Grafika: Marta Polechońska
Maturzysto sprawdź ważne dla Ciebie informacje w zakładce MATURA

Spis treści

Jak wspierać dziecko w budowaniu autonomii? Od ścisłej bliskości do wolności

Prawidłowy rozwój człowieka przebiega od ścisłej bliskości z mamą na początku życia do uzyskania pełnej niezależności w dorosłości. Droga ku temu jest długa, bywa trudna, ale także satysfakcjonująca. Jak rodzice mogą wspierać swoją pociechę w pokonywaniu tej drogi? Jakie zachowania czy postawy będą mądrze wzmacniały separację ich dziecka, a jakie mogą ten proces zakłócać?

Jak budować świadomość własnych odczuć wraz z dorastaniem dziecka?

Pierwsze chwile życia to dla dziecka czas intensywnej bliskości najpierw z mamą. Wrazz upływem czasu dziecko staje się coraz bardziej samodzielne i potrzebuje coraz większej autonomii.

Zaczyna raczkować i oddala się od mamy, potem zaczyna chodzić, w którymś momencie następuje odstawienie od piersi, pójście do żłobka/ przedszkola, następnie szkoły, pierwsze wyjazdy na obozy/ kolonie… Aż w końcu wyprowadza się z domu, by zacząć żyć na własny rachunek – w dosłownym i symbolicznym znaczeniu tego słowa. Można powiedzieć, że z jednej strony wszystkie wymienione momenty w życiu dziecka są zupełnie naturalne i rozwojowo jak najbardziej korzystne, z drugiej – często, gdy się pojawiają, rodzice przeżywają w związku z nimi mieszane uczucia. Obok dumy, radości i satysfakcji, mogą towarzyszyć im także żal czy smutek, że ich dziecko już tak bardzo ich nie potrzebuje.

Te uczucia są jak najbardziej normalne! Większość rodziców doświadczyło przysłowiowej „łezki w oku”, gdy ich pociecha szła pierwszy raz do przedszkola/ szkoły, wyjeżdżała na pierwszy obóz czy pakowała się na studia. To, co jest w tej sytuacji niezwykle ważne to zdawanie sobie sprawy z tych odczuć i ich akceptowanie. W dalszej kolejności – świadomość tego, że proces separowania się dziecka od rodzica jest zdrowy i rozwojowy, co nie oznacza, że łatwy. Czyli ważne jest, żeby z jednej strony rodzic rozumiał, że coraz większa autonomia jego dziecka jest potrzebna i jej nie blokował, a z drugiej – uznawał, że czasami może w związku z tym przeżywać smutek czy żal.

Separacja bez poczucia winy

Dla dziecka szkodliwa będzie dopiero taka sytuacja, w której tego smutku i żalu rodzic będzie przeżywał tak dużo, że będzie go mniej lub bardziej świadomie „przelewał” na dziecko. Może to przybierać postać komunikatów typu: „ważniejsi są dla ciebie koledzy i rozrywki niż czas spędzony z rodziną” (gdy dziecko jedzie na wycieczkę szkolną) lub „znowu w domu zagości cisza i smutek” (gdy kończy się weekend i dorosłe już dziecko wraca do akademika). Te komunikaty mogą nie być wyrażane tak zupełnie wprost.

To może być także taka postawa rodzica, w której zabiera on dziecko z przedszkola, ponieważ dziecko płacze przy rozstaniu. Rodzic może zbyt pochopnie i bardziej z powodu własnych lęków zinterpretować to jako brak gotowości dziecka do pójścia do przedszkola; mimo komunikatów ze strony kadry placówki, że dziecko potrzebuje czasu lub, że coraz lepiej radzi sobie w grupie. To może być także sytuacja, w której na wyjazd dziecka na studia jego matka reaguje chorobą somatyczną, np. migreną.

Jeśli trudnych uczuć związanych z separacją dziecka jest dużo, warto skorzystać z profesjonalnej pomocy i porozmawiać o tym z psychologiem. Jeśli nie są one zbyt silne i przytłaczające, wystarczy rozmowa z partnerem czy przyjacielem lub samodzielne ich opracowanie (wytłumaczenie sobie tej sytuacji i uznanie jej za zdrową i potrzebną). Ważne, żeby dziecko nie było obarczane trudnymi uczuciami rodzica. Ono ma prawo do samodzielności i autonomii – bez wyrzutów sumienia i poczucia winy w tle.

Jak zatem mógłby brzmieć wspierający dla dziecka komunikat, np. w sytuacji, gdy jedzie ono na swój pierwszy obóz wakacyjny? Dziecko mogłoby usłyszeć od swojej mamy coś takiego: „jedź synku i baw się dobrze. Mam nadzieję, że poznasz kogoś fajnego i miło spędzisz czas. My tu z tatą co prawda będziemy za tobą tęsknili, ale mamy też zaplanowane różne fajne aktywności i nie mamy zamiaru się nudzić”. Takie dziecko dostaje komunikat, że jest ważne dla rodziców, a brak jego obecności nie jest dla nich zupełnie obojętny; jednocześnie słyszy, że rodzice szczerze popierają jego wyjazd i cieszą się wizją spędzenia czasu tylko w parze. Może w związku z tym opuścić dom rodziców bez poczucia winy i z „wolną głową” zmierzyć się z wyzwaniem, jakim jest pierwszy, samodzielny wyjazd na obóz.

Jak budować równowagę w życiu rodzinnym?

Tym, co może ułatwiać usamodzielnianie się dziecka jest dbanie rodzica/ ów o własny rozwój i szukanie równowagi pomiędzy troską o dzieci, a uwagą poświęcaną sobie i związkowi. Początek rodzicielstwa bywa wymagającym czasem. Większość energii lokowana jest w zaspokajanie potrzeb dziecka. Jest to zupełnie naturalne, o ile nie przedłuża się nadmiernie. Gdy dziecko rośnie, nie potrzebuje już tyle uwagi i opieki ze strony rodziców. Zaczyna być coraz bardziej otwarte na świat zewnętrzny i coraz bardziej samodzielne.

Pytania, które warto sobie zadać, to:

Czy w natłoku obowiązków rodzicielsko – rodzinnych gdzieś z oczu nie znika para, a także partnerzy jako indywidualne jednostki?
Czy jest czas na pielęgnowanie relacji w parze i na własne zainteresowania?

Rodzic, który wpada w pułapkę zupełnej koncentracji na dziecku i jego potrzebach, gubi siebie – jako osobę i jako partnera/kę. Niestety, takiemu rodzicowi trudniej jest wspierać separację dziecka, ponieważ dziecko jest w centrum jego świata. Gdy dziecko zaczyna się oddalać, rodzic może odczuwać w związku z tym pustkę i lęk, a przez to blokować autonomię swojej pociechy. Bywają też rodzice, którzy całą swoją energię poświęcają dzieciom.

Istnieją wspólnie jako rodzice, ale nie jako partnerzy. W takich rodzinach szczególnie trudny bywa moment „wyfruwania dziecka z gniazda”. Rodzice mogą obawiać się, że po latach zaniedbań ich intymnej relacji, nie przetrwają jako para w momencie wyprowadzki dziecka z domu. Czasami więc blokują ten moment, co niekorzystnie odbija się na rozwoju ich syna czy córki. W takiej sytuacji pomocna może okazać się terapia rodzinna lub małżeńska. Niemniej, żeby nie dopuścić do takiego rozwoju wydarzeń, warto działać odpowiednio wcześnie.

Nawet, jeśli w domu jest małe dziecko dobrze jest nie tracić z oczu i pola uwagi pary rodzicielskiej, której uczucia wymagają pielęgnacji. Ponadto, każdy z rodziców powinien mieć także „swój własny świat” (np. swoich znajomych, hobby, pracę), który daje satysfakcję i jest odskocznią od życia rodzinnego. To wszystko zmniejsza ryzyko kurczowego trzymania dziecka w domu rodzinnym i blokowania go w rozwoju niezależności. Można sobie łatwo wyobrazić, jak zupełnie inną sytuację ma nastolatek u progu wyjścia z domu, w którym jest stabilna, oparta na bliskiej relacji para rodziców i gdzie każdy z rodziców ma także swoje własne, satysfakcjonujące życie, w porównaniu z rówieśnikiem wychowywanym w domu, gdzie rodzice są skonfliktowani, a jedynymi momentami, kiedy się do siebie zbliżają są sytuacje związane z wychowaniem dziecka, któremu od lat się „poświęcają”.

Jak nie traktować dziecka? To nie jest drugi dorosły.

Czasami zdarza się, że w danej rodzinie dziecko przyjmuje rolę nad wyraz dojrzałą i odpowiedzialną. Może być obsadzone w roli powiernika swojej matki, która uskarża się na zapracowanego i nieobecnego ojca. Może oczekuje się od niego, że powinno zajmować się chorą babcią/ młodszym rodzeństwem? Może rodzina ma problemy finansowe, a dziecko zamiast spędzać czas ze znajomymi, siedzi i myśli nad możliwymi rozwiązaniami tej sytuacji? Jeśli dziecko przejmuje role i zadania, które powinien pełnić dorosły, a w dodatku jest to sytuacja przedłużająca się, to może mieć niekorzystne konsekwencje dla jego rozwoju.

Takiemu dziecku trudno jest zająć się sobą i bezpiecznie odseparować od swojej rodziny, pochodzenia.

Jak zostawić nieszczęśliwą matkę?
Jak się wyprowadzić, skoro w domu jest chora babcia/ młodsze rodzeństwo i nikt poza mną nie podoła opiece nad nimi?
Jak zostawić rodziców z ich problemami finansowymi?

Tego typu dylematy mają nastolatkowie, którzy w swoich domach rodzinnych są obsadzani w roli tych „odpowiedzialnych”. Są obarczani problemami dorosłych, których nie są w stanie rozwiązać. Niesie to ze sobą ogromny bagaż odpowiedzialności i poczucia winy, z którym zostawieni są sami sobie. Tym, co będzie wspierało dziecko w procesie separacji, jest taka sytuacja w domu rodzinnym, w którym jest jasny zakres odpowiedzialności i gdzie dorośli dbają o dorosłe sprawy (takie jak np. finanse, relacja w parze, opieka nad dziećmi). Pamiętaj, żeby nie opowiadać dziecku o kłótni z partnerem czy problemach w pracy. To są obszary, w które ono nie powinno być włączane.
Każdy człowiek ma w sobie wewnętrzną potrzebę budowania autonomii, niezależności, odróżnienia siebie od innych i separowania się. Dziecka nie trzeba specjalnie namawiać do tego, by zaczęło chodzić, by na etapie tzw. „buntu dwulatka” wyrażało swoje zdanie, by było zainteresowane przedszkolem/ szkołą, zawieraniem znajomości, by się buntowało w okresie nastoletnim. Potrzeba separowania się jest naturalna i zupełnie rozwojowa. Nie trzeba jej więc jakoś specjalnie wzmacniać. Czasami jednak pewne zachowania dorosłych z otoczenia dziecka mogą tę potrzebę blokować. Warto zatem z refleksją przyjrzeć się własnych uczuciom, myślom i zachowaniom związanym z momentami, kiedy dziecko zaznacza swoją potrzebę autonomii i separacji.

Czy przypadkiem jako rodzic nie przelewam wtedy swoich trudnych uczuć na dziecko?
Czy dbam o siebie, o relacje w parze i dzięki temu moje dziecko nie otrzymuje przekazu, że mu się „poświęcam”?
Czy w naszej rodzinie dziecko lub dzieci mogą nimi być i nie muszą pełnić nad wyraz „dojrzałych” ról?

Szczera odpowiedź na te i podobne pytania wymaga odwagi i jest wyrazem prawdziwej dojrzałości oraz troski o dziecko. Jeśli te odpowiedzi nie są satysfakcjonujące, warto bliżej przyjrzeć się sytuacji w rodzinie i być może skorzystać z profesjonalnej pomocy.

 

Okres buntu z perspektywy nastolatka


To relacja – opowieść napisana przez nastolatków o tym jak sami widzą swój czas dorastania w konfrontacji z dorosłymi.
To tekst bez cenzury i dlatego przede wszystkim bardzo wartościowy. Tekst szczególnie dla tych dorosłych, którzy mają zgodę na usłyszenie czasem trudnych, być może niezrozumiałych i kategorycznych stwierdzeń wypowiadanych przez nastolatków.
Rodzice uważają, że dzieci buntują się, że ich nie słuchają, że robią im na złość. Jednak kiedy rozłożymy ,,bunt” na czynniki pierwsze może się to okazać nie takie łatwe. Kiedy dzieci wchodzą w okres nastoletni zaczynają w sobie kształtować swój własny światopogląd i system moralny, który często się nie pokrywa z systemem dorosłego.
Różnice jakie ty dostrzegasz jako rodzic, ja dostrzegam tak samo jako nastolatek. I tak na logikę – jeśli rodzic czuje się atakowany przez dziecko innością jego światopoglądu, to dziecko czuje się tak samo, z tą różnicą, że światopogląd rodzica jest stały i stabilny. Był przez wiele lat popierany przez dziecko, które wcześniej nie miało na tyle doświadczenia, by się z nim nie zgadzać poprzez posiadanie własnego. A światopogląd dziecka jest nowy, jeszcze nie był popierany a od początku może być traktowany przez rodzica jako coś złego.
Zatem są teraz dwa wyjścia albo nastolatek się załamie dlatego, że pogodzi się z tym, że posiadanie własnego zdania jest odbierane za agresywne i stanie się uległą, strachliwą beczką smutku, albo zacznie próbować udowodnić, że jego szkielet moralny wcale nie jest taki głupi, i że zdanie dziecka jest inne niż zdanie rodzica.
Kiedy dziecko chce udowodnić swoje racje, rodzic odbiera to jako skok na niego, co za tym idzie jako bunt. Teraz rodzice mogą zacząć się bulwersować, że skąd nastolatek może wiedzieć jak co odbierają dorośli, ale jeśli dorośli mogą pisać książki o psychologii nastolatków, to ja jako dziecko chyba mogę się wypowiedzieć o psychologii dorosłych.
Zmiany w naszej psychice z perspektywy rodzica są raptowne i szybkie. Ale z naszej perspektywy te zmiany są długie i zawiłe. Mimo, że z zewnątrz minął tylko tydzień, to w naszej głowie przewinęły się przez ten czas miliardy myśli, koncepcji, rozważeń. Przez to, że mamy własne, nowe zdanie, dostajemy po prostu pałera, chcemy przetestować co nam odpowiada.
I tak faktycznie, przyznaję się – robimy wam czasem na złość, ale spróbujcie zagłębić się dlaczego. Wy podważacie wprost nasze decyzje swoim autorytetem, który posiadacie względem nas, ale my tego nie mamy. Wobec czego idzie nam trudniej podważyć wasze opinie. Jeżeli wy nie nauczycie się szanować naszych decyzji, to my nie zechcemy szanować waszych.
Możecie na nas nakrzyczeć, dać nam karę, czy walnąć kazanie, jeżeli nie podoba wam się cokolwiek co robimy. Nastolatki nie mogą walnąć kazania np. ojcu czy dać mu kary. Przecież nawet próba niezgody jest odbierana jako brak szacunku, na który my jak widać może nie zasługujemy. Nasze słowa są niesłyszalne a jeżeli słowa nie działają to trzeba przejść do czynów. I to wie każdy kto kiedyś uczestniczył w strajku.
My, w ramach eskalacji naszego niezadowolenia, staramy się postawić was w naszej sytuacji i liczymy, że obudzi się w was choć odrobina empatii.
Teraz druga ważna rzecz, podejście do tematu z drugiej strony. Otóż zadziwię was – NIE ZAWSZE ROBIMY WAM NA ZŁOŚĆ. To o czym mówiłem wcześniej to odzew na poczucie bezsilności, której nie chcemy odczuwać, ale robimy to niezmiernie rzadko, dlatego, że naszą misją nie jest upodlenie was, a osiągnięcie czegoś… Na przykład wolności słowa, której nie mamy, (śmieszne jest to, że wszyscy mamy ją zagwarantowaną w konstytucji, ale nie pozwalają nam jej używać). Nie myślcie za każdym razem, że kiedy zrobimy coś po swojemu, to po to, żeby wam było niemiło. Naprawdę, rodzice, nie jesteście pępkiem świata, nie wszystko kręci się wokół was.
Decyzje. To nieodłączna część życia każdego człowieka. Młodzież też ludzie, też potrzebuje się wypowiedzieć i mieć nad czymś kontrolę. Niestety nie zawsze możemy, ponieważ blokuje nas bardzo często pryzmat niedojrzałości narzucany nam przez wiek. ,,No przecież co taki nastolatek o życiu wie, przecież on to nic nie rozumie, on jest za młody, za głupi”. Tylko, gdy pomyśleć logicznie to my właściwie rozumiemy więcej od dorosłych. Ponieważ dorośli są strasznie pochłonięci pracą, sobą i tym systemem, który ma im pozwolić żyć dalej. My rozumiejąc ten system nie należymy do niego w stu procentach (serio, rozumiemy ten system, wiemy, że pieniądze na drzewach nie rosną i zaczynamy planować kim będziemy i jak będzie wyglądać nasze życie w przyszłości). Oprócz świata monotonnych rozważań o tym, jak przeżyć następny dzień, należymy również do świata emocjonalnego, enigmatycznego zgiełku, którego wy tak bardzo nie rozumiecie.
Dlatego w sumie gadanie ,,bo on to nic nie rozumie” jest naprawdę nie na miejscu, biorąc pod uwagę, że my rozumiemy wasz świat a wy nie rozumiecie naszego.
Skoro doszliśmy do tego, że nastolatki jednak coś w głowach mają to może powrócimy do głównego tematu tego akapitu. Pozwólcie nam podejmować decyzje, i dobre, i złe. Bo jeśli nie przejdziemy teraz tego złego, kiedy jesteśmy jeszcze plastyczni emocjonalnie, to sobie nie poradzimy później. Musimy podejmować decyzje a potem brać za nie odpowiedzialność. A wy, zamiast się wściekać, kiedy coś sknocimy, powinniście nam pomóc sobie z tym poradzić. Szczególnie po to, żebyśmy po upadku wstali z nowym doświadczeniem i silniejsi dzięki wiedzy jak sobie radzić w życiu. Na tym polega nauka, ewolucja a my w tym wieku naprawdę mocno ewoluujemy. Nie blokujcie tego procesu, pozwólcie nam rozwijać się. Proszę.
Istnieją oczywiście, decyzje, które mogą pozostawić za sobą ślad na całe życie, tak jak na przykład to czy chcemy mieć tatuaż, czy rozpocząć życie seksualne. I oczywiście macie prawo nas uświadomić o konsekwencjach, jakie mogą z tego płynąć, a nawet macie taki obowiązek.
Ale skoro ważne decyzje nie powinny być podejmowane pochopnie to czy nie uważacie, że uświadamianie o konsekwencjach również nie powinno być długoterminowe? Nie powinniście na nas krzyczeć, zabraniać, ale uświadomić i pozostawić decyzje nam. Bo po prostu to, że mamy wolną wolę jest ważne. Wiemy wtedy, że nam ufacie, że my też mamy głos. A to naprawdę odstresowuje. Miejsce w głowie, które mogło być wypełnione złością o nieszanowanie naszych decyzji, zostaje wypełnione rozważeniami waszych słów, przestróg. Pojawia się lampka „czy ja naprawdę chcę to zrobić” a potem podejmujemy decyzje, naszą. Taką jaką wy chcieliście, albo inną i powinniście się z tym pogodzić. To nasze życie i my powinniśmy w nim mieć ostateczny głos. Bo jeśli nie będziemy umieli być niezależni to od razu po wyprowadzce będziemy rozpaczliwie szukać kogoś, kto by nad nami panował. A to skończy się źle np. pracą, gdzie ci wchodzą na głowę i w dodatku nie płacą za nadgodziny. Albo bardzo toksycznym związkiem…
A tego to chyba swoim dzieciom nie życzycie, co nie?
,Nikt mnie nie rozumie” – dorośli odbierają to jako jęczącą, monotonną odzywkę, ale tak naprawdę Rodzice – czy wy rozumiecie swoje dzieci? Czasem nie możemy na was liczyć tak jak nam jest potrzebne, uważacie nasze problemy za błahe, o ile je w ogóle zauważycie.
A potem kiedy nagle coś was ruszy (zwykle wtedy, kiedy się na was wkurzymy i chcecie wiedzieć co się dzieje) to nagle leci ten słynny tekst ,, Rozmawiaj ze mną, ty mi nic nie mówisz”. Jak my się u licha mamy w tej sytuacji czuć? Nie widzicie nas przez większość czasu, kiedy czujemy się źle, a potem nagle żądacie spowiedzi. Jak my mamy się w takiej sytuacji czuć komfortowo. Po raz kolejny to wy dyktujecie warunki. Wasze zadanie to być dla nas najważniejsi, nie ma w tym kompromisu.
Pomyślcie wy dorośli o nas nastolatkach jako młodych ludziach, którzy myślą, czują, mają potrzeby…

 

Cyfrowy detoks


Nałogowe korzystanie z nowych technologii jest tak samo niebezpieczne jak inne uzależnienia behawioralne jak pracoholizm, zakupoholizm, hazard. Uzależnienia sprawiają, że tracimy kontrolę nad sobą, niszczymy siebie, swoje życie, ale też życie najbliższych. Chociaż uzależnienia dotyczą wszystkich grup społecznych to jednak młodzi ludzie są najbardziej narażeni na ich destrukcyjne działanie.
Dlaczego młode osoby są najbardziej narażone na uzależnienia?
Mózg nastolatka bardzo intensywnie się przebudowuje. Można powiedzieć, że tworzy się na nowo. Z tego powodu nastolatek ma wydajność emocjonalną czy empatyczną na poziomie 1/3 mózgu dorosłego człowieka, co może powodować różne kłopoty związane np. z komunikacją. To, co dzieje się w mózgu powoduje, że nastolatek domaga się bodźców, potrzebuje eksplorować świat i niekoniecznie przyjmuje wiedzę dorosłych. Będzie do niej podchodził z nieufnością. W tym czasie mózg obejmuje swoją percepcją tylko to, co jest niezbędne, by funkconować i żyć. To jest czas, kiedy nastolatki myślą, że są nieśmiertelne. Nie rozumieją, że są narażone na ryzyko. Nie odczuwają, że może im się coś złego przydarzyć. Jednocześnie należy pamiętać o istocie tego czasu – jest on im niezbędny do rozwoju. Dzięki temu będą mogli „popychać świat do przodu”. Nie zgadzając się na prawdy oczywiste, doświadczając zmian, które się w nich dzieją, znajdą nowe rozwiązania starych problemów.
Jak to się przekłada na kwestię uzależnień?
Ze względu na przemiany w mózgu, nastolatek ma ograniczoną perspektywę. Uważa, że umie wszystko najlepiej np. wsiada do samochodu i jedzie 150 km/godz., chociaż ma dopiero 17 lat, a prawo jazdy posiada od miesiąca. W swoich oczach jest dobrym kierowcą. Wydaje mu się, że wszystko ma pod kontrolą. Wiadomo jednak, że tak nie jest. Ograniczona perspektywa sprawia, że dużo prościej, łatwiej i chętniej podejmują działania ryzykowne. Potrzebują motywacji, sprawdzenia się, nagrody, bodźców i ciągłej stymulacji. Wchodzi więc w uzależnienia od środków psychoaktywnych czy uzależnienia behawioralne, które bazują na zbliżonych do siebie mechanizmach. Następuje przebodźcowanie i potrzeba coraz większych bodźców, żeby w ogóle funkcjonować, realizować swoje potrzeby, coś przeżyć, mieć znajomych, poruszać się w świecie.
W związku z podejmowaniem ryzyka, motywacją, stymulacją i uzyskaniem nagrody nasz mózg wydziela tzw. hormon szczęścia – dopaminę. O ile płynie ona z naturalnych źródeł, w zdrowych ilościach, służy naszemu przetrwaniu. Natomiast w przypadku uzależnień, następuje fizyczne zalanie dopaminą. Nasz mózg się wtedy broni.
Bodźcowanie w świecie wirtualnym ...
... jest bardzo łatwo dostępne dla młodych ludzi. Nie muszę nic robić. Wystarczy, że odpalę nową grę, ściągnę aplikację, obejrzę filmik na youtube, posłucham utworu muzycznego, założę kolejne konto czegoś tam...

Znajdują się dosłownie w zasięgu ręki, bez wysiłku ...
... najłatwiej po niego sięgnąć. Posługują się nimi także rodzice, którzy w ten sposób przebodźcowują swoje dzieci. Tymczasem bodźce powinny płynąć z różnych obszarów życia – świata realnego i wirtualnego. Wtedy ułatwiają dziecku harmonijny rozwój i adaptację w rzeczywistości. Niestety wielu rodziców przechodzi od skrajności w skrajność. Albo jest smartfon i gra od 3 roku życia, co się kończy tym, że pewnego dnia budzą się z nastolatkiem, który nie jest taki, jak im się wydawał. Albo próbują go tak przebodźcować, że on nie jest w stanie tego znieść: nauka kilku języków, gra na skrzypcach, sporty wodne, korepetycje etc. Zajmują młodemu człowiekowi czas od początku do końca.
A przecież potrzebują jeszcze odpocząć, zresetować się w zdrowy sposób po całym dniu.
Jeśli mamy do czynienia z małym dzieckiem, ono będzie nas słuchało. Ale jeśli jest to nastolatek, może się zbuntować. I należy pamiętać – bardzo dobrze, że się nam buntuje. Bunt, nawet mały jest potrzebny nastolatkowi do rozwoju i eksplorowania świata, kiedy może się sparzyć, doświadczyć, że coś wygląda inaczej, niż mu się wydawało. Rolą rodziców jest, żeby mu ten bunt umożliwić w poczuciu bezpieczeństwa, którego z resztą młody człowiek oczekuje. Rodzice są potrzebni nastolatkowi, żeby go akceptowali, rozumieli i empatycznie podchodzili do różnych jego nowych, oryginalnych pomysłów. Dlatego tak ważne jest rozumienie mechanizmów rozwoju dziecka, związanych choćby z przemianami w mózgu. Rodzice muszą mieć świadomość, że kiedy wieczorem kładzie się spać znany im nastolatek, rano może się obudzić inny nastolatek. Zrozumienie i empatia dla tych zmian jest ze strony rodziców niezmiernie ważna. Wracając do nowych technologii, musimy pamiętać, że nie powstanie już świat, w którym będziemy bez nich żyć. Chodzi więc o to, by wyrobić samemu sobie i pomóc dziecku w nabyciu właściwych wzorców funkcjonowania w wirtualnym świecie. Żeby nie przeniosło się tam życie nastolatka.
W trudnym czasie edukacji zdalnej jest to szczególnym wyzwaniem. Młodzi ludzie spędzają w internecie od 2 do 8 (i więcej godzin) dziennie. Po wtłoczeniu na siłę w zdalną edukację przez internet, spędzają w nim jeszcze więcej godzin.
Drodzy rodzice, bądźcie świadomi kształtowania od samego początku dobrych nawyków u dziecka. Jeżeli wprowadzamy zdrowe założenia dotyczące np. korzystania z nowych technologii i konsekwentnie się ich trzymamy, dziecko doceni wartość konsekwencji. Będzie się czuło bezpiecznie w swoim otoczeniu. Pozna także na czym polega dobra relacja między rodzicem a dzieckiem.
Jakie są sygnały, że incydentalne, zdrowe zachowania przechodzą w uzależnienie?
Jeśli rodzic zobaczy, że dziecko nie ma żadnych innych zainteresowań, tylko świat gier, telefonu czy tabletu, spędzając tam dużo czasu, jest to poważny sygnał, by zareagować. Kluczowa jest uważność rodziców, by dostrzec moment, kiedy szala zaczyna się przechylać. Pytanie: ile czasu młody człowiek spędza przed komputerem czy w internecie, a ile czasu poświęca np. na piłkę nożną, realne kontakty z rówieśnikami, naukę języka etc.
To są subtelne sygnały, które uważny rodzic wyłapie. Tego rodzaju uważna profilaktyka rodzicielska, powinna istnieć od bardzo wczesnego wieku.
Młodzi ludzie czerpią wzorce od dorosłych. Jeżeli my dla własnego spokoju puszczamy dzieciom wiele godzin bajek w samochodzie czy samolocie, to nie dziwmy się później, że po 3, 4 latach takiego funkcjonowania młody człowiek właśnie w świecie wirtualnym szuka atrakcji, spełnienia, znajomości, bezpieczeństwa. Bardzo trudno jest dostrzec rodzicom czy ich dziecko jest uzależnione od nowych technologii, jeśli sami przez wiele godzin „siedzą” w telefonie albo przed telewizorem i mało czasu przebywają z nastolatkiem. Ale trzeba pamiętać, że nastolatek – nawet gdy nas odtrąca, bo jest w danym momencie zły – potrzebuje rodziców. Mózg młodego człowieka się przebudowuje. Jest on mniej empatyczny, trudniej czyta uczucia, łatwiej mu kogoś zranić, mimo, że wcale nie ma takiego zamiaru. Wcale nie chce być zły. On jest cały czas dzieckiem. Potrzebuje mamy, która powie dobre słowo, przytuli, wysłucha i nie będzie go krytykować czy karać np. zabieraniem telefonu komórkowego. Dorośli oczekują akceptacji. Tym bardziej potrzebują jej dzieci.
Bardzo często sie zdarza, że nastolatki przychodzą do rodziców prosząc, żeby coś z tym zrobili. Aby nastolatek poszedł do mamy czy taty (i nie był to już krytyczny moment, w którym młody człowiek całym sobą woła, że jest źle a rodzice nie mogą nie widzieć problemu), musi się on czuć bezpiecznie już wcześniej. Musi mieć świadomość, że nawet jeśli warknie, skrzywi się, rodzice nie odwrócą się od niego. Nawet zwykłe przysiąście na brzegu łóżka, choć nastolatek może powiedzieć: „nie chcę z tobą gadać”, albo zakryje się kołdrą, nie znaczy, że on tak myśli. Można wtedy powiedzieć: „po prostu chcę pobyć z tobą. Nie chodzi o to, że ty musisz być ze mną”.
Jako rodzice całym sobą kochajmy nasze dzieci i doceniajmy ten wiek, kiedy są małe i dorastają. Mamy wtedy szanse spędzić z nimi najwięcej czasu, bo lada moment wyfruną z domu. A ile z tego domu wyniosą, tak wielkie skrzydła będą miały na start w dorosłym życiu.

 

Czas na nawyki

Kiedy mówimy o nawykach, zwykle mamy na myśli automatyczne zachowania. Jednak musimy uświadomić sobie, że nawyki są w naszych umysłach i właśnie tutaj mają źródło wszelkie nawykowe zachowania.
Czym jest nawyk? Każdy z nas, czy duży, czy mały – w wyniku rozwoju i doświadczeń życiowych – wykształca w pewne sposoby reagowania, które z czasem zmieniają się
w nawyki. Źródła nawyków mogą być bardzo różne – od naśladowania: dzieci naśladują najpierw rodziców, a później rówieśników, czy idoli, a na indywidualnie podejmowanych działaniach np. realizacji hobby – kończąc.
Bez względu na sposób ich powstawania, nawyki odgrywają kluczową rolę w życiu – ponieważ mogą przyczyniać się do naszych sukcesów lub porażek, gdy w wyniku nawyku np. radzenia sobie ze stresem podejmujemy zachowania ryzykowne, które mogą prowadzić do uzależnień.
A ile czasu wymaga wyrobienie nawyku? Teorii jest wiele, jednak podstawą jest założenie, że do stworzenia nawyku potrzeba ciągłego i regularnego powtarzania danej czynności, w wyniku czego powstaje nowego połączanie neuronalne w mózgu. Jednak wśród naukowców nie ma zgody co do długości czasu, który jest konieczny do wytworzenia określonego nawyku.
Teoria 66 dni stworzona przez londyńskich badaczy z University College (2009 r.) mówi
o tym, że średni czas potrzebny do tego, aby zachowanie weszło w nawyk, wynosi 66 dni. Badacze na podstawie wyników przeprowadzonych eksperymentów zauważyli, iż rozbieżność czasu pomiędzy poszczególnymi osobami jest dosyć duża.
W ramach eksperymentu każdy jego uczestnik wybierał sobie czynność związaną z „jedzeniem lub piciem bądź pewną formę aktywności, którą miał podejmować codziennie w takim samym kontekście (na przykład „po śniadaniu”) przez 12 kolejnych tygodni. Okazało się, że rozrzut wśród badanych był ogromny — od 18 do 254 dni — co oznacza, że bardzo różnimy się od siebie pod względem czasu, w którym zaczynamy jakąś czynność wykonywać automatycznie. W przypadku niektórych osób kształtowanie nawyków może potrwać naprawdę długo.
Owszem, popularne są zadania polegające na wypracowaniu przyzwyczajenia w 21 czy w 30 dni jednak prawdopodobnie to czas wystarczający na wyrobienie np. prostego nawyku wstawania wcześnie rano, ale osiągnięcie poważniejszego celu — choćby realizację jakiegoś twórczego hobby zamiast przesiadywania przed grami online — zajmie już dużo więcej czasu.
Jak widać trudno jest jednoznacznie stwierdzić, ile czasu potrzeba, aby powtarzane czynności przekształciły się w nawyki. Najbardziej racjonalnym podejściem wydaje się założenie, że jest to sprawa indywidualna dla każdego z nas. Są jednak czynniki, które wpływają na ilość czasu i powodzenie we wprowadzaniu oraz ugruntowaniu nowego – zdrowego nawyku, to:
• pozytywne zmiany, które wypracowany nawyk wywoła i spowoduje, że zwiększy się poczucie własnej wartości, a wówczas podskoczy również nasza determinacja
• gotowość do zmiany i dlatego warto wspierać dziecko w poszukiwaniu pasji, nie zostawiać go samego. Chodzi tutaj o sytuację, że „nie mówimy”: zostaw ten komputer, smartfon – idź na podwórko, tylko staramy się spędzić razem czas z dzieckiem
• atrakcyjność nowego nawyku np. sportu, znowu pomoże w lepszej samoocenie.
Warto podkreślić, że niestety złe nawyki te, które prowadzą do uzależnień, zazwyczaj kształtują się dużo szybciej niż te dobre.
Największymi wrogami wypracowania dobrych nawyków są przerwy i wymówki. Tylko działania podejmowane codziennie i systematycznie mają szansę stać się nawykiem – i po pewnym czasie będziemy je wykonywać automatycznie. Jednak aby dobre przyzwyczajenie przekształciło się w nawyk, musimy mieć motywację, wsparcie, jasno określony cel oraz dobry „PLAN”:
• warto, określić powód, dla którego chcemy wypracować dany nawyk
• wyznaczyć liczbę wprowadzanych nawyków i tu jakość, a nie ilość ma znaczenie
• stałą porę np. gry na instrumencie
• zapewnić wsparcie, czyli znalezienie osoby, która ma podobny cel – np. kolegi, aby zacząć regularnie ćwiczyć
• prowadzić notatnik – ponieważ zapisując działania, obserwujemy co i jak zmienia się
w naszej codzienności, zmiana jest dzięki temu mierzalna i łatwiej zauważyć pierwsze sukcesy, co szczególnie ważne jest przy pracy z dzieckiem czy nastolatkiem.
Pamiętajmy, że czas wykształcenia nawyku jest indywidualny, a brak sukcesów po teoretycznych 66 dniach może być frustrujący i zniechęcający do dalszych działań.
Wróćmy ponownie do wspomnianych, brytyjskich badań opublikowanych w 2009 r., że na poziomie fizjologicznym opuszczenie jednego dnia nie zaszkodzi nawykowi; jednak – i tu ważne – na poziomie psychologicznym może okazać się problemem i prowadzić do powrotu starych przyzwyczajeń. Dlatego lepiej jest nie opuszczać ani jednego dnia i pamiętać o wynikach badań — aby nie zniechęcać się, ani nie tracić tego, co zostało już osiągnięte.
I teraz najważniejsze. Zachęcam Was rodzice do zmiany i podjęcia wyzwania detoksu cyfrowego – nauczenia dzieci – nowych, zdrowych nawyków.

„Dobre nawyki to klucz do wszelkich sukcesów, złe zaś to otwarte wrota, przez które wkracza porażka”.
Og Mandino

arystoteles

 

Zmień swoje nawyki na dobre – dowiedz się, jak wpoić je dziecku.


Wiosna to dla wielu osób czas na zmiany. Ładna pogoda i dłuższe dni motywują do podejmowania nowych postanowień. Nic dziwnego, to dobra okazja, aby zmienić swoje życie, wypracować nowe, dobre nawyki – więcej czasu spędzać z rodziną (szczególnie aktywnie), mniej pracować, a więcej się ruszać, schudnąć, powrócić do dawnej, porzuconej pasji itd. Często jednak szybko nadchodzi refleksja, że znowu nie zrealizowaliśmy zaplanowanych zadań, że jesteśmy do niczego, że nigdy niczego nie zmienimy. I znowu szukamy okazji do nowych postanowień, tym razem urodzinowych, od poniedziałku, od wakacji, od jutra…

 Nawyki, czyli czynności wyuczone
Nawyk to w terminologii psychologii zautomatyzowana czynność, sposób zachowania i reagowania, które nabywa się w wyniku ćwiczenia, głównie przez powtarzanie. Podręcznikowo nawyk zautomatyzowany to wyuczony składnik zachowania się jednostki utworzony przez świadome uczenie się, poprzez z góry zamierzone ustalenie i automatyzację czynności pierwotnie niezautomatyzowanej.

Nawyki dzielimy na ruchowe, językowe, myślowe i poznawcze. Psychologowie i eksperci w dziedzinie behawioryzmu twierdzą, że wprowadzenie nowego nawyku w życie trwa około 20 do 70 dni. W praktyce często wskazywany jest okres 30 dni.

Mamy różne nawyki, dobre i złe. Nawykiem jest prowadzenie samochodu, jazda na nartach czy rowerze, mycie zębów, wieczorny telefon do rodziców. Nawyk to również: jedzenie w nocy, wieczorny drink, siedzenie przed telewizorem, odkładanie pracy na później. Oczywiście chcemy zmienić swoje złe nawyki, wytworzyć w ich miejsce nowe, korzystne dla naszego zdrowia, finansów, rodziny, pracy czy kariery. Najlepiej od razu wykształcić u siebie i u dzieci te dobre, prawidłowe. Oduczanie się złych nawyków jest niestety bardzo trudne, czasochłonne, wymaga samozaparcia, dobrej woli i systematyczności, stałego powtarzania.

Dobre nawyki – jak zacząć je wprowadzać w życie

Jak pracować nad tworzeniem dobrych nawyków? Po pierwsze, trzeba bardzo wyraźnie określić, co jest tym dobrym nawykiem, o który nam chodzi. Jakie przykładowo nawyki chcielibyśmy wypracować u swoich dzieci?
• Zanoszę po śniadaniu swój talerz, kubek i sztućce do kuchni (wkładam do zmywarki).
• Wieczorem codziennie co najmniej dwie minuty myję zęby.
• Codziennie 10 minut uczę się angielskiego.
• Wieczorem przygotowuję potrzebne materiały na kolejny dzień do szkoły.
• Codziennie wynoszę śmieci.
• Wkładam swoje użyte ubrania do kosza na brudne rzeczy.
• Składam swoje wyprane rzeczy i wkładam na miejsce w szafie.
• Czytam codziennie co najmniej 20 minut.
• Gram na komputerze dopiero po zrobieniu wszystkich zadań domowych.
• Po po zakończonych lekcjach natychmiast wychodzę na spacer z psem.
• Dwie godziny przed snem nie oglądam telewizji, nie gram na komputerze, nie używam komórki.
• Śpię 8 godzin.
• We wtorek i piątek podlewam kwiaty w swoim pokoju.
• Codziennie przez pół godziny uprawiam sport.

Lista nawyków w praktyce mogłaby być nieograniczona, ale pamiętajmy, że nie można pracować równocześnie nad zbyt dużą liczbą pożądanych zachowań, wystarczy sześć czy siedem. Dopiero po wypracowaniu i utrwalaniu nowego nawyku możemy usunąć go z listy
i na to miejsce wstawić nowe wyzwanie.

Wypracowanie dobrych nawyków u dziecka

Jak pracować nad wytworzeniem tych nawyków u dziecka? Na pewno wyjaśnić mu, dlaczego powinno tak robić, dokładnie pokazać wykonanie danej czynności, na początku pomagać
i delikatnie przypominać, chwalić i dziękować za zrobienie danej rzeczy. W żadnym wypadku i w żaden sposób nie karać za niezrobienie czegoś. Jeśli chcemy, by ktoś wykształcił nawyk, powinniśmy chwalić go za każdym razem, kiedy zrobi właśnie to, na czym nam zależy. Takie chwalenie jest ciągłym utrwalaniem nowego zachowania. Chwalimy tak długo, aż dany nawyk się utrwali. Potem powinniśmy chwalić za jego wykonanie co jakiś czas, sporadycznie, tak by pokazywać, że nadal doceniamy nową umiejętność czy zachowanie.

Dziennik nawyków

A jak sprawdzać codzienne wykonanie? Przydatnym narzędziem może być dziennik nawyków – habit tracker. To rodzaj notatnika, w którym zaznaczamy, czy dany cel, zadanie, upragniony nawyk został w danym dniu wykonany. Najczęściej rozpisujemy go na cały miesiąc, bo tyle mniej więcej trzeba czasu na utrwalenie zachowania. Jeden habit tracker może mieć odrębne części dla kilku członków rodziny. Jeśli to dla nas wygodniejsze, możemy przygotować kilka oddzielnych dzienników. Wieczorne lub poranne sprawdzanie zaznaczeń na kalendarzu i podsumowanie dnia może być ciekawym rodzinnym spotkaniem.

Pierwszym zadaniem będzie już wspólne zrobienie własnego dziennika nawyków. To proste – w zeszycie, na dużej kartce papieru itp. robimy tabelę z dniami miesiąca (lub z trzydziestoma kolejnymi dniami, gdy nie chcemy czekać z rozpoczęciem wyzwania na początek miesiąca). Umieszczamy ją w widocznym miejscu. Liczba wierszy zależy od tego, ile zadań chcemy obserwować. Potem wspólnie trzeba zdecydować i wybrać, jakie nawyki umieścimy na kartce, czyli jakie nawyki chcemy kształtować. I już możemy przystąpić do wprowadzania zmian.
Można również wydrukować przygotowaną przez nas tabelę, która posłuży za inspirację lub gotowy dzienniczek.

Habit tracker – jak to działa

W dzienniczku widać wyraźnie postęp – zaznaczone kratki, które są naszą motywacją. Samo zaznaczanie jest przyjemne i jest rodzajem nagrody, szczególnie dla dzieci, które widzą konkretne, naoczne efekty swoich działań – dowód na osiągnięty sukces. Jest to także forma planowania realizacji nawyków i celów, bo zapełnienie kratki wymaga wcześniejszego wykonania czynności. Dorośli muszą znaleźć miejsce i czas na wrzucenie w swój często mocno napięty grafik nowego zadania, nawyku, który chcą wykształcić.

Media elektroniczne przychodzą z pomocą
Zwolennikom mediów elektronicznych do pracy z nawykami można polecić kilka darmowych programów. Atrakcyjny graficznie Fabulous zdobył nagrodę Material Design Awards. Wybieramy w nim jeden z celów proponowanych przez aplikację i otrzymujemy kolejne codzienne wyzwania. Program motywuje do działania i dodatkowo mobilizuje inspirującymi cytatami. Dla początkujących niezły będzie program Todoist, który integruje się z Kalendarzem Google, a dzięki systemowi nagradzania za wykonane zadania i karania za niewykonane dobrze motywuje do działania. Sam Kalendarz Google też możemy oczywiście wykorzystywać jako aplikację To-Do oraz narzędzie do budowania nawyków.

Niezależnie od tego, czy i jakich narzędzi używamy, i tak najważniejsze są chęć i potrzeba wprowadzenia zmiany wspierane systematycznością i wytrwałością. Świadomość, po co zmieniamy i jak będziemy się czuć, kiedy osiągniemy założone cele. A przede wszystkim w ogóle rozpoczęcie procesu zmian! Każdy początek jest trudny, a przecież każda, nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Nie szukajmy więc kolejnych okazji, nie czekajmy na poniedziałek, urodziny, urlop czy początek następnego roku. Wprowadzajmy zmiany na lepsze od już. Powodzenia!

 

To wydaje się być takie oczywiste: każdy ma prawo do prywatności. A jednak wchodzimy do pokoju naszych dzieci bez pukania, sprawdzamy porządek w szafkach, zaglądamy do tornistra, zerkamy do historii przeglądarki. Dlaczego? Tłumaczymy sobie: “Przecież to jasne, że zależy mi na moim dziecku, chcę żeby było bezpieczne, umiało o siebie zadbać, było dobrze postrzegane w szkole.”.
Prywatność – czy dotyczy też dzieci?
Każdy człowiek instynktownie czuje, że są obszary w życiu, do których nie chce wpuszczać innych osób lub też dopuszcza obecność innych osób tylko za swoją zgodą. To właściwie nie budzi żadnych wątpliwości: pukamy przed wejściem do mieszkania, tym bardziej do sypialni, respektujemy zamknięte drzwi łazienki, odkładamy nie czytając listy zaadresowane do innych osób, nie wchodzimy na konta internetowe nawet bliskich nam osób, czujemy się zakłopotani, gdy niechcący jesteśmy świadkami prywatnych rozmów.
Dlaczego zatem zewsząd słychać głosy młodych, że ich prywatność nie jest szanowana? Czy prawo do prywatność przysługuje od jakiegoś konkretnego wieku? A może jest tak, że nasze wyobrażenia o prywatności dziecka są inne niż jego potrzeby? A może nie zauważyliśmy, że nasze dziecko uczy się niezależności, której pierwszym etapem jest prywatność? Jak pogodzić szacunek dla prywatności dziecka z troską o jego bezpieczeństwo?
Domowa przestrzeń prywatna
Młodsze dzieci w domu lubią być blisko rodziców, a nawet jeśli się samodzielnie bawią, to obecność opiekunów jest im potrzebna. Ale w miarę rozwoju szukają swojego miejsca. Dobrze, jeśli mają własny pokój, w którym mogą zaznaczać swoją obecność, nie tylko zdobiąc go po swojemu, organizując miejsca swoich zabaw, ale także układając własne rzeczy i porządkując. Jeśli pokój zajmuje rodzeństwo, to można wesprzeć dzieci, aby wyznaczyły swoje strefy osobiste: łóżko, biurko, półka czy szuflada na drobiazgi prywatne. Ważny będzie także czas spędzany w tej przestrzeni samodzielnie, bez rodzeństwa.

Wspieranie niezależności dziecka to szacunek dla jego prywatności. Jeśli pukamy do drzwi pokoju czterolatka i czekamy na pozwolenie wejścia, to sygnał dla niego, że jego prawa są dla nas ważne. Tym bardziej, gdy rzecz dotyczy starszych dzieci i nastolatków. Wtedy też łatwiej nauczyć szacunku dla praw dorosłych. W myśl zasady: “Ja pukam do Twojego pokoju, oczekuję tego samego od Ciebie. Nie przeszkadzam Ci w zabawie, oczekuję, że nie będziesz przeszkadzać mi w moich zajęciach.”.

Każda ingerencja może i powinna być uzgadniana z dzieckiem. Ustalenia powinny być konkretne, także te, które dotyczą odstępstwa od zasady: “Szanuję Twoją prywatność, ale jeśli będę mieć uzasadnione podejrzenia, że w tym pokoju dzieje się coś, co zagraża Twojemu bezpieczeństwu (np. wchodzisz na strony dla dorosłych, korespondujesz z obcymi osobami itd.) lub jest szkodliwe dla Ciebie (papierosy, alkohol itd.), to wejdę”.
Intelektualna przestrzeń prywatna
To nic innego jak prawo do własnego zdania, do wygłaszania swoich poglądów. I wcale nie chodzi o to, żeby nieustająco podkreślać geniusz dziecka i jego wyjątkowość. Raczej o podejmowanie dyskusji na tematy, w których dziecko właśnie się wypowiada. Poważne traktowanie takich rozmów ma wiele korzystnych aspektów wychowawczych: dziecko czuje się ważne i doceniane, co wzmacnia jego samoocenę i poczucie wartości, uczy się dyskutowania i wymiany poglądów, utrwalają się więzi w rodzinie, rośnie wzajemny szacunek i zaufanie. A dla nastolatków to będzie ważny wymiar mierzenia się z oglądem rzeczywistości i przekonania rodziców np. do akceptacji ich planów.

Dzieci, z którymi się rozmawia, dyskutuje, liczy się z ich zdaniem czy opinią, będą chciały rozmawiać także wtedy, gdy przyjdą trudne momenty. Rodzic, który zbudował w swoim dziecku przekonanie o szacunku, ma szansę utrzymać zaufanie dziecka także w wieku nastoletnim. Jeśli wychowanie opiera się na zakazach i nakazach, bez poszanowania prywatności i odrębności dziecka, z podkreślaniem, że dziecko jest za młode, aby decydować o sobie, szybko może się okazać, że młody człowiek nie chce z rodzicami rozmawiać, bo nie ma zaufania do ich oglądu rzeczywistości, jest przekonany, że rodzice nie są w stanie go zrozumieć. I tu dochodzimy do kolejnej przestrzeni prywatności, czyli emocjonalnej.
Emocjonalna przestrzeń prywatna
Można by tutaj rzec, że emocje są zawsze prywatne, więc o co tu chodzi? Emocje, które wywoływane są w nas przez doświadczenia i przeżycia są osobiste. Jednak rozumienie i umiejętność mierzenia się, szczególnie z trudnymi i niechcianymi emocjami, to już inna sprawa. Dziecko, nie tylko młodsze, ale także to starsze i nastoletnie, potrzebuje wsparcia w radzeniu sobie z nimi, w zrozumieniu swoich emocji.
Jak tego wsparcia udzielić?
1. Zachowaj spokój – jeśli chcesz być dla dziecka wiarygodnym, musisz najpierw poradzić sobie z własnymi emocjami. Odetchnij. Poczekaj chwilę, aż upewnisz się, że możesz podjąć spokojną rozmowę.
2. Okaż zrozumienie – przyjrzyj się dziecku. Odnieś się do kontekstu sprawy. Powiedz: “To musi być dla Ciebie trudne. Pewnie niełatwo było.”
3. Nazwij: “Widzę, że jesteś bardzo zdenerwowana. Czuję Twój niepokój. Widzę, że to Cię bardzo poruszyło.”.
4. Zaakceptuj: “Chcę Cię wesprzeć, powiedz, co mogę zrobić? Chciałabym Ci pomóc, powiedz, jakiej pomocy oczekujesz?”.
5. Porozmawiaj – bez oceniania, pouczania, doradzania, moralizowania czy filozofowania. Po prostu pogadaj ze swoim dzieckiem o sprawie, która je tak mocno porusza. Nie panikuj: “Rany, skąd dziewczyna w Twoim wieku ma takie doświadczenia?! Chyba nie zamierzasz się w to angażować?!”. Szukajcie razem rozwiązań.
6. Jeśli dziecko odmawia rozmowy, uszanuj to, ale bądź blisko i wesprzyj, gdy na to pozwoli.
Potrzeba prywatności jest w każdym z nas, bez względu na wiek. Im wcześniej dziecko nauczy się, że jego prywatność jest równie ważna, jak prywatność rodziców, tym silniej w nim rozwinie się nie tylko niezależność, wiara w siebie i zaufanie do bliskich, ale także szacunek dla prywatności innych osób.

Pozostaje jednak ciągle niepewność, gdzie jest granica prywatności, przecież dziecko może być zagrożone. Jeśli w jakiejś sytuacji masz wątpliwości, czy łamiesz prawo do prywatności lub kierując się nim, rezygnujesz z reakcji, być może narażając własne dziecko, dobrze jest zadać sobie pytanie: “Gdyby rzecz dotyczyła dorosłego, jaka byłaby moja reakcja?”. A wtedy odpowiedź nasunie się sama. A jeśli jednak okaże się, że dziecko poczuje się urażone? To przepraszam i wyjaśniam swoje intencje. Trudne? Pewnie! Ale jakie piękne, kiedy możemy obserwować, jak moja córka lub syn zaczyna przejmować odpowiedzialność za swoje życie.

#5minut DOBRA #5minut życzliwości- film

Jak rozmawiać z nastolatkiem będącym wciąż na „nie”?


Dlaczego nastolatkowie nie współpracują?
Wielu rodziców uważa, że ich dzieci nie byłyby zdolne do współpracy. Jeżeli wdałeś się już w walkę woli ze swoim dzieckiem, prawdopodobnie nie będzie chciało nawet rozmawiać o problemie. Jednak część dorosłych za „współpracę” uważa sytuację, gdy dziecko robi to, czego chcą rodzice, a nie do końca o to chodzi.
Sposobem na wprowadzenie autentycznej współpracy jest stworzenie warunków, w których nastolatek jest prawdziwie zaangażowany w tworzenie planów i propozycji rozwiązań problemów. W takiej sytuacji nie będzie próbował chronić swego poczucia sprawstwa przez bunt przeciw rodzicielskiej kontroli. Nastolatki zwyczajnie potrzebują, by rozwiązania były „ich”, a nie „rodziców”.
Jak to zrobić?
Kevin Steede autor książki „10 błędów popełnianych przez dobrych rodziców” promuje strategię: „Co jeszcze?” Polega ona na tym, że krótko opisujemy nastolatkowi problem używając faktów (np.”zostawiasz bałagan w pokoju” albo „zbyt dużo czasu spędzasz przy komuterze i smartfonie”) następnie proponujemy, by razem wymyślić, co z tym można zrobić i pytamy o jego pomysły. Zwykle pierwszy pomysł brzmi mniej więcej tak: „Przestańcie mnie o to męczyć”. Zamykamy tę sprawę sformułowaniem typu: „Jest to pewien sposób, dobrze, co jeszcze?” i wydobywamy kilka racjonalnych rozwiązań. Dopiero wtedy możemy podzielić się swoim pomysłem. Najczęściej wypracowane rozwiązanie będzie kompromisem. Dlatego ważne jest, aby umówić się na kolejną rozmowę i sprawdzić, jak ten pomysł sprawdza sie w życiu codziennym i w razie potrzeby wspólnie go zmodyfikować. Owszem, proces jest czasochłonny, wymaga dużego spokoju ze strony rodziców i odporności na możliwe prowokacje, jednak daje lepsze rezultaty niż działanie z pozycji siły: „Rób jak każę”.
O czym jeszcze należy pamiętać?
Jak już na pewno zdążyliście się zorientować – powyższy sposób dyskusji stosujemy do rozwiązania problemów istotnych. W sprawach drobnych zwyczajnie mówimy: „Po obiedzie zbierz tależe i włóż je do zmywarki” (warto dodać „proszę”). Angażowanie nastolatka w proces podejmowania decyzji uczy go umiejętności rozwiązywania problemów – rzeczy bardzo przydatnej później w pracy zawodowej. Rodzice, którzy potrafią powiedzieć: „Kocham Cię i dlatego odpowiedź brzmi nie” uzyskują lepsze wyniki niż rodzice mówiący: „Zabraniam Ci i bez dyskusji”. Przesłanie niby jest podobne, a jednak skrajnie odmiennie przyjmowane. Nastolatek to nie dorosły. Mimo, iż intelektualnie może Ciebie nawet przerastać jego system wartości i emocjonalność są jeszcze niedojrzałe. Wiele nastolatków nie potrafi w pełni pojąć długofalowych konsekwencji swoich decyzji typu: „zrobię sobie tatuaż na twarzy” itp. Nadal to rodzic jest odpowiedzialny za myślenie strategiczne, dlatego powinien prowadzić z nastoletnim dzieckiem rozmowy na ten temat.

pies_kot