli rodzic zobaczy, że dziecko nie ma żadnych innych zainteresowań, tylko świat gier, telefonu czy tabletu, spędzając tam dużo czasu, jest to poważny sygnał, by zareagować. Kluczowa jest uważność rodziców, by dostrzec moment, kiedy szala zaczyna się przechylać. Pytanie: ile czasu młody człowiek spędza przed komputerem czy w internecie, a ile czasu poświęca np. na piłkę nożną, realne kontakty z rówieśnikami, naukę języka etc.
To są subtelne sygnały, które uważny rodzic wyłapie. Tego rodzaju uważna profilaktyka rodzicielska, powinna istnieć od bardzo wczesnego wieku.
Młodzi ludzie czerpią wzorce od dorosłych. Jeżeli my dla własnego spokoju puszczamy dzieciom wiele godzin bajek w samochodzie czy samolocie, to nie dziwmy się później, że po 3, 4 latach takiego funkcjonowania młody człowiek właśnie w świecie wirtualnym szuka atrakcji, spełnienia, znajomości, bezpieczeństwa. Bardzo trudno jest dostrzec rodzicom czy ich dziecko jest uzależnione od nowych technologii, jeśli sami przez wiele godzin „siedzą” w telefonie albo przed telewizorem i mało czasu przebywają z nastolatkiem. Ale trzeba pamiętać, że nastolatek – nawet gdy nas odtrąca, bo jest w danym momencie zły – potrzebuje rodziców. Mózg młodego człowieka się przebudowuje. Jest on mniej empatyczny, trudniej czyta uczucia, łatwiej mu kogoś zranić, mimo, że wcale nie ma takiego zamiaru. Wcale nie chce być zły. On jest cały czas dzieckiem. Potrzebuje mamy, która powie dobre słowo, przytuli, wysłucha i nie będzie go krytykować czy karać np. zabieraniem telefonu komórkowego. Dorośli oczekują akceptacji. Tym bardziej potrzebują jej dzieci.
Bardzo często sie zdarza, że nastolatki przychodzą do rodziców prosząc, żeby coś z tym zrobili. Aby nastolatek poszedł do mamy czy taty (i nie był to już krytyczny moment, w którym młody człowiek całym sobą woła, że jest źle a rodzice nie mogą nie widzieć problemu), musi się on czuć bezpiecznie już wcześniej. Musi mieć świadomość, że nawet jeśli warknie, skrzywi się, rodzice nie odwrócą się od niego. Nawet zwykłe przysiąście na brzegu łóżka, choć nastolatek może powiedzieć: „nie chcę z tobą gadać”, albo zakryje się kołdrą, nie znaczy, że on tak myśli. Można wtedy powiedzieć: „po prostu chcę pobyć z tobą. Nie chodzi o to, że ty musisz być ze mną”.
Jako rodzice całym sobą kochajmy nasze dzieci i doceniajmy ten wiek, kiedy są małe i dorastają. Mamy wtedy szanse spędzić z nimi najwięcej czasu, bo lada moment wyfruną z domu. A ile z tego domu wyniosą, tak wielkie skrzydła będą miały na start w dorosłym życiu.

 

Czas na nawyki

Kiedy mówimy o nawykach, zwykle mamy na myśli automatyczne zachowania. Jednak musimy uświadomić sobie, że nawyki są w naszych umysłach i właśnie tutaj mają źródło wszelkie nawykowe zachowania.
Czym jest nawyk? Każdy z nas, czy duży, czy mały – w wyniku rozwoju i doświadczeń życiowych – wykształca w pewne sposoby reagowania, które z czasem zmieniają się
w nawyki. Źródła nawyków mogą być bardzo różne – od naśladowania: dzieci naśladują najpierw rodziców, a później rówieśników, czy idoli, a na indywidualnie podejmowanych działaniach np. realizacji hobby – kończąc.
Bez względu na sposób ich powstawania, nawyki odgrywają kluczową rolę w życiu – ponieważ mogą przyczyniać się do naszych sukcesów lub porażek, gdy w wyniku nawyku np. radzenia sobie ze stresem podejmujemy zachowania ryzykowne, które mogą prowadzić do uzależnień.
A ile czasu wymaga wyrobienie nawyku? Teorii jest wiele, jednak podstawą jest założenie, że do stworzenia nawyku potrzeba ciągłego i regularnego powtarzania danej czynności, w wyniku czego powstaje nowego połączanie neuronalne w mózgu. Jednak wśród naukowców nie ma zgody co do długości czasu, który jest konieczny do wytworzenia określonego nawyku.
Teoria 66 dni stworzona przez londyńskich badaczy z University College (2009 r.) mówi
o tym, że średni czas potrzebny do tego, aby zachowanie weszło w nawyk, wynosi 66 dni. Badacze na podstawie wyników przeprowadzonych eksperymentów zauważyli, iż rozbieżność czasu pomiędzy poszczególnymi osobami jest dosyć duża.
W ramach eksperymentu każdy jego uczestnik wybierał sobie czynność związaną z „jedzeniem lub piciem bądź pewną formę aktywności, którą miał podejmować codziennie w takim samym kontekście (na przykład „po śniadaniu”) przez 12 kolejnych tygodni. Okazało się, że rozrzut wśród badanych był ogromny — od 18 do 254 dni — co oznacza, że bardzo różnimy się od siebie pod względem czasu, w którym zaczynamy jakąś czynność wykonywać automatycznie. W przypadku niektórych osób kształtowanie nawyków może potrwać naprawdę długo.
Owszem, popularne są zadania polegające na wypracowaniu przyzwyczajenia w 21 czy w 30 dni jednak prawdopodobnie to czas wystarczający na wyrobienie np. prostego nawyku wstawania wcześnie rano, ale osiągnięcie poważniejszego celu — choćby realizację jakiegoś twórczego hobby zamiast przesiadywania przed grami online — zajmie już dużo więcej czasu.
Jak widać trudno jest jednoznacznie stwierdzić, ile czasu potrzeba, aby powtarzane czynności przekształciły się w nawyki. Najbardziej racjonalnym podejściem wydaje się założenie, że jest to sprawa indywidualna dla każdego z nas. Są jednak czynniki, które wpływają na ilość czasu i powodzenie we wprowadzaniu oraz ugruntowaniu nowego – zdrowego nawyku, to:
• pozytywne zmiany, które wypracowany nawyk wywoła i spowoduje, że zwiększy się poczucie własnej wartości, a wówczas podskoczy również nasza determinacja
• gotowość do zmiany i dlatego warto wspierać dziecko w poszukiwaniu pasji, nie zostawiać go samego. Chodzi tutaj o sytuację, że „nie mówimy”: zostaw ten komputer, smartfon – idź na podwórko, tylko staramy się spędzić razem czas z dzieckiem
• atrakcyjność nowego nawyku np. sportu, znowu pomoże w lepszej samoocenie.
Warto podkreślić, że niestety złe nawyki te, które prowadzą do uzależnień, zazwyczaj kształtują się dużo szybciej niż te dobre.
Największymi wrogami wypracowania dobrych nawyków są przerwy i wymówki. Tylko działania podejmowane codziennie i systematycznie mają szansę stać się nawykiem – i po pewnym czasie będziemy je wykonywać automatycznie. Jednak aby dobre przyzwyczajenie przekształciło się w nawyk, musimy mieć motywację, wsparcie, jasno określony cel oraz dobry „PLAN”:
• warto, określić powód, dla którego chcemy wypracować dany nawyk
• wyznaczyć liczbę wprowadzanych nawyków i tu jakość, a nie ilość ma znaczenie
• stałą porę np. gry na instrumencie
• zapewnić wsparcie, czyli znalezienie osoby, która ma podobny cel – np. kolegi, aby zacząć regularnie ćwiczyć
• prowadzić notatnik – ponieważ zapisując działania, obserwujemy co i jak zmienia się
w naszej codzienności, zmiana jest dzięki temu mierzalna i łatwiej zauważyć pierwsze sukcesy, co szczególnie ważne jest przy pracy z dzieckiem czy nastolatkiem.
Pamiętajmy, że czas wykształcenia nawyku jest indywidualny, a brak sukcesów po teoretycznych 66 dniach może być frustrujący i zniechęcający do dalszych działań.
Wróćmy ponownie do wspomnianych, brytyjskich badań opublikowanych w 2009 r., że na poziomie fizjologicznym opuszczenie jednego dnia nie zaszkodzi nawykowi; jednak – i tu ważne – na poziomie psychologicznym może okazać się problemem i prowadzić do powrotu starych przyzwyczajeń. Dlatego lepiej jest nie opuszczać ani jednego dnia i pamiętać o wynikach badań — aby nie zniechęcać się, ani nie tracić tego, co zostało już osiągnięte.
I teraz najważniejsze. Zachęcam Was rodzice do zmiany i podjęcia wyzwania detoksu cyfrowego – nauczenia dzieci – nowych, zdrowych nawyków.

„Dobre nawyki to klucz do wszelkich sukcesów, złe zaś to otwarte wrota, przez które wkracza porażka”.
Og Mandino

arystoteles

 

Zmień swoje nawyki na dobre – dowiedz się, jak wpoić je dziecku.


Wiosna to dla wielu osób czas na zmiany. Ładna pogoda i dłuższe dni motywują do podejmowania nowych postanowień. Nic dziwnego, to dobra okazja, aby zmienić swoje życie, wypracować nowe, dobre nawyki – więcej czasu spędzać z rodziną (szczególnie aktywnie), mniej pracować, a więcej się ruszać, schudnąć, powrócić do dawnej, porzuconej pasji itd. Często jednak szybko nadchodzi refleksja, że znowu nie zrealizowaliśmy zaplanowanych zadań, że jesteśmy do niczego, że nigdy niczego nie zmienimy. I znowu szukamy okazji do nowych postanowień, tym razem urodzinowych, od poniedziałku, od wakacji, od jutra…

 Nawyki, czyli czynności wyuczone
Nawyk to w terminologii psychologii zautomatyzowana czynność, sposób zachowania i reagowania, które nabywa się w wyniku ćwiczenia, głównie przez powtarzanie. Podręcznikowo nawyk zautomatyzowany to wyuczony składnik zachowania się jednostki utworzony przez świadome uczenie się, poprzez z góry zamierzone ustalenie i automatyzację czynności pierwotnie niezautomatyzowanej.

Nawyki dzielimy na ruchowe, językowe, myślowe i poznawcze. Psychologowie i eksperci w dziedzinie behawioryzmu twierdzą, że wprowadzenie nowego nawyku w życie trwa około 20 do 70 dni. W praktyce często wskazywany jest okres 30 dni.

Mamy różne nawyki, dobre i złe. Nawykiem jest prowadzenie samochodu, jazda na nartach czy rowerze, mycie zębów, wieczorny telefon do rodziców. Nawyk to również: jedzenie w nocy, wieczorny drink, siedzenie przed telewizorem, odkładanie pracy na później. Oczywiście chcemy zmienić swoje złe nawyki, wytworzyć w ich miejsce nowe, korzystne dla naszego zdrowia, finansów, rodziny, pracy czy kariery. Najlepiej od razu wykształcić u siebie i u dzieci te dobre, prawidłowe. Oduczanie się złych nawyków jest niestety bardzo trudne, czasochłonne, wymaga samozaparcia, dobrej woli i systematyczności, stałego powtarzania.

Dobre nawyki – jak zacząć je wprowadzać w życie

Jak pracować nad tworzeniem dobrych nawyków? Po pierwsze, trzeba bardzo wyraźnie określić, co jest tym dobrym nawykiem, o który nam chodzi. Jakie przykładowo nawyki chcielibyśmy wypracować u swoich dzieci?
• Zanoszę po śniadaniu swój talerz, kubek i sztućce do kuchni (wkładam do zmywarki).
• Wieczorem codziennie co najmniej dwie minuty myję zęby.
• Codziennie 10 minut uczę się angielskiego.
• Wieczorem przygotowuję potrzebne materiały na kolejny dzień do szkoły.
• Codziennie wynoszę śmieci.
• Wkładam swoje użyte ubrania do kosza na brudne rzeczy.
• Składam swoje wyprane rzeczy i wkładam na miejsce w szafie.
• Czytam codziennie co najmniej 20 minut.
• Gram na komputerze dopiero po zrobieniu wszystkich zadań domowych.
• Po po zakończonych lekcjach natychmiast wychodzę na spacer z psem.
• Dwie godziny przed snem nie oglądam telewizji, nie gram na komputerze, nie używam komórki.
• Śpię 8 godzin.
• We wtorek i piątek podlewam kwiaty w swoim pokoju.
• Codziennie przez pół godziny uprawiam sport.

Lista nawyków w praktyce mogłaby być nieograniczona, ale pamiętajmy, że nie można pracować równocześnie nad zbyt dużą liczbą pożądanych zachowań, wystarczy sześć czy siedem. Dopiero po wypracowaniu i utrwalaniu nowego nawyku możemy usunąć go z listy
i na to miejsce wstawić nowe wyzwanie.

Wypracowanie dobrych nawyków u dziecka

Jak pracować nad wytworzeniem tych nawyków u dziecka? Na pewno wyjaśnić mu, dlaczego powinno tak robić, dokładnie pokazać wykonanie danej czynności, na początku pomagać
i delikatnie przypominać, chwalić i dziękować za zrobienie danej rzeczy. W żadnym wypadku i w żaden sposób nie karać za niezrobienie czegoś. Jeśli chcemy, by ktoś wykształcił nawyk, powinniśmy chwalić go za każdym razem, kiedy zrobi właśnie to, na czym nam zależy. Takie chwalenie jest ciągłym utrwalaniem nowego zachowania. Chwalimy tak długo, aż dany nawyk się utrwali. Potem powinniśmy chwalić za jego wykonanie co jakiś czas, sporadycznie, tak by pokazywać, że nadal doceniamy nową umiejętność czy zachowanie.

Dziennik nawyków

A jak sprawdzać codzienne wykonanie? Przydatnym narzędziem może być dziennik nawyków – habit tracker. To rodzaj notatnika, w którym zaznaczamy, czy dany cel, zadanie, upragniony nawyk został w danym dniu wykonany. Najczęściej rozpisujemy go na cały miesiąc, bo tyle mniej więcej trzeba czasu na utrwalenie zachowania. Jeden habit tracker może mieć odrębne części dla kilku członków rodziny. Jeśli to dla nas wygodniejsze, możemy przygotować kilka oddzielnych dzienników. Wieczorne lub poranne sprawdzanie zaznaczeń na kalendarzu i podsumowanie dnia może być ciekawym rodzinnym spotkaniem.

Pierwszym zadaniem będzie już wspólne zrobienie własnego dziennika nawyków. To proste – w zeszycie, na dużej kartce papieru itp. robimy tabelę z dniami miesiąca (lub z trzydziestoma kolejnymi dniami, gdy nie chcemy czekać z rozpoczęciem wyzwania na początek miesiąca). Umieszczamy ją w widocznym miejscu. Liczba wierszy zależy od tego, ile zadań chcemy obserwować. Potem wspólnie trzeba zdecydować i wybrać, jakie nawyki umieścimy na kartce, czyli jakie nawyki chcemy kształtować. I już możemy przystąpić do wprowadzania zmian.
Można również wydrukować przygotowaną przez nas tabelę, która posłuży za inspirację lub gotowy dzienniczek.

Habit tracker – jak to działa

W dzienniczku widać wyraźnie postęp – zaznaczone kratki, które są naszą motywacją. Samo zaznaczanie jest przyjemne i jest rodzajem nagrody, szczególnie dla dzieci, które widzą konkretne, naoczne efekty swoich działań – dowód na osiągnięty sukces. Jest to także forma planowania realizacji nawyków i celów, bo zapełnienie kratki wymaga wcześniejszego wykonania czynności. Dorośli muszą znaleźć miejsce i czas na wrzucenie w swój często mocno napięty grafik nowego zadania, nawyku, który chcą wykształcić.

Media elektroniczne przychodzą z pomocą
Zwolennikom mediów elektronicznych do pracy z nawykami można polecić kilka darmowych programów. Atrakcyjny graficznie Fabulous zdobył nagrodę Material Design Awards. Wybieramy w nim jeden z celów proponowanych przez aplikację i otrzymujemy kolejne codzienne wyzwania. Program motywuje do działania i dodatkowo mobilizuje inspirującymi cytatami. Dla początkujących niezły będzie program Todoist, który integruje się z Kalendarzem Google, a dzięki systemowi nagradzania za wykonane zadania i karania za niewykonane dobrze motywuje do działania. Sam Kalendarz Google też możemy oczywiście wykorzystywać jako aplikację To-Do oraz narzędzie do budowania nawyków.

Niezależnie od tego, czy i jakich narzędzi używamy, i tak najważniejsze są chęć i potrzeba wprowadzenia zmiany wspierane systematycznością i wytrwałością. Świadomość, po co zmieniamy i jak będziemy się czuć, kiedy osiągniemy założone cele. A przede wszystkim w ogóle rozpoczęcie procesu zmian! Każdy początek jest trudny, a przecież każda, nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Nie szukajmy więc kolejnych okazji, nie czekajmy na poniedziałek, urodziny, urlop czy początek następnego roku. Wprowadzajmy zmiany na lepsze od już. Powodzenia!

 

To wydaje się być takie oczywiste: każdy ma prawo do prywatności. A jednak wchodzimy do pokoju naszych dzieci bez pukania, sprawdzamy porządek w szafkach, zaglądamy do tornistra, zerkamy do historii przeglądarki. Dlaczego? Tłumaczymy sobie: “Przecież to jasne, że zależy mi na moim dziecku, chcę żeby było bezpieczne, umiało o siebie zadbać, było dobrze postrzegane w szkole.”.
Prywatność – czy dotyczy też dzieci?
Każdy człowiek instynktownie czuje, że są obszary w życiu, do których nie chce wpuszczać innych osób lub też dopuszcza obecność innych osób tylko za swoją zgodą. To właściwie nie budzi żadnych wątpliwości: pukamy przed wejściem do mieszkania, tym bardziej do sypialni, respektujemy zamknięte drzwi łazienki, odkładamy nie czytając listy zaadresowane do innych osób, nie wchodzimy na konta internetowe nawet bliskich nam osób, czujemy się zakłopotani, gdy niechcący jesteśmy świadkami prywatnych rozmów.
Dlaczego zatem zewsząd słychać głosy młodych, że ich prywatność nie jest szanowana? Czy prawo do prywatność przysługuje od jakiegoś konkretnego wieku? A może jest tak, że nasze wyobrażenia o prywatności dziecka są inne niż jego potrzeby? A może nie zauważyliśmy, że nasze dziecko uczy się niezależności, której pierwszym etapem jest prywatność? Jak pogodzić szacunek dla prywatności dziecka z troską o jego bezpieczeństwo?
Domowa przestrzeń prywatna
Młodsze dzieci w domu lubią być blisko rodziców, a nawet jeśli się samodzielnie bawią, to obecność opiekunów jest im potrzebna. Ale w miarę rozwoju szukają swojego miejsca. Dobrze, jeśli mają własny pokój, w którym mogą zaznaczać swoją obecność, nie tylko zdobiąc go po swojemu, organizując miejsca swoich zabaw, ale także układając własne rzeczy i porządkując. Jeśli pokój zajmuje rodzeństwo, to można wesprzeć dzieci, aby wyznaczyły swoje strefy osobiste: łóżko, biurko, półka czy szuflada na drobiazgi prywatne. Ważny będzie także czas spędzany w tej przestrzeni samodzielnie, bez rodzeństwa.

Wspieranie niezależności dziecka to szacunek dla jego prywatności. Jeśli pukamy do drzwi pokoju czterolatka i czekamy na pozwolenie wejścia, to sygnał dla niego, że jego prawa są dla nas ważne. Tym bardziej, gdy rzecz dotyczy starszych dzieci i nastolatków. Wtedy też łatwiej nauczyć szacunku dla praw dorosłych. W myśl zasady: “Ja pukam do Twojego pokoju, oczekuję tego samego od Ciebie. Nie przeszkadzam Ci w zabawie, oczekuję, że nie będziesz przeszkadzać mi w moich zajęciach.”.

Każda ingerencja może i powinna być uzgadniana z dzieckiem. Ustalenia powinny być konkretne, także te, które dotyczą odstępstwa od zasady: “Szanuję Twoją prywatność, ale jeśli będę mieć uzasadnione podejrzenia, że w tym pokoju dzieje się coś, co zagraża Twojemu bezpieczeństwu (np. wchodzisz na strony dla dorosłych, korespondujesz z obcymi osobami itd.) lub jest szkodliwe dla Ciebie (papierosy, alkohol itd.), to wejdę”.
Intelektualna przestrzeń prywatna
To nic innego jak prawo do własnego zdania, do wygłaszania swoich poglądów. I wcale nie chodzi o to, żeby nieustająco podkreślać geniusz dziecka i jego wyjątkowość. Raczej o podejmowanie dyskusji na tematy, w których dziecko właśnie się wypowiada. Poważne traktowanie takich rozmów ma wiele korzystnych aspektów wychowawczych: dziecko czuje się ważne i doceniane, co wzmacnia jego samoocenę i poczucie wartości, uczy się dyskutowania i wymiany poglądów, utrwalają się więzi w rodzinie, rośnie wzajemny szacunek i zaufanie. A dla nastolatków to będzie ważny wymiar mierzenia się z oglądem rzeczywistości i przekonania rodziców np. do akceptacji ich planów.

Dzieci, z którymi się rozmawia, dyskutuje, liczy się z ich zdaniem czy opinią, będą chciały rozmawiać także wtedy, gdy przyjdą trudne momenty. Rodzic, który zbudował w swoim dziecku przekonanie o szacunku, ma szansę utrzymać zaufanie dziecka także w wieku nastoletnim. Jeśli wychowanie opiera się na zakazach i nakazach, bez poszanowania prywatności i odrębności dziecka, z podkreślaniem, że dziecko jest za młode, aby decydować o sobie, szybko może się okazać, że młody człowiek nie chce z rodzicami rozmawiać, bo nie ma zaufania do ich oglądu rzeczywistości, jest przekonany, że rodzice nie są w stanie go zrozumieć. I tu dochodzimy do kolejnej przestrzeni prywatności, czyli emocjonalnej.
Emocjonalna przestrzeń prywatna
Można by tutaj rzec, że emocje są zawsze prywatne, więc o co tu chodzi? Emocje, które wywoływane są w nas przez doświadczenia i przeżycia są osobiste. Jednak rozumienie i umiejętność mierzenia się, szczególnie z trudnymi i niechcianymi emocjami, to już inna sprawa. Dziecko, nie tylko młodsze, ale także to starsze i nastoletnie, potrzebuje wsparcia w radzeniu sobie z nimi, w zrozumieniu swoich emocji.
Jak tego wsparcia udzielić?
1. Zachowaj spokój – jeśli chcesz być dla dziecka wiarygodnym, musisz najpierw poradzić sobie z własnymi emocjami. Odetchnij. Poczekaj chwilę, aż upewnisz się, że możesz podjąć spokojną rozmowę.
2. Okaż zrozumienie – przyjrzyj się dziecku. Odnieś się do kontekstu sprawy. Powiedz: “To musi być dla Ciebie trudne. Pewnie niełatwo było.”
3. Nazwij: “Widzę, że jesteś bardzo zdenerwowana. Czuję Twój niepokój. Widzę, że to Cię bardzo poruszyło.”.
4. Zaakceptuj: “Chcę Cię wesprzeć, powiedz, co mogę zrobić? Chciałabym Ci pomóc, powiedz, jakiej pomocy oczekujesz?”.
5. Porozmawiaj – bez oceniania, pouczania, doradzania, moralizowania czy filozofowania. Po prostu pogadaj ze swoim dzieckiem o sprawie, która je tak mocno porusza. Nie panikuj: “Rany, skąd dziewczyna w Twoim wieku ma takie doświadczenia?! Chyba nie zamierzasz się w to angażować?!”. Szukajcie razem rozwiązań.
6. Jeśli dziecko odmawia rozmowy, uszanuj to, ale bądź blisko i wesprzyj, gdy na to pozwoli.
Potrzeba prywatności jest w każdym z nas, bez względu na wiek. Im wcześniej dziecko nauczy się, że jego prywatność jest równie ważna, jak prywatność rodziców, tym silniej w nim rozwinie się nie tylko niezależność, wiara w siebie i zaufanie do bliskich, ale także szacunek dla prywatności innych osób.

Pozostaje jednak ciągle niepewność, gdzie jest granica prywatności, przecież dziecko może być zagrożone. Jeśli w jakiejś sytuacji masz wątpliwości, czy łamiesz prawo do prywatności lub kierując się nim, rezygnujesz z reakcji, być może narażając własne dziecko, dobrze jest zadać sobie pytanie: “Gdyby rzecz dotyczyła dorosłego, jaka byłaby moja reakcja?”. A wtedy odpowiedź nasunie się sama. A jeśli jednak okaże się, że dziecko poczuje się urażone? To przepraszam i wyjaśniam swoje intencje. Trudne? Pewnie! Ale jakie piękne, kiedy możemy obserwować, jak moja córka lub syn zaczyna przejmować odpowiedzialność za swoje życie.

#5minut DOBRA #5minut życzliwości- film

Jak rozmawiać z nastolatkiem będącym wciąż na „nie”?


Dlaczego nastolatkowie nie współpracują?
Wielu rodziców uważa, że ich dzieci nie byłyby zdolne do współpracy. Jeżeli wdałeś się już w walkę woli ze swoim dzieckiem, prawdopodobnie nie będzie chciało nawet rozmawiać o problemie. Jednak część dorosłych za „współpracę” uważa sytuację, gdy dziecko robi to, czego chcą rodzice, a nie do końca o to chodzi.
Sposobem na wprowadzenie autentycznej współpracy jest stworzenie warunków, w których nastolatek jest prawdziwie zaangażowany w tworzenie planów i propozycji rozwiązań problemów. W takiej sytuacji nie będzie próbował chronić swego poczucia sprawstwa przez bunt przeciw rodzicielskiej kontroli. Nastolatki zwyczajnie potrzebują, by rozwiązania były „ich”, a nie „rodziców”.
Jak to zrobić?
Kevin Steede autor książki „10 błędów popełnianych przez dobrych rodziców” promuje strategię: „Co jeszcze?” Polega ona na tym, że krótko opisujemy nastolatkowi problem używając faktów (np.”zostawiasz bałagan w pokoju” albo „zbyt dużo czasu spędzasz przy komuterze i smartfonie”) następnie proponujemy, by razem wymyślić, co z tym można zrobić i pytamy o jego pomysły. Zwykle pierwszy pomysł brzmi mniej więcej tak: „Przestańcie mnie o to męczyć”. Zamykamy tę sprawę sformułowaniem typu: „Jest to pewien sposób, dobrze, co jeszcze?” i wydobywamy kilka racjonalnych rozwiązań. Dopiero wtedy możemy podzielić się swoim pomysłem. Najczęściej wypracowane rozwiązanie będzie kompromisem. Dlatego ważne jest, aby umówić się na kolejną rozmowę i sprawdzić, jak ten pomysł sprawdza sie w życiu codziennym i w razie potrzeby wspólnie go zmodyfikować. Owszem, proces jest czasochłonny, wymaga dużego spokoju ze strony rodziców i odporności na możliwe prowokacje, jednak daje lepsze rezultaty niż działanie z pozycji siły: „Rób jak każę”.
O czym jeszcze należy pamiętać?
Jak już na pewno zdążyliście się zorientować – powyższy sposób dyskusji stosujemy do rozwiązania problemów istotnych. W sprawach drobnych zwyczajnie mówimy: „Po obiedzie zbierz tależe i włóż je do zmywarki” (warto dodać „proszę”). Angażowanie nastolatka w proces podejmowania decyzji uczy go umiejętności rozwiązywania problemów – rzeczy bardzo przydatnej później w pracy zawodowej. Rodzice, którzy potrafią powiedzieć: „Kocham Cię i dlatego odpowiedź brzmi nie” uzyskują lepsze wyniki niż rodzice mówiący: „Zabraniam Ci i bez dyskusji”. Przesłanie niby jest podobne, a jednak skrajnie odmiennie przyjmowane. Nastolatek to nie dorosły. Mimo, iż intelektualnie może Ciebie nawet przerastać jego system wartości i emocjonalność są jeszcze niedojrzałe. Wiele nastolatków nie potrafi w pełni pojąć długofalowych konsekwencji swoich decyzji typu: „zrobię sobie tatuaż na twarzy” itp. Nadal to rodzic jest odpowiedzialny za myślenie strategiczne, dlatego powinien prowadzić z nastoletnim dzieckiem rozmowy na ten temat.

pies_kot